niedziela, 2 września 2018

Make Happy Month - skrót sierpnia


W chwili kiedy 1 września pojawia się na kalendarzu od razu człowiek zaczyna tęsknić za latem. Co prawda formalnie jeszcze trwa, ale jednak nieubłaganie zbliżamy się ku jesieni. Czas zatem podsumować sierpniowe cele, które w większości udało mi się zrealizować w pełni. Na już ubiegły miesiąc nie było ich zbyt dużo, bo 3 ale za to konkretne. Cel pierwszy zrealizowany, zadbałam o swoje zdrowie kilkoma wizytami u lekarzy, przeprowadzonymi badaniami i stosowaniem się do ich zaleceń. Cel drugi zrealizowany, powróciłam na siłownię i była to jedna z lepszych decyzji jakie ostatnio podjęłam. Forma powoli wraca na stare tory. Cel trzeci częściowo zrealizowany, chociaż nie w takim stopniu jakbym sobie tego życzyła. Dlatego zostaje przeniesiony na kolejny miesiąc. Poza tym sierpień przeplatał się urlopem z pracą i muszę przyznać, że jednak wypoczynek jest bardzo potrzebny dla zachowania higieny umysłu. Poza tym sierpień był miesiącem bogatym w lubelskie kulturalne imprezy, które uwielbiam i w których chętnie uczestniczyłam. Zawsze w takich chwilach można poczuć dumę ze swojego miasta. Zachęcam wszystkich, aby chociaż raz odwiedzili Lublin i poczuli magię tego miejsca!
 

Moje małe wrześniowe cele
I znów wrzesień! Mój najukochańszy miesiąc w roku. Ten wrzesień będzie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, bo już za tydzień będę hucznie świętować swoje urodziny, które w tym roku są szczególne. Poza tym w drugiej połowie miesiąca czeka mnie lot do Irlandii, na który czekam już z niecierpliwością i który muszę jeszcze do końca zorganizować. I właśnie dlatego mój wrzesień to będzie przede wszystkim dobry humor, dobra zabawa i odkrywanie nowych zakamarków świata. Pięknego września Kochani!

niedziela, 19 sierpnia 2018

Dlaczego warto się zorganizować?


Organizacja dla jednych słowo znienawidzone dla drugich umiłowane. Dla jednych coś bez czego nie mogą żyć dla innych coś co omijają szerokim łukiem. I jak to zwykle w życiu bywa przeciwnicy i zwolennicy mają dużo racji. Ja należę do zwolenników organizacji. Lubię planować swoje tygodnie, dni, swoją pracę i wolny czas. Lubię z wyprzedzeniem wiedzieć co, gdzie i kiedy będę robić. Kiedyś byłam dużo mniej zorganizowana, często nawet zastanawiałam się dlaczego ludzie muszą tyle wcześniej wiedzieć czy gdzieś idę czy nie. Myślę, że koniec studiów i rozpoczęcie normalnej, pełnoetatowej pracy sprawiło, że powoli zaczęłam uczyć się planować i organizować swój czas. Jednak wycięcie ośmiu godzin z każdego dnia tuż po czasach studenckich było lekkim szokiem, ale jednocześnie zmusiło mnie do lepszego planowania dni. W związku z tym powiem Wam dzisiaj dlaczego warto się zorganizować!

... bo masz więcej czasu dla siebie
Dla mnie to bezapelacyjnie najważniejszy argument przemawiający za planowaniem. Odkąd nauczyłam się organizować swoje dni i robić to systematycznie i dokładnie mam dużo więcej wolnego czasu. Często nie planując czas ucieka nam przez palce. Mając zorganizowany dzień powrót z pracy nie kończy się bezczynnym oglądaniem TV czy leżeniem bykiem na kanapie. Organizując się dokładnie wiem co i kiedy mam zrobić, a przez to mam dużo więcej czasu na własne przyjemności. Dodatkowym plusem jest to, że nie mam wtedy poczucia bezsensownego jego trwonienia, a tylko wykorzystywania go na maksa!


... bo nie jesteś już zła na cały świat
Brak organizacji prowadzi do życia w ciągłym chaosie i biegu, a to czy chcesz czy nie zawsze kończy się frustracją. Kiedy się spieszymy robimy wszystko na ostatnią chwilę i zawsze wtedy brakuje nam czasu. To powoduje złość i wyżywanie się na wszystkim i wszystkich dookoła. Dlatego dobra organizacja pozwala bezstresowo przejść przez wszystkie zadania jakie sobie wyznaczyliśmy. A umówmy się życie jest zbyt krótkie żeby się ciągle złościć!

... bo nie robisz wszystkiego na ostatnią chwilę
Nigdy nie lubiłam robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Zawsze kiedy odkładałam coś na później, aż kończył się deadline traciłam panowanie na sytuacją i biegałam bez ładu i składu próbując wyrobić się w terminie. Wiecznie udzielała mi się wtedy nerwowa atmosfera. Pisałam już o odkładaniu na później, więc nie będę tego powielać. Niemniej jednak zorganizowanie się było lekiem na stres spowodowany działaniem na ostatnią chwilę i zaprzestaniem tego typu sytuacji. Teraz staram się kończyć zadania na chwilę przed ich końcowym terminem, tak aby mieć czas na ewentualne korekty i móc wszystko zrobić ze spokojem i bez stresu.


... bo nigdy o niczym nie zapominasz
Życie w organizacyjnym chaosie często powoduje, że zapominamy o wizycie u lekarza, spotkaniu z przyjaciółką, czy oddaniu książki do biblioteki. Mając planner w ręku zapominalstwo nie jest nam straszne. Jeśli podchodzimy do tematu poważnie i planujemy swój czas systematycznie i dokładnie, to wszystkie spotkania znajdują się w naszym kalendarzu i nie ma szans, żebyśmy jakieś pominęli. 

... bo masz więcej czasu na spontany
I to jest właśnie mały paradoks. Dzięki dobrej organizacji dni, tygodni, miesięcy mamy dużo więcej czasu na spontaniczne działania. Planowanie daje swobodę działania, która powoduje, że z wolnym czasem możemy robić co chcemy. Będąc dobrze zorganizowaną nie jest trudno znaleźć czas na spontaniczny wyjazd, czy wypad za miasto z przyjaciółmi. 

Warto się zorganizować, to daje dużo przestrzeni, którą możemy wykorzystać na co tylko nam się podoba. W planowaniu nie chodzi o zapełnianie kalendarza po brzegi, a o dobre rozmieszczenie  obowiązków w naszym terminarzu. Jak to zrobić podpowiadam Wam w poście o pięciu zasadach skutecznego planowania. A Wy jakie macie zdanie na temat organizacji? Warto czy nie warto? Jak zawsze zapraszam do komentowania :)

sobota, 11 sierpnia 2018

Zakopiańskie wakacje z dzieckiem - atrakcje dla półtoraroczniaka



Tegoroczny urlop, jak co roku spędzałam w Zakopanem. Mimo, że miejsce to samo to skład nieco się różnił. W tym roku dołączył do nas mój półtoraroczny siostrzeniec, co chcąc nie chcąc zmusiło nas do spędzenia tego czasu nieco inaczej. To właśnie wakacje z nim zainspirowały mnie do wstawienia postu o tym, co można robić w Zakopanem z dzieckiem.

Atrakcji w Zakopanem jest bardzo dużo zarówno dla małych i dużych. Wystarczy odpowiednio się przygotować do wyjazdu, a z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

Tatrzańskie szlaki
Jako, że mój wyjazd nie mógłby się odbyć bez chociaż odrobiny górskiej wędrówki na pierwszy ogień idą szlaki, którymi mogą powędrować dzieci. Na niektórych bez problemu przejedzie się nawet wózkiem. Są to:
  • Dolina Kościeliska
  • Dolina Chochołowska
  • Szlak nad Morskie Oko
  • Rusinowa Polana (wejście od Wierch Poroniec)
  • Droga pod Reglami
  • Dolina Strążyska - ta akurat ostatnio została wysypana kamyczkami, które utrudniają przejazd wózków, ale nie jest to niemożliwe do zrealizowania
Oczywiście nieco starsze dzieci mogą spróbować wspiąć się na odrobinę wyższe partie. W Tatrach jest kilka mało wymagających tras, które są dość krótkie czasowo. Tutaj mogę polecić:
  • Nosal
  • Wielki Kopieniec
  • Gęsia Szyja
  • Sarnia Skała
Przy pieszej wędrówce po tatrzańskich szlakach warto spróbować skorzystać z profesjonalnego nosidełka. W Zakopanym jest kilka punktów (zazwyczaj sklepy ze sprzętem) m.in. na Krupówkach, czy w Kuźnicach gdzie można wynająć takie nosidełko. Koszt nie jest duży. Wynajem na dobę kosztuje 20-30zł w zależności od miejsca. W niektórych punktach pobierana jest zwrotna kaucja w kwocie 200zł. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, czy dziecko będzie w ogóle chciało do niego wsiąść. U nas ten pomysł zakończył się noszeniem pustego nosidełka na plecach i Juniora na rękach. Jedna z Pań powiedziała, że nosidełko ze względu na to, że jest sztywne może uwierać dziecko i przez to jest dla niego mało wygodne. Niemniej jednak na szlakach można spotkać turystów z dziećmi siedzącymi w nosidełkach.


Kolejka
Nie wszyscy mogą się z tym zgodzić, ale ja uważam, że kolejkowa podróż dla małego dziecka jest dużą atrakcją. Na własne oczy widziałam zachwyt i radość podczas wjazdu i zjazdu czy to na Gubałówkę, czy Kasprowy Wierch. I tu i tu wjazd dla dzieci do lat 4 jest bezpłatny, za wózek również się nie płaci. Oczywiście Gubałówka jest małą kopią Krupówek, więc dla dzieci znajdzie się tam o wiele więcej komercyjnych atrakcji niż na Kasprowym Wierchu.

Aqua Park
Osobiście tutaj nie dotarliśmy z Juniorem. Będąc jednak kilka lat temu w Aqua Parku pamiętam, że znajdowało się tu mnóstwo basenowych atrakcji dla małych i dużych. Obecnie została dodana sala zabaw, do której z całą pewnością można zabrać maluchy. Szczegóły wodnych atrakcji znajdziecie tutaj.

Plac zabaw
Gigantyczny i nowiutki plac zabaw mieści się między Krupówkami a ul. Grunwaldzką. Plac zabaw położony w miejskim parku został niedawno odnowiony i jest doskonałym miejscem do zabawy dla dzieci. Dorośli mogą obserwować swoje pociechy siedząc na ławce i popijając zakupioną w pobliskim food trucku kawę. Plac zabaw jest doskonale wyposażony, nowy co powoduje, że mało które dziecko chce z niego wyjść szybko.


Małpi Gaj
Małpi Gaj to nic innego jak sala zabaw dla dzieci również z licznymi atrakcjami. Może nie jest to typowo góralska atrakcja, jednak ciekawa alternatywa na spędzenie czasu chociażby w deszczowe dni. Po szczegóły zapraszam na stronę.
Podwórkowe zabawy
Na koniec to, co mogę polecić w wyjeździe z dzieckiem, to korzystanie z takich pensjonatów, które wyposażone są we własne place zabaw. Od wielu lat wakacje w Zakopanem spędzamy w znanym nam i sprawdzonym miejscu jakim jest Willa Wrzos. Muszę przyznać, że nasz Junior był zachwycony przydomową piaskownicą i trampoliną oraz zabawami z dziećmi na sąsiednim boisku. Pamiętajmy o tym, że dla dziecka nie ma lepszych atrakcji jak towarzystwo rówieśnika.

Planując tegoroczne wakacje pamiętam, jak szukałam tych wszystkich informacji w sieci. Mam nadzieję, że zebrane w jedno miejsce, poparte własnym doświadczeniem pomogą Wam zorganizować zakopiański urlop, tak aby półtoraroczniakowi uśmiech nie schodził z buzi.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Make Happy Month - skrót lipca


Koniec lipca zawsze przypomina mi o tym, że długo wyczekiwane lato jest już na półmetku. Dlatego z żalem żegnam ten miesiąc. Przełom lipca i sierpnia to w moim przypadku zawsze urlop od etatowej pracy, który jak dobrze wiecie spędzam w Zakopanym. Stąd też lekka obsuwa z postem na blogu spowodowana podróżą oraz wakacjami z 1,5 rocznym dzieckiem! No właśnie w tym roku mój urlop był bardzo rodzinny, bo pierwszy raz zabraliśmy ze sobą mojego siostrzeńca, w którym mam nadzieję, zaszczepiliśmy miłość do gór! A ma zadatki na dobrego piechura! Dzielnie kroczył Doliną Strążyską i nawet udało mu się zdobyć Kasprowy Wierch :) Wiadomo, że wjechał kolejką jednak na szczyt kroczki postawił samodzielnie. A że dokonał tego wszystkiego bez płaczu i z uśmiechem na buzi to jestem z niego ogromnie dumna! :) Muszę przyznać, że po ostatnim zalaniu Tatr zostały już niewielkie ślady, a pogoda dopisała nam w 100%. Tak, wiec lipiec to przede wszystkim ukochane góry i mnóstwo wypoczynku, ładowania akumulatorów do kolejnych wyzwań zawodowych i prywatnych. W tym miesiącu udało mi się spędzić trochę czasu z książką w ręku i dokończyć od dawna leżące na półce tytuły. Z zadowoleniem mogę stwierdzić, że udało mi się w końcu dokończyć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona. Nie powiem również, że obce mi były letnie wyprzedaże. Dzięki mojej kochanej siostrze małe zakupowe szaleństwo dopadło i mnie! Ale co tam jak szaleć to szaleć :) Tak więc lipiec był naprawdę fajnym miesiące, aż szkoda, że się już skończył.


Moje małe sierpniowe cele
Na tegoroczny sierpień mam tylko trzy cele. Po pierwsze muszę zadbać o zdrowie, bo coś szwankuje. Po drugie muszę zadbać o kondycję fizyczną, bo jednak brak regularnych treningów w tym roku był widoczny podczas górskich wędrówek. Trzeba zdecydowanie nad tym popracować. Po trzecie wyluzować w pracy i w domu. Jednak im człowiek się mniej przejmuje, tym więcej uśmiechu jest na jego twarzy. A o to właśnie mi chodzi, aby śmiać się w sierpniu jak najwięcej!! Pięknego sierpnia Kochani!

niedziela, 22 lipca 2018

Porządkowanie zdjęć w 4 krokach


Kto z nas nie lubi robić zdjęć? Chyba nikt! W dzisiejszych czasach aparat towarzyszy nam na każdych wakacjach, w naszej zwykłej codzienności, jest z nami wszędzie. Zdjęcia robimy wszystkim i wszystkiemu dzieląc się nimi w social mediach. I w ten sposób nasze telefony, aparaty zapychane są ogromną ilością ujęć, z którymi nie wiemy później co zrobić. Czas, więc zabrać się za porządkowanie zdjęć, tak aby cieszyć się ich pięknem jak najdłużej.

Krok 1 sortowanie
Jak to zazwyczaj w życiu bywa pierwszy krok jest najtrudniejszy. Na ogół na naszych nośnikach mamy bardzo dużo zdjęć, bo żeby trafić w to jedno konkretne ujęcie robimy milion ujęć przed. W ten sposób fotografie się mnożą, zajmując coraz więcej pamięci. Dlatego tak ważne jest systematyczne zrzucanie zdjęć na komputer i tam ich sortowanie, aby w ostateczności trafiły na zewnętrzny dysk. Sortowanie zdjęć do najprzyjemniejszych nie należy, jest to czynność dość czasochłonna, ale warta zachodu. Sortowanie zaczynamy od podziału tematycznego np. na następujące foldery: wakacje, święta, codzienność, dzieci itp. Do takich przygotowanych folderów przerzucamy przesortowane zdjęcia. Następnie zabieramy się za wybieranie tych lepszych ujęć. Zdjęcia mało ostre, rozmazane, prześwietlone trafiają do kosza. Zostawiamy tylko te najfajniejsze ujęcia, dlatego z 10 podobnych fotografii wybierzcie 1-2, które podobają Wam się najbardziej, a resztę wyrzucicie. Gwarantuję Wam, że z 200 zdjęć co najmniej połowa nadaje się do śmieci. Sortując zdjęcia przygotujcie sobie osobny folder do wywołania, do którego trafią te fotografie, które chcielibyście wydrukować.

Krok 2 obrabianie
Ten krok jest dla wszystkich tych, którzy nie lubią surowych kadrów. Oczywiście niektóre ujęcia same w sobie są tak ładne, że nie warto czegokolwiek z nimi robić. Czasem jednak delikatna korekta potrafi diametralnie zmienić zdjęcie. Uważajcie jednak, żeby z tą obróbką nie przesadzić zbytnio, bo końcowy efekt po wywołaniu może być koszmarny. Ja do obróbki zdjęć na komputerze używam programu PhotoScape, a na smartphonie aplikacji VSCO oraz Snapseed. Które zdjęcia obrabiamy? Te, które trafiły do folderu do wywołania, aby ładnie prezentowały się w naszych albumach.


Krok 3 wywołanie
Przebrane i obrobione zdjęcia są już gotowe i czekają na wydruk w odpowiednim folderze. Jeśli masz w domu odpowiednią drukarkę i papier to możesz samodzielnie je wydrukować. Jeśli nie to czeka Cię wizyta u fotografa lub złożenie zamówienia w internetowym sklepie. Ja najczęściej wywołuję zdjęcia w Empiku na www.empikfoto.pl Wybieram format 10x15 jedwabiste. Pamiętaj jednak, że przesyłając zdjęcia do sklepu online zamieszczasz je na specjalnej platformie. Żeby wywołane zdjęcie ładnie się prezentowało trzeba je jeszcze odpowiednio wykadrować już na samej platformie. Jeśli potrzebujesz zdjęć na szybko zawsze możesz wybrać opcję fotografii ekspresowych u fotografa lub chociażby w drogerii Rossmann. Warto jednak wiedzieć, że cena takiego zdjęcia w formacie 10x15 to około złotówki, a jakość nie jest powalająca. Niemniej jednak jeśli potrzebujecie wydrukowanego zdjęcia od ręki to warto z takiej możliwości skorzystać.

Krok 4 przechowywanie
Wywołane zdjęcia warto pięknie przechowywać. Ja uwielbiam mieć zdjęcia w różnych ramkach, które stawiam na półkach lub wieszam na ścianie w formie kolażu. Przechowuję je także w albumach, do których wkładane są tematycznie. Zdjęcia w albumie są opisane datą wykonania, miejscem lub jakimś wydarzeniem, którego dotyczą. Osoby, które nie lubią tradycyjnych albumów mogą skusić się na fotoksiążkę, która znakomicie sprawdzi się w utrwalaniu wspomnień z jakiś wydarzeń np. ślub, chrzciny, wakacje. Ciekawą formą przechowywania zdjęć, cieszącą się coraz większą popularnością jest Project Life. Sama od jakiegoś czasu przymierzam się do tej formy utrwalenia wspomnień. Czym jest Project Life? A niczym inny jak segregatorem (albumem) z małymi koszulkami, do których wkłada się wydrukowane zdjęcia oraz specjalne karty, które uzupełniają kontekst fotografii. To tutaj możemy włożyć różnego rodzaju bibeloty, które z jakiegoś powodu są dla nas ważne w danym momencie albo na karcie opisać jakąś ciekawą historią. Te dodatki uzupełniają nasze zdjęcia tworząc niezapomnianą, kreatywną formę utrwalania wspomnień. 

W porządkowaniu zdjęć ważna jest systematyczność. Regularne stosowanie tych 4 kroków zdecydowanie ułatwi pracę ze zdjęciami. Dzięki temu nasze wspomnienia będą się znakomicie prezentować w naszych albumach, które będziemy z wielką przyjemnością i sentymentem oglądać za kilka lat. Wakacje sprzyjają robieniu zdjęć i bardzo dobrze. Zabierajcie ze sobą aparaty i utrwalajcie najpiękniejsze chwile na niezapomnianych fotografiach. Czekam na Wasze pomysły w jaki sposób przechowujecie zdjęcia. Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

niedziela, 8 lipca 2018

Pół roku z Vision Board! Czy to działa?!



W pierwszym dniu bieżącego roku po raz pierwszy w życiu, zainspirowana ciekawą inicjatywą, stworzyłam swoją Vision Board. Oczywiście tworzyłam ją mając na uwadze jedno małe słówko, które z założenia miało determinować moje życie w tym roku. No i jak mi idzie z tymi moimi postanowieniami noworocznymi. Czerwiec, który niedawno minął wyznaczył granicę połowy roku, co oznacza, że warto zrobić mały "rachunek sumienia" i sprawdzić jak idzie realizacja postanowień. 

Zgodnie z zasadą działania Vision Board, czyli kreatywną mapą marzeń postawiłam ją w widocznym dla mnie miejscu. W związku z tym codziennie, kilka razy w ciągu dnia na nią spoglądam. Oczywiście nie wizualizuje sobie swoich marzeń cały czas, ale od czasu do czasu lubię na nią spojrzeć i pogrążyć się na chwilę w krótkiej refleksji. Pewnie kołacze Wam teraz w głowie pytanie czy to działa? Moim zdaniem tak! Wiadomo całego życia od razu nie zmieni, ale nie o taką zmianę chodzi w noworocznych postanowieniach. Codzienne oglądanie swoich marzeń powoduje, że jesteśmy bardziej zmotywowani i zdeterminowani do ich realizacji. Podświadomie kierujemy swoje działania tak, aby przynajmniej część tych marzeń stała się naszą rzeczywistością


W moim przypadku nie wszystko idzie gładko i nie wiem czy wszystko uda się spełnić. Zobaczymy na koniec roku. Wiem jednak, że wybierając swoje One Little Word i tworząc Vision Board nie miałam żadnych konkretnych planów na obecny rok. Marzyłam o podróżowaniu, ale nawet nie śniło mi się, że stanę na Placu św. Piotra w Watykanie, czy będę spacerować wąskimi uliczkami Wenecji. A jednak się stało! Włochy pokochałam, a w ręku trzymam już bilet do Irlandii. Stałym punktem programu było tylko Zakopane, które rok rocznie odwiedzam. Nie wiedziałam również wtedy, że moja drugą pasją stanie się fotografia, która wciągnie mnie na tyle, aby poprawić swoje umiejętności inwestując w zdobywanie wiedzy u profesjonalistów. Nie miałam pojęcia także, że zadbam o swoje zdrowie i bacznie będę obserwować co znajduje się na moim talerzu. To wszystko i jeszcze więcej 1 stycznia 2018 było tylko w mojej głowie i znalazło odzwierciedlenie w postaci Vision Board. Dlatego właśnie sądzę, że to działa i z niecierpliwością czekam na kolejną połowę roku.

A u Was jak tam idzie z postanowieniami noworocznymi? Pamiętacie jeszcze o nich, czy już dawno leżą gdzieś głęboko rzucone? Może warto je odkurzyć? A może podobnie jak ja stworzyliście swoją Vision Board i wybraliście One Little Word. Jeśli tak, to dajcie koniecznie znać jak Wam idzie! A jeśli nie, to pamiętajcie, że możecie ją stworzyć w każdej chwili, nie czekając na Nowy Rok. 

wtorek, 3 lipca 2018

Make Happy Month - Skrót Czerwca



Czerwcowe podsumowanie wjeżdża z małym opóźnieniem spowodowanym weselną zawieruchą :) Tegoroczny czerwiec był jednym z fajniejszych i intensywniejszych miesięcy. Rozpoczął i zakończył się ślubem, dlatego głównie z nimi będzie mi się kojarzyć. Poza tym czerwiec w tym roku to wspaniały czas spęczony z moim Siostrzeńcem, letnie, deszczowe piwko z przyjaciółkami i oczywiście kibicowanie. Mundial zdecydowanie zdominował ten miesiąc u mnie w domu. Mimo, że strefa kibica przygotowana w celu wspierania polskiej reprezentacji nie przetrwała zbyt długo, to mecze w dalszym ciągu są najczęściej oglądanym "programem" w TV. Czerwiec to również intensywny czas spędzony w naszym pięknym Trójmieście. Mimo, że w trakcie delegacji morze mogę zobaczyć jedynie na zdjęciach w Internecie, to jednak poczułam morską bryzę, która wprawiła mnie w iście wakacyjny nastrój. Niestety blogowo czerwiec nie spełnił moich oczekiwań. Nie udało mi się tu wstawić zbyt dużo wpisów, chociaż ich konspekty dawno mam już naszkicowane. Mam nadzieję, że w lipcu się nieco więcej zadzieje w tym temacie. 


Moje małe lipcowe cele

Lipiec, czyli wakacje w pełni! A jak wakacje to i w końcu upragniony dłuższy urlop. A jak urlop to i moje ukochane Tatry! Już nie mogę się doczekać końcówki lipca i tego wspaniałego czasu. Oczywiście najpierw muszę się co nieco do wyjazdu przygotować, ale wszystko w swoim czasie. Wakacje sprzyjają szlifowi warsztatu fotograficznego, więc zamierzam troszkę pobiegać z aparatem nie tylko w górach. Na ten miesiąc nie mam większych planów. Chcę go spędzić na pełnym luzie, cieszyć się słonecznymi dniami, długimi letnimi wieczorami. Chciałabym troszkę zwolnić, mniej się przejmować i martwić, a jeszcze więcej uśmiechać. Lipiec ogłaszam miesiącem relaksu, dlatego zamierzam zadbać o siebie duchowo i urodowo. W czerwcu nie udało się poleniuchować na tarasie z książką w ręku przy mrożonej kawie, więc przenoszę tę przyjemność na lipiec! A co każdemu się coś od życia należy! :) Niezapomnianych wakacji Kochani!