niedziela, 8 lipca 2018

Pół roku z Vision Board! Czy to działa?!



W pierwszym dniu bieżącego roku po raz pierwszy w życiu, zainspirowana ciekawą inicjatywą, stworzyłam swoją Vision Board. Oczywiście tworzyłam ją mając na uwadze jedno małe słówko, które z założenia miało determinować moje życie w tym roku. No i jak mi idzie z tymi moimi postanowieniami noworocznymi. Czerwiec, który niedawno minął wyznaczył granicę połowy roku, co oznacza, że warto zrobić mały "rachunek sumienia" i sprawdzić jak idzie realizacja postanowień. 

Zgodnie z zasadą działania Vision Board, czyli kreatywną mapą marzeń postawiłam ją w widocznym dla mnie miejscu. W związku z tym codziennie, kilka razy w ciągu dnia na nią spoglądam. Oczywiście nie wizualizuje sobie swoich marzeń cały czas, ale od czasu do czasu lubię na nią spojrzeć i pogrążyć się na chwilę w krótkiej refleksji. Pewnie kołacze Wam teraz w głowie pytanie czy to działa? Moim zdaniem tak! Wiadomo całego życia od razu nie zmieni, ale nie o taką zmianę chodzi w noworocznych postanowieniach. Codzienne oglądanie swoich marzeń powoduje, że jesteśmy bardziej zmotywowani i zdeterminowani do ich realizacji. Podświadomie kierujemy swoje działania tak, aby przynajmniej część tych marzeń stała się naszą rzeczywistością


W moim przypadku nie wszystko idzie gładko i nie wiem czy wszystko uda się spełnić. Zobaczymy na koniec roku. Wiem jednak, że wybierając swoje One Little Word i tworząc Vision Board nie miałam żadnych konkretnych planów na obecny rok. Marzyłam o podróżowaniu, ale nawet nie śniło mi się, że stanę na Placu św. Piotra w Watykanie, czy będę spacerować wąskimi uliczkami Wenecji. A jednak się stało! Włochy pokochałam, a w ręku trzymam już bilet do Irlandii. Stałym punktem programu było tylko Zakopane, które rok rocznie odwiedzam. Nie wiedziałam również wtedy, że moja drugą pasją stanie się fotografia, która wciągnie mnie na tyle, aby poprawić swoje umiejętności inwestując w zdobywanie wiedzy u profesjonalistów. Nie miałam pojęcia także, że zadbam o swoje zdrowie i bacznie będę obserwować co znajduje się na moim talerzu. To wszystko i jeszcze więcej 1 stycznia 2018 było tylko w mojej głowie i znalazło odzwierciedlenie w postaci Vision Board. Dlatego właśnie sądzę, że to działa i z niecierpliwością czekam na kolejną połowę roku.

A u Was jak tam idzie z postanowieniami noworocznymi? Pamiętacie jeszcze o nich, czy już dawno leżą gdzieś głęboko rzucone? Może warto je odkurzyć? A może podobnie jak ja stworzyliście swoją Vision Board i wybraliście One Little Word. Jeśli tak, to dajcie koniecznie znać jak Wam idzie! A jeśli nie, to pamiętajcie, że możecie ją stworzyć w każdej chwili, nie czekając na Nowy Rok. 

wtorek, 3 lipca 2018

Make Happy Month - Skrót Czerwca



Czerwcowe podsumowanie wjeżdża z małym opóźnieniem spowodowanym weselną zawieruchą :) Tegoroczny czerwiec był jednym z fajniejszych i intensywniejszych miesięcy. Rozpoczął i zakończył się ślubem, dlatego głównie z nimi będzie mi się kojarzyć. Poza tym czerwiec w tym roku to wspaniały czas spęczony z moim Siostrzeńcem, letnie, deszczowe piwko z przyjaciółkami i oczywiście kibicowanie. Mundial zdecydowanie zdominował ten miesiąc u mnie w domu. Mimo, że strefa kibica przygotowana w celu wspierania polskiej reprezentacji nie przetrwała zbyt długo, to mecze w dalszym ciągu są najczęściej oglądanym "programem" w TV. Czerwiec to również intensywny czas spędzony w naszym pięknym Trójmieście. Mimo, że w trakcie delegacji morze mogę zobaczyć jedynie na zdjęciach w Internecie, to jednak poczułam morską bryzę, która wprawiła mnie w iście wakacyjny nastrój. Niestety blogowo czerwiec nie spełnił moich oczekiwań. Nie udało mi się tu wstawić zbyt dużo wpisów, chociaż ich konspekty dawno mam już naszkicowane. Mam nadzieję, że w lipcu się nieco więcej zadzieje w tym temacie. 


Moje małe lipcowe cele

Lipiec, czyli wakacje w pełni! A jak wakacje to i w końcu upragniony dłuższy urlop. A jak urlop to i moje ukochane Tatry! Już nie mogę się doczekać końcówki lipca i tego wspaniałego czasu. Oczywiście najpierw muszę się co nieco do wyjazdu przygotować, ale wszystko w swoim czasie. Wakacje sprzyjają szlifowi warsztatu fotograficznego, więc zamierzam troszkę pobiegać z aparatem nie tylko w górach. Na ten miesiąc nie mam większych planów. Chcę go spędzić na pełnym luzie, cieszyć się słonecznymi dniami, długimi letnimi wieczorami. Chciałabym troszkę zwolnić, mniej się przejmować i martwić, a jeszcze więcej uśmiechać. Lipiec ogłaszam miesiącem relaksu, dlatego zamierzam zadbać o siebie duchowo i urodowo. W czerwcu nie udało się poleniuchować na tarasie z książką w ręku przy mrożonej kawie, więc przenoszę tę przyjemność na lipiec! A co każdemu się coś od życia należy! :) Niezapomnianych wakacji Kochani!

niedziela, 17 czerwca 2018

Najlepsza wersja siebie, czyli sto dni do 30!


Gdzieś na początku czerwca minęło 100 dni do moich 30 urodzin. W życiu człowieka wejście w nową wiekową dekadę wiąże się z czymś nowym, nieznanym, nieoczekiwanym. Zmieniasz cyferkę z przodu i od razu ludzie oczekują od Ciebie określonych zachowań, które od zawsze są przypisane do wieku. Tylko czy na pewno chcemy żyć zgodnie z utartym schematem? W zeszłoroczne urodziny postawiłam sobie pytanie jaka chcę być w swoje 30 urodziny. Od razu pojawiła się wizja w głowie, pomysły i cele do zrealizowania. W ten sposób chcąc nie chcąc weszłam w projekt Edyty Zając Najlepsza do
  
najlepsza do ...

Najlepsza do to po prostu najlepsza wersja siebie, jaką chciałabym być i jaką siebie widzę. Jednak nie da się być najlepszą wersją siebie nie wkładając w to serca i ciężkiej pracy. Stąd też jakiś czas temu zrobiłam listę celów, marzeń, planów jakie chciałabym zrealizować do swoich 30 urodzin. Nie będę prezentowała tutaj mojej listy, bo jednak jest ona bardzo osobista. Mogę za to zdradzić, że po raz kolejny się przekonałam, że słowo pisane ma tę moc! Na mojej liście znalazło się miejsce zarówno dla tych najmniejszych marzeń jak i największych, pozornie wydających się nie do zrealizowania. Od razu mówię, że nie o bicie rekordów tu chodzi, a o samorozwój. Jeśli coś się uda zrobić, to super jeśli nie to trudno. Oczywiście wkładam w ten "projekt" mnóstwo energii, pracy, czasu i serca, ale tylko do tego momentu, do którego mi się podoba. Nic na siłę, bez zbędnych wyrzeczeń i rozczarowań. Więcej niż rok temu dbam o siebie pod każdym względem. Dbam o to, aby robić coś dla ciała, umysłu i duszy. Staram się nie odkładać na później kursów, podróży, projektów, troski o zdrowie. Z każdym dniem jest mi coraz fajniej z samą sobą. Tych ostatnich sto dni (teraz to już mniej) wolę spędzić na działaniu niż na czekaniu, bo czas i tak ucieknie. Finał mojej najlepszej wersji siebie już 8 września. Trzymajcie za mnie kciuki! :)


Przygotowując wpis o moich stu dniach do 30 urodzin zorientowałam się, że właśnie w czerwcu minęło również 2 lata odkąd założyłam bloga. Zaplanowana.pl jest już ze mną i z Wami od dwóch lat. Przez ten czas troszkę się zmieniła i pewnie ciągle zmieniać się będzie. Siłą rzeczy zaplanowana.pl nierozerwalnie związana jest ze mną, a ja stagnacji nie lubię. Kocham rozwijać się, iść do przodu, poznawać nowe rzeczy. I taki mam nadzieję będzie mój blog. Z zeszłorocznych marzeń część udało się zrealizować, a część uległa modyfikacji, albo jest jeszcze w trakcie realizacji. To z czego najbardziej się cieszę, to z własnych zdjęć. Czasem lepszych, czasem gorszych, ale moich jedynych i niepowtarzalnych, które zapewniają odpowiednią oprawę wszystkim moim wpisom. Oczywiście na kolejny rok blogowych planów mam dużo zarówno wpisowych oraz projektowych. Co z nich wyjdzie czas pokaże, ale nie byłabym sobą, gdybym nie myślała, że zrealizuję je w stu procentach! :) Dlatego Kochani sobie i przede wszystkim Wam życzę kolejnego zaplanowanego roku! :)

czwartek, 31 maja 2018

Make Happy Month - Skrót maja


Maj dla mnie był miesiącem prawie idealnym, aż mi szkoda go żegnać. Uwielbiam ten miesiąc, jego kolory, zapachy i smaki. To miesiąc, w którym wszystko można i wszystko się chce. I właśnie taki był u mnie tegoroczny maj. W przeciwieństwie do kwietnia, w tym miesiąc większość rzeczy poszła zgodnie z planem. Maj zaczął się mocnym akcentem, jakim była wycieczka do Włoch, która  w dalszym ciągu zaznacza swoją obecność w moim życiu. To we Włoszech naładowałam swoje baterie na tyle mocno, że nadal działają i jeszcze długo będą trzymać. Pobyt w słonecznej Italii zainspirował mnie do działania, obudził dotąd ukryte pokłady pozytywnej energii. O tym jak jest tam fajnie już pisałam, zapraszam również po garść praktycznych informacji dla osób wybierających się do Włoch.  No, ale maj to nie tylko Italia! W tym miesiącu udało mi się, w końcu, rozpocząć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona i zaciekawiona kolejnymi lekcjami. Mam nadzieję, że efekty tych lekcji będziecie mogli oglądać tutaj i na Instagramie :) Maj to również końcówka angielskiego. Uporałam się z egzaminem, więc najgorsza część już za mną. I tu znów okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują :) Kwiecień upłynął mi na spędzeniu czasu głównie z rodziną, maj natomiast tak jak chciałam był dużo bardziej mój. Mimo ciągłego biegu znalazłam czas dla samej siebie nie tylko podczas treningu czy biegania. Tak, tak, tak! Ku mojej wielkiej radości powróciłam do biegania! I szybko z niego nie zrezygnuję :) Maj był dla mnie wyjątkowym miesiącem, mam nadzieję, że czerwiec okaże się jeszcze lepszy :)

 

Moje małe czerwcowe cele

Jutro już 1 czerwca, a to oznacza Dzień Dziecka, który w tym roku będę celebrować jak nigdy dotąd. Wiadomo kto jest sprawcą tego zamieszania :) Liczę, że przygotowana niespodzianka się spodoba. Trzymajcie kciuki! Co mnie jeszcze czeka w czerwcu, tego nie wiem, wiem za to, co bym chciała, żeby mnie czekało. Po pierwsze to chcę dokończyć rozpoczęty kurs fotografii. To jest mój priorytet. Chciałabym utrzymać treningowy zapał i skorzystać z wiosennych dobrodziejstw kuchni, aby wzmocnić swoją dość kiepską odporność. Marzy mi się troszkę poleniuchować na świeżym powietrzu, poczytać książkę, poopalać się. Nic specjalnego, a tak relaksującego. Powoli zaczyna się sezon wakacyjny, a więc i w Lublinie zaczyna się dużo więcej dziać niż zazwyczaj. Liczę, że uda mi się wpaść na kilka fajnych kulturalnych lubelskich wydarzeń. Blogowo, jako, że sezon ślubny w pełni chciałabym Wam zaprezentować mój kolejny pomysł na wieczór panieński. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Czerwcu przybywaj! Pięknego miesiąca Kochani! :)

niedziela, 27 maja 2018

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?


Wszyscy wiemy czym jest rytuał, wiec nie ma sensu przytaczać tutaj teraz jego definicji. Pytanie, które tu stawiam i które mnie bardzo interesuje, to czy macie takie swoje codzienne, weekendowe rytuały i czy je celebrujecie? Jeśli tak, to czy ma to jeszcze jakiś sens?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest jasna i brzmi: jak najbardziej tak! Według mnie to właśnie codzienne rytuały tworzą piękne chwile i mówiąc kolokwialnie robią dobrą robotę w naszym życiu. Będąc w ciągłym biegu nie chcemy tracić czasu na rzeczy dla nas pozornie niepotrzebne. Wiem to sama po sobie, bo jeszcze do niedawna tak rozpisywałam plan dnia, że nie było w nim zbyt dużo chwil dla samej siebie. A drobne przyjemności są ważne w naszym życiu, to one nadają mu smaku, umilają nieco szarą rzeczywistość. 

Moje rytuały

Osobiście mam kilka drobnych rytuałów, które lubię celebrować. Nie jest ich za dużo, bo i czasu wolnego nie mam zbyt wiele, jednak tych kilka mnie odpręża sprawiając przy tym przyjemność. W moim przypadku rytuały weekendowe różnią się od tych codziennych. Szara rzeczywistość pracujących dni narzuca pewien, określony rytm, w którym trudno o wolne chwile dla samej siebie. Dlatego tak bardzo lubię celebrować poranną kawę mimo, że zawsze pierwszą piję dopiero w pracy, wieczorną godzinę z ulubionymi serialami oraz bycie w łóżku jeszcze przed 23:00. W weekend jak to w weekend i u mnie jest nieco przyjemniej.  To w weekendy mam czas na spokojną, pyszną kawę w domu lub przy pięknej pogodzie na tarasie, na niedzielne wieczorne domowe SPA, po którym zawsze wychodzę uśmiechnięta i nieco więcej czasu spędzonego oglądając filmy lub czytając książkę.


Stwórz własne rytuały

Ciekawa jestem jakie są Wasze rytuały. Jeśli myślicie, że ich nie macie, to jestem przekonana, że się mylicie. One gdzieś są, tylko jeszcze sobie tego nie uświadomiliście. W jaki sposób to zrobić? Najlepiej wziąć kartkę papieru i spisać cały swój dzień, wszystko to co w nim robicie od momentu wstania do momentu pójścia spać. I tak przez cały tydzień. Na powstałym spisie zaznaczcie co Wam sprawia przyjemność, co stanowi zwyczajną rutynę, a czego nie lubicie robić. Pamiętajcie, że mogą to być drobne, małe zwyczaje, które mają dla Was jakieś szczególne znaczenie. Szybko zobaczycie ile wykonujecie małych czynności, które są dla Was czystą przyjemnością. Na koniec wprowadźcie je do życia na stałe i celebrujcie najlepiej jak umiecie, chyba, że już to robicie. 

Na koniec jeszcze raz powtórzę, że warto dbać o małe rytuały, które nas określają. To one pozwalają się oderwać od problemów, sprawiają, że w trudnym dniu wraca nam uśmiech na twarzy. Twórzcie ich jak najwięcej i dbajcie o nie, codziennie je pielęgnując, bo to one sprawiają, że świat staje się piękniejszy :)

niedziela, 13 maja 2018

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji


Zapraszam Was na kolejny włoski wpis. Dzisiaj przedstawię kilka praktycznych informacji dotyczących włoskich wakacji. Nie byłabym sobą, gdybym podczas swojego krótkiego pobytu nie dokonała pewnych obserwacji, którymi się chętnie z Wami podzielę. Oczywiście odnoszę się tylko do miejsc, w których byłam, a więc Rzym, Asyż, Wenecja. O mojej włoskiej przygodzie już co nieco wiecie, więc czas na kilka porad. To po kolei :)


CENY
Muszę przyznać, że Włochy zaskoczyły mnie wielokrotnie. Planując wycieczkę jeszcze w Lublinie brałam pod uwagę dużo wyższe ceny niż w rzeczywistości zastałam we Włoszech. Najtańszy okazał się Rzym, a najdroższa Wenecja. Wenecja czerpie wciąż ze swoich dawnych kupieckich czasów, przez co ceny tam są nawet dwukrotnie wyższe niż w innych włoskich miejscowościach. Rzym pod tym względem pozytywnie mnie zaskoczył. Ceny pamiątek oscylują między kilka a kilkanaście euro. Magnes na lodówkę kosztuje 1 euro, koszulki dla dzieci 5-10 euro, a drewniana zabawka Pinokio około 5 euro. A propos Pinokio, jest on zdecydowanie typową, włoską zabawką-pamiątką. Można go dostać na każdym stoisku, w każdej miejscowości i w każdej możliwej postaci. W Wenecji natomiast obok Pinokia zakupić można wenecką maskę, której koszt to od około 8 euro wzwyż. Sklepiki z pamiątkami w Rzymie, Wenecji i Asyżu są na każdym kroku w samym centrum tych miejscowości. W kwestii pamiątek warto dodać, że znane nam wszystkie papieskie różańce z Watykanu wcale nie są papieskie. Papież Franciszek w żadnym wypadku ich nie święci, a żeby było śmieszniej to często produkowane są w naszej rodzimej Częstochowie. Koszt takich różańców to około1 euro za sztukę.


JEDZENIE
Jeśli chodzi o włoskie smakołyki to pizza na kawałki, czy porchetta, czyli bułka ze świnką kosztują  około 4 euro. Dwie gałki lodów to około 2 euro. Lody są przepyszne i smakiem przypominają te nasze lubelskie z Bosko. Kto był w Bosko ten zna ten smak :) Ceny kawy plasują się między 1 a 2 euro. Najlepsze oczywiście jest włoskie cappuccino! Taniej jest w supermarketach, gdzie np. makarony można kupić już za 0,5 euro. Makarony w tych cenach są najczęściej jadane przez Włochów, dlatego nie warto przepłacać za te droższe, które najczęściej przeznaczone są na eksport. Jadąc autem lub autokarem na trasie spotkać można autogrille, czyli sklepy które są takimi mini marketami. Tutaj można kupić typowo włoskie wino, piwo, słodycze, które są w bardzo przystępnych, często promocyjnych cenach.


SJESTA
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu podejście do pracy Włochów jest nieco inne niż Polaków. To co ich najlepiej określa, to pełen luz niezależnie od sytuacji. Na wszystko mają czas, wszystko da się załatwić i ogólnie nic nie jest problemem. W sklepach Włosi nie przepadają za zbyt dużym tłumem do obsługi. Jednak w żadnym wypadku rosnąca kolejka do kasy nie zestresuje ich, nie mówiąc już o pospieszeniu. Włoskie confusione, czyli zamieszanie jest tu na porządku dziennym. Sjesta jest ściśle przestrzegana przez Włochów. W Wenecji na własne oczy widziałam, jak punktualnie o 12:00 pan zabrał swój kram z pamiątkami i powrócił punktualnie o 14:00. Przez te dwie godziny Plac św. Marka był wolny od sprzedawców. Warto o tym pamiętać planując swój przyjazd do słonecznej Italii. 


TRANSPORT
Wybierając się do Włoch samochodem należy pamiętać, że Włosi dosłownie jeżdżą jak chcą. Dla Polaków, którzy mimo wszystko, mniej lub bardziej przestrzegają przepisów ruchu drogowego, parkowanie na środku ronda może być lekkim szokiem. Tak, tak Włosi potrafią zostawić samochód gdziekolwiek i pójść napić się kawy. Podczas codziennych, gigantycznych korków na Grande Raccordo udowadniają, że chcieć to móc i z 3 pasów robią 5. Dlatego po Rzymie lepiej podróżować metrem, którego dwie linie są doskonale oznaczone i prowadzą do wszystkich najważniejszych zabytków w mieście. Koszt jednorazowego biletu to 1,5 euro.


JĘZYK
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o języku angielskim. Jadąc do Rzymu nie liczcie na to, że sobie w nim pogadacie. Niewielu Włochów mówi po angielsku, albo zwyczajnie nie chce tego robić. Lubią swój język i lubią jak inni się nim posługują. Co ciekawe, rocznie musi przybywać tam sporo Polaków, bo w większość restauracji czy sklepów często witają nas zwrotami dzień dobry, dziękuję, do widzenia oczywiście wymawiając wszystkie zwroty jednocześnie. 

Włochy to piękny kraj, który z całą pewnością warto odwiedzić. Tych kilka praktycznych informacji może okazać się niezwykle cenne dla osób planujących wycieczkę do tego kraju. W dalszym ciągu uważam, że Rzym warto zwiedzać z przewodnikiem, pilotem, który przeprowadzi nas przez wszystkie tajniki wiecznego miasta jednocześnie opowiadając o codziennym życiu współczesnych Włochów. Ja na razie mówię Włochom arrivederci, bo wiem, że kiedyś jeszcze tam wrócę, a Wy?? :)

niedziela, 6 maja 2018

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda



Słoneczna Italia, kto był ten wie, jak jest tam pięknie, kto nie był koniecznie powinien ją odwiedzić. Mimo, że we Włoszech byłam zaledwie kilka dni, to na dobre zdążyłam pokochać ten kraj. I jak dotąd ze wszystkich miejsc, które miałam przyjemność odwiedzić Londyn zawsze ze wszystkimi wygrywał, tak tym razem Rzym skradł moje serce. Zresztą nie tylko Rzym, ale po kolei. 

Jak znalazłam się we Włoszech?
Rzym od dawna był na mojej liście miejsc, które chciałabym w swoim życiu odwiedzić. Od początku roku Włochy były na tapecie tegorocznych wyjazdów. Tyle, że początkowo w grę wchodził Mediolan - loty z Lublina nie są drogie, więc wybór padł na niego. Jednak w chwili kiedy pomysł Mediolanu upadł na jego miejsce pojawił się Rzym. Od zawsze jednak wiedziałam, że jak Rzym to i wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem, bo jak inaczej zwiedzać wieczne miasto. W biurze podróży oferowali wraz z wycieczką do Rzymu również Wenecję i Asyż. Czemu, więc nie zobaczyć więcej i tak upiekłam 3 pieczenie na jednym ogniu :) O samej wycieczce, transporcie i "życiu" we Włoszech napiszę parę słów w kolejnym włoskim poście. 



Jak nie kochać Włoch?
Od teraz Włochy będą mi się kojarzyć z pyszną pizzą, wyśmienitą kawą, nieograniczoną dawką słońca, niekończącą się sjestą i piosenką Despacito na każdym kroku. To tak, smak pizzy zaskoczył nawet mnie, czyli osoby nie będącej fanem tego przysmaku. Niemniej jednak włoska pizza to inne ciasto, inny ser niż to co podawane jest w Polsce i jak widać robi to dużą różnicę. Kawa - lepszej nie piłam w życiu. Cappuccino jest tak tanie, a jednocześnie pyszne, że można je pić non stop. W smaku nie równa się żadnej innej kawie. Najlepsze w San Paolo fuori le Mura. Długo nie zapomnę tego smaku! O niekończącej się włoskiej sjeście pewnie krążą już legendy. Podejście Włochów do pracy jest zupełnie inne niż Polaków. Oni zwyczajnie niczym się nie przejmują, na wszystko mają czas, nic nie jest problemem. Muszę przyznać, że to bezstresowe włoskie życie bardzo przypadło mi do gustu. Muszę niektóre elementy wprowadzić u siebie :) I wreszcie Despacito słyszana na każdym kroku. Idąc ulicami Rzymu nawet nie próbuję zliczyć ile razy słyszałam tę piosenkę śpiewaną przez całe grupy ludzi. Mały minusik to tłumy zwiedzających, które zachęcają złodziei do kradzieży. W Wenecji i Rzymie złodziei jest dużo. Kradną głównie małe dziewczynki, które w tym kraju za takie przewinienie są bezkarne. Dlatego trzeba zachować czujność i mieć oczy dookoła głowy. 


Co udało się zobaczyć?
Nie jestem w stanie wymienić teraz wszystkich miejsc, które udało mi się zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Już sam fakt, że zobaczyłam Morze Adriatyckie i Alpy wprawił mnie w osłupienie. Na dobry początek była Wenecja, która zachwyciła mnie swoim pięknem. Muszę tutaj jednak przyznać, że zawsze wyobrażałam sobie ją nieco inaczej. Zazwyczaj wszędzie pokazywane są weneckie kanały, a tymczasem to co dla mnie najpiękniejsze to plac św. Marka z Bazyliką i znajdującym się w niej Złotym Ołtarzem - jedynym w swoim rodzaju. Z kolei Asyż to dużo spokojniejsze miasteczko, a jednakowo piękne. Zdominowany przez św. Franciszka potrafi zachwycić swoim urokiem. W końcu Rzym, którego piękna nie da się opisać, trzeba je zobaczyć. Koloseum, Forum Romanum i cała reszta zachwyca formą, wielkością i swoją historią. Mi chyba jednak najbardziej do gustu przypadły Schody Hiszpańskie, które udało mi się zobaczyć z kwiatową dekoracją. No i wreszcie Watykan, miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dzięki wspaniałemu pilotowi udało nam się dotrzeć na generalną audiencję i na żywo zobaczyć papieża Franciszka oraz wejść do Muzeów Watykańskich. Freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej robią wrażenie! O Bazylice św. Piotra nie już będę nic pisać, ją trzeba zobaczyć.

Taki to właśnie był mój długi weekend majowy. Z całą pewnością długo go nie zapomnę i równie długo będę o nim opowiadać. Włochy mnie zauroczyły i z całą pewnością jeszcze do nich wrócę. A Wy jak spędziliście majówkę?? Czekam na Wasze historie :)