niedziela, 13 maja 2018

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji


Zapraszam Was na kolejny włoski wpis. Dzisiaj przedstawię kilka praktycznych informacji dotyczących włoskich wakacji. Nie byłabym sobą, gdybym podczas swojego krótkiego pobytu nie dokonała pewnych obserwacji, którymi się chętnie z Wami podzielę. Oczywiście odnoszę się tylko do miejsc, w których byłam, a więc Rzym, Asyż, Wenecja. O mojej włoskiej przygodzie już co nieco wiecie, więc czas na kilka porad. To po kolei :)


CENY
Muszę przyznać, że Włochy zaskoczyły mnie wielokrotnie. Planując wycieczkę jeszcze w Lublinie brałam pod uwagę dużo wyższe ceny niż w rzeczywistości zastałam we Włoszech. Najtańszy okazał się Rzym, a najdroższa Wenecja. Wenecja czerpie wciąż ze swoich dawnych kupieckich czasów, przez co ceny tam są nawet dwukrotnie wyższe niż w innych włoskich miejscowościach. Rzym pod tym względem pozytywnie mnie zaskoczył. Ceny pamiątek oscylują między kilka a kilkanaście euro. Magnes na lodówkę kosztuje 1 euro, koszulki dla dzieci 5-10 euro, a drewniana zabawka Pinokio około 5 euro. A propos Pinokio, jest on zdecydowanie typową, włoską zabawką-pamiątką. Można go dostać na każdym stoisku, w każdej miejscowości i w każdej możliwej postaci. W Wenecji natomiast obok Pinokia zakupić można wenecką maskę, której koszt to od około 8 euro wzwyż. Sklepiki z pamiątkami w Rzymie, Wenecji i Asyżu są na każdym kroku w samym centrum tych miejscowości. W kwestii pamiątek warto dodać, że znane nam wszystkie papieskie różańce z Watykanu wcale nie są papieskie. Papież Franciszek w żadnym wypadku ich nie święci, a żeby było śmieszniej to często produkowane są w naszej rodzimej Częstochowie. Koszt takich różańców to około1 euro za sztukę.


JEDZENIE
Jeśli chodzi o włoskie smakołyki to pizza na kawałki, czy porchetta, czyli bułka ze świnką kosztują  około 4 euro. Dwie gałki lodów to około 2 euro. Lody są przepyszne i smakiem przypominają te nasze lubelskie z Bosko. Kto był w Bosko ten zna ten smak :) Ceny kawy plasują się między 1 a 2 euro. Najlepsze oczywiście jest włoskie cappuccino! Taniej jest w supermarketach, gdzie np. makarony można kupić już za 0,5 euro. Makarony w tych cenach są najczęściej jadane przez Włochów, dlatego nie warto przepłacać za te droższe, które najczęściej przeznaczone są na eksport. Jadąc autem lub autokarem na trasie spotkać można autogrille, czyli sklepy które są takimi mini marketami. Tutaj można kupić typowo włoskie wino, piwo, słodycze, które są w bardzo przystępnych, często promocyjnych cenach.


SJESTA
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu podejście do pracy Włochów jest nieco inne niż Polaków. To co ich najlepiej określa, to pełen luz niezależnie od sytuacji. Na wszystko mają czas, wszystko da się załatwić i ogólnie nic nie jest problemem. W sklepach Włosi nie przepadają za zbyt dużym tłumem do obsługi. Jednak w żadnym wypadku rosnąca kolejka do kasy nie zestresuje ich, nie mówiąc już o pospieszeniu. Włoskie confusione, czyli zamieszanie jest tu na porządku dziennym. Sjesta jest ściśle przestrzegana przez Włochów. W Wenecji na własne oczy widziałam, jak punktualnie o 12:00 pan zabrał swój kram z pamiątkami i powrócił punktualnie o 14:00. Przez te dwie godziny Plac św. Marka był wolny od sprzedawców. Warto o tym pamiętać planując swój przyjazd do słonecznej Italii. 


TRANSPORT
Wybierając się do Włoch samochodem należy pamiętać, że Włosi dosłownie jeżdżą jak chcą. Dla Polaków, którzy mimo wszystko, mniej lub bardziej przestrzegają przepisów ruchu drogowego, parkowanie na środku ronda może być lekkim szokiem. Tak, tak Włosi potrafią zostawić samochód gdziekolwiek i pójść napić się kawy. Podczas codziennych, gigantycznych korków na Grande Raccordo udowadniają, że chcieć to móc i z 3 pasów robią 5. Dlatego po Rzymie lepiej podróżować metrem, którego dwie linie są doskonale oznaczone i prowadzą do wszystkich najważniejszych zabytków w mieście. Koszt jednorazowego biletu to 1,5 euro.


JĘZYK
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o języku angielskim. Jadąc do Rzymu nie liczcie na to, że sobie w nim pogadacie. Niewielu Włochów mówi po angielsku, albo zwyczajnie nie chce tego robić. Lubią swój język i lubią jak inni się nim posługują. Co ciekawe, rocznie musi przybywać tam sporo Polaków, bo w większość restauracji czy sklepów często witają nas zwrotami dzień dobry, dziękuję, do widzenia oczywiście wymawiając wszystkie zwroty jednocześnie. 

Włochy to piękny kraj, który z całą pewnością warto odwiedzić. Tych kilka praktycznych informacji może okazać się niezwykle cenne dla osób planujących wycieczkę do tego kraju. W dalszym ciągu uważam, że Rzym warto zwiedzać z przewodnikiem, pilotem, który przeprowadzi nas przez wszystkie tajniki wiecznego miasta jednocześnie opowiadając o codziennym życiu współczesnych Włochów. Ja na razie mówię Włochom arrivederci, bo wiem, że kiedyś jeszcze tam wrócę, a Wy?? :)

niedziela, 6 maja 2018

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda



Słoneczna Italia, kto był ten wie, jak jest tam pięknie, kto nie był koniecznie powinien ją odwiedzić. Mimo, że we Włoszech byłam zaledwie kilka dni, to na dobre zdążyłam pokochać ten kraj. I jak dotąd ze wszystkich miejsc, które miałam przyjemność odwiedzić Londyn zawsze ze wszystkimi wygrywał, tak tym razem Rzym skradł moje serce. Zresztą nie tylko Rzym, ale po kolei. 

Jak znalazłam się we Włoszech?
Rzym od dawna był na mojej liście miejsc, które chciałabym w swoim życiu odwiedzić. Od początku roku Włochy były na tapecie tegorocznych wyjazdów. Tyle, że początkowo w grę wchodził Mediolan - loty z Lublina nie są drogie, więc wybór padł na niego. Jednak w chwili kiedy pomysł Mediolanu upadł na jego miejsce pojawił się Rzym. Od zawsze jednak wiedziałam, że jak Rzym to i wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem, bo jak inaczej zwiedzać wieczne miasto. W biurze podróży oferowali wraz z wycieczką do Rzymu również Wenecję i Asyż. Czemu, więc nie zobaczyć więcej i tak upiekłam 3 pieczenie na jednym ogniu :) O samej wycieczce, transporcie i "życiu" we Włoszech napiszę parę słów w kolejnym włoskim poście. 



Jak nie kochać Włoch?
Od teraz Włochy będą mi się kojarzyć z pyszną pizzą, wyśmienitą kawą, nieograniczoną dawką słońca, niekończącą się sjestą i piosenką Despacito na każdym kroku. To tak, smak pizzy zaskoczył nawet mnie, czyli osoby nie będącej fanem tego przysmaku. Niemniej jednak włoska pizza to inne ciasto, inny ser niż to co podawane jest w Polsce i jak widać robi to dużą różnicę. Kawa - lepszej nie piłam w życiu. Cappuccino jest tak tanie, a jednocześnie pyszne, że można je pić non stop. W smaku nie równa się żadnej innej kawie. Najlepsze w San Paolo fuori le Mura. Długo nie zapomnę tego smaku! O niekończącej się włoskiej sjeście pewnie krążą już legendy. Podejście Włochów do pracy jest zupełnie inne niż Polaków. Oni zwyczajnie niczym się nie przejmują, na wszystko mają czas, nic nie jest problemem. Muszę przyznać, że to bezstresowe włoskie życie bardzo przypadło mi do gustu. Muszę niektóre elementy wprowadzić u siebie :) I wreszcie Despacito słyszana na każdym kroku. Idąc ulicami Rzymu nawet nie próbuję zliczyć ile razy słyszałam tę piosenkę śpiewaną przez całe grupy ludzi. Mały minusik to tłumy zwiedzających, które zachęcają złodziei do kradzieży. W Wenecji i Rzymie złodziei jest dużo. Kradną głównie małe dziewczynki, które w tym kraju za takie przewinienie są bezkarne. Dlatego trzeba zachować czujność i mieć oczy dookoła głowy. 


Co udało się zobaczyć?
Nie jestem w stanie wymienić teraz wszystkich miejsc, które udało mi się zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Już sam fakt, że zobaczyłam Morze Adriatyckie i Alpy wprawił mnie w osłupienie. Na dobry początek była Wenecja, która zachwyciła mnie swoim pięknem. Muszę tutaj jednak przyznać, że zawsze wyobrażałam sobie ją nieco inaczej. Zazwyczaj wszędzie pokazywane są weneckie kanały, a tymczasem to co dla mnie najpiękniejsze to plac św. Marka z Bazyliką i znajdującym się w niej Złotym Ołtarzem - jedynym w swoim rodzaju. Z kolei Asyż to dużo spokojniejsze miasteczko, a jednakowo piękne. Zdominowany przez św. Franciszka potrafi zachwycić swoim urokiem. W końcu Rzym, którego piękna nie da się opisać, trzeba je zobaczyć. Koloseum, Forum Romanum i cała reszta zachwyca formą, wielkością i swoją historią. Mi chyba jednak najbardziej do gustu przypadły Schody Hiszpańskie, które udało mi się zobaczyć z kwiatową dekoracją. No i wreszcie Watykan, miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dzięki wspaniałemu pilotowi udało nam się dotrzeć na generalną audiencję i na żywo zobaczyć papieża Franciszka oraz wejść do Muzeów Watykańskich. Freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej robią wrażenie! O Bazylice św. Piotra nie już będę nic pisać, ją trzeba zobaczyć.

Taki to właśnie był mój długi weekend majowy. Z całą pewnością długo go nie zapomnę i równie długo będę o nim opowiadać. Włochy mnie zauroczyły i z całą pewnością jeszcze do nich wrócę. A Wy jak spędziliście majówkę?? Czekam na Wasze historie :)

sobota, 28 kwietnia 2018

Make Happy Month - Skrót Kwietnia


Muszę przyznać, że dawno mnie tu ostatnio nie było. Dłuższa nieobecność nie była spowodowana lenistwem, a zwyczajnie brakiem czasu. W moim przypadku kwiecień był tak intensywnym i niesamowitym miesiącem, że nie pamiętam kiedy ostatnio taki miałam. Ten miesiąc rozpoczęły Święta Wielkanocne, a zakończył rodzinny zjazd. Nie pamiętam już nawet, kiedy mój dom, aż tak tętnił życiem. Z całą rodziną u boku i z dwójką kilkunastomiesięcznych dzieci ciężko znaleźć czas na chwilę dla siebie, a już na pewno na twórczą pracę. W mój dotąd spokojny dom wtargnął chaos i zamieszanie, ale nie powiem dość przyjemne. I tym właśnie była spowodowana moja chwilowa nieobecność tutaj. Jednak jako gorąca zwolenniczka planowania i wyrabiania dobrych nawyków nie mogłam odpuścić wszystkich wpisów w miesiącu. Jestem marzycielką z realistycznymi przebłyskami, więc zdążyłam się już nauczyć, że nie na wszystko mamy wpływ. Jeśli coś robię to najlepiej jak potrafię, "po łebkach" nie wchodzi u mnie w grę. Dlatego zdecydowałam się zniknąć na ten miesiąc i zająć się rodziną, której nie widziałam od kilku lat. Niemniej jednak, jeśli jakiś tekst miał powstać to od początku wiedziałam, że będzie to moje tu i teraz, czyli Make Happy Month. A jako, że jadę właśnie na długo wyczekiwany urlop, to wpis powstaje z drogi do malowniczych i słonecznych Włoch! To jaki był ten kwiecień? W skrócie intensywny, inspirujący i pełen rodzinnych przygód. To czas dopinania wszystkiego na ostatni guzik w pracy i w domu, aż wreszcie czas planowania najbliższego urlopu. W kwietniu znalazłam również chwilę na powrót do moich noworocznych postanowień, ale o tym już niedługo kilka słów znajdziecie na blogu.

Moje małe majowe cele
Przełom kwietnia i maja rozpoczynam we Włoszech. Nie ma więc szans, że urok wiecznego miasta nie doda mi skrzydeł do dalszego działania. Chciałabym, żeby ten miesiąc był również intensywny, ale już bardziej mój. Wciąż uczę się znajdować czas tylko dla siebie i celebrować tych kilka minut z samą sobą. Dlatego u mnie maj to z całą pewnością miesiąc z Ewą Chodakowską, a jeśli pogoda dopisze, to może uda się powrócić do biegania. Na pogodę w kwietniu nie mogłam narzekać, więc mam nadzieję, że maj będzie również słoneczny. To słońce dodaje energii i sprawia, że chce się więcej i więcej. Dlatego też uważam, że to najlepszy czas na długo odkładany kurs fotograficzny. Zwarta i gotowa zabieram się za aparat tuż po powrocie do Lublina. W tym miesiącu również kończę kurs angielskiego, więc pewnie mogę spodziewać się jakiegoś egzaminu. Siłą rzeczy będę musiała troszkę nad nim popracować. Z jednej strony się cieszę, że kurs dobiega końca, bo zwalniają mi się dwa popołudnia w tygodniu, a z drugiej strony tak polubiłam te angielskie popołudnia, że szkoda mi się z nimi rozstawać. Blogowo chciałabym wstawić tu kilka ciekawych wpisów między innymi o nawykach oraz powrócić troszeczkę do postanowień noworocznych. Pamiętacie o nich jeszcze?? :) Ja swoje krok po kroku realizuję! Tymczasem uciekam szukać inspiracji, podziwiać piękno i odkrywać tajemnice Włoch. Wam Kochani życzę wspaniałego maja, już od jego pierwszych dni. Czy właśnie odpalacie grilla, czy pakujecie się na super wyjazd, czy zwyczajnie siedzicie w domach życzę udanego odpoczynku! Pięknego maja! :)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Share Week 2018


Niespełna 2 lata temu podjęłam decyzję o wystartowaniu ze swoim blogiem. Nie miałam wtedy do końca świadomości jak bardzo jego prowadzenie wpłynie na moje codzienne życie. Nie spodziewałam się, że aparat zostanie moim najlepszym przyjacielem, a to co będę głównie czytać w Internecie to blogi innych osób. Gdyby dzisiaj, ktoś zapytał mnie czy było warto, z całą pewnością odpowiedziałabym, że tak. Bo to właśnie prowadzenie bloga nauczyło mnie takich rzeczy, o których do niedawna jeszcze mi się nawet nie śniło. I tak jakoś krok po kroku, miesiąc po miesiącu na dobre wsiąkłam w blogosferę, która z każdym rokiem rozwija się coraz bardziej i która mnie nigdy nie zawodzi. Znaleźć tu można blogi praktycznie na każdy temat, tworzone z pasji do tego co się tworzy. I chyba to, że blogosfera tak dobrze się rozwija jest w niej najfajniejsze. Każdy może znaleźć tu coś dobrego, przydatnego dla siebie zarówno bloger jak i czytelnik. 

SHARE WEEK

W ubiegłym roku po raz pierwszy spotkałam się z akcją Andrzeja Tucholskiego Share Week. Poznałam ją w chwili kiedy się już kończyła i sama nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się wziąć w niej udział. Człowiek uczy się na swoich błędach i dzisiaj naprawiam, to co zaniedbałam rok temu. Na początek może kilka słów o samej akcji. Share Week polega na polecaniu blogów przez innych bloggerów. Na swoim blogu tworzy się wpis dotyczący polecanych autorów oraz wysyła zgłoszenie do organizatora, czyli Andrzeja Tucholskiego. W ten sposób powstaje lista ciekawych, godnych uwagi blogów. Wiecie już na czym polega Share Week, czas więc na moje polecenia. W tym roku postawiłam na trzy blogi kobiet tworzone z pasją i zaangażowaniem, które widać zaraz po pierwszym kliknięciu. Ich tematyka jest inspirująca, bliska memu sercu i taka do której często wracam. 



Blog, który śledzę prawie od początku jego istnienia. Paulina w ciekawy, jedyny i niepowtarzalny sposób pisze o modzie, modelingu i podróżach, które z racji wykonywanego zawodu są nieodłącznym elementem jej życia. Blog Pauliny to lifestyle będący jednocześnie skarbnicą wiedzy o kulisach modelingu, sesji zdjęciowych czy kampaniach reklamowych. I mimo, że jest to świat tak bardzo daleki ode mnie, to z wielką przyjemnością wracam na Paulina G Lifestyle, aby przeczytać każdy kolejny wpis. To tutaj mogę znaleźć ciekawe informacje o zwyczajach i obyczajach mieszkańców innych krajów widzianych oczami osoby mieszkającej, a nie jedynie przebywającej na wakacjach. Lubię regularnie czytać bloga Pauliny, śledzić każdy nowy post. Jej wpisy i zdjęcia, często z sesji zawsze są perfekcyjnie wykonane, miłe dla oka, dlatego są dla mnie niemałą inspiracją. 


Na tego bloga natrafiłam z polecenia koleżanki, która opowiedziała mi o wyśmienitym chlebie, przygotowanym właśnie z przepisu znalezionego na blogu Natalii. Od tamtej pory wielokrotnie do niego wracałam. Simplife to miejsce pełne harmonii, spokoju a tak bardzo inspirujące. Znaleźć tu można ciekawe przepisy (własnoręcznie upieczony chlebek ze wspomnianego już przepisu na dobre zagościł u mnie w domu!) mnóstwo psychologicznej motywacji oraz interesujące treści dotyczące organizacji. Nietrudno zgadnąć, że to właśnie ten ostatni punkt jest mi najbliższy. Graficzna oprawa bloga w połączeniu z fajnymi wpisami sprawia, że czerpię z niego motywację, przez co często tutaj zaglądam i chętnie wracam.


Kreatywny blog lifestylowy obok, którego nie można przejść obojętnie w sieci. Każdy wpis stworzony przez Kasię daje mi dużą dawkę pozytywnej energii, pobudza kreatywność i inspiruje do działania. To właśnie z poradami Kasi stworzyłam swój pierwszy scrapbookingowy album, będący prezentem na wieczór panieński mojej przyjaciółki. Kreatywne planowanie jest tu na porządku dziennym, które z każdym kolejnym wpisem staje mi się coraz bliższe. Blog o bardzo bliskiej mi tematyce, który uwielbiam czytać. Graficznie jedno z ładniejszych miejsc, jakie spotkałam w sieci. Nie dziwi więc fakt, że worqshop zajął pierwsze miejsce w zeszłorocznym Share Week! W pełni zasłużenie. 

Te trzy polecone przeze mnie blogi są miejscami, do których lubię zaglądać, którymi nigdy się nie nudzę i zawsze odnajduję ciekawe treści. Do tych autorek wracam najczęściej, jednak lista lubianych przeze mnie blogów jest dużo dłuższa i stale się powiększa. Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione blogi. Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

sobota, 31 marca 2018

Make Happy Month - Skrót Marca


Marzec to tulipany, słońce i zapach budzącej się do życia przyrody. Takie są moje pierwsze skojarzenia związane z tym miesiącem. I nie byłyby one całkiem oderwane od rzeczywistości, gdyby od kilku dni, za oknem nie dominował na zmianę śnieg, deszcz, mróz. Jak dotąd zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale miejmy nadzieję, że to jej już ostatnie tchnienia.Tak czy siak marzec to piękny miesiąc, taki na który czekam cały rok. Z jednej strony zawsze jeszcze w lutym wierzę, że wiosna przyjdzie z pierwszymi jego dniami, a z drugiej za każdym razem zima przeciąga się w nieskończoność co wywołuje u mnie złość i znużenie. Dziwny ten miesiąc, ale mimo to jeden z moich ulubionych. Tegoroczny marzec minął mi niczym mrugnięcie okiem. Jak przeczytałam dzisiaj swoje małe marcowe cele to chyba pierwszy raz nie udało mi się ich zrealizować! No może poza treningami, które w tym miesiącu były w miarę systematyczne. Reszta odroczona na kolejny miesiąc albo jeszcze później. Tak to już bywa, że nawet u osoby lubiącej planować i mieć wszystko dopięte na ostatni guzik czasem wszystkie plany idą w łeb. Marzec był bardzo intensywnym miesiącem, bogatym w nowe doświadczenia i niespodziewane zdarzenia. Na rodzinne i zawodowe obowiązki poświęcałam tyle czasu, że na siebie mi go zabrakło. A tak chciałam, żeby marzec był miesiącem kobiet! Przełom marca i kwietnia to wielkanocny czas, a więc i odrobina wolnego. Długo czekałam na tych kilka dni wytchnienia i mam nadzieję, że uda mi się wtedy w stu procentach odpocząć, bo kwiecień będzie jednym z ciekawszych miesięcy tego roku :)

Moje małe kwietniowe cele
Kwiecień plecień, bo przeplata - trochę zimy trochę lata głosi stare przysłowie, a ja ciągle liczę na więcej tego lata! Kwiecień to piękny czas, więc liczę na więcej przyjemności na świeżym powietrzu. Trzeba się dotlenić po zimie :) To również miesiąc z jednej strony intensywnej pracy zawodowej, a z drugiej organizowania długiego weekendu majowego, który w tym roku zapowiada się niesamowicie. Jednocześnie to końcówka kursu angielskiego, więc czas podkręcić tempo i przysiąść do niego nieco bardziej niż ostatnio. W końcu wakacyjne wojaże zbliżają się wielkimi krokami, fajnie byłoby już móc biegle porozmawiać. Kwiecień to także przyjazd mojej długo niewidzianej siostry ciotecznej z Irlandii z całą swoją wesołą ferajną. To również imieniny mojego najukochańszego (w sumie to jedynego :D) siostrzeńca, dla którego prezent już do mnie jedzie. Hucznej imprezy tym razem chyba nie będzie, ale może można liczyć na jakieś małe party. Tak, ten miesiąc zapowiada się zdecydowanie rodzinnie. I taki właśnie jest mój główny cel na kwiecień, aby spędzić go jak najbardziej rodzinnie i przyjemnie. Oczywiście chciałabym znaleźć również troszkę czasu dla samej siebie i nadrobić przynajmniej w części to czego nie udało mi się zrealizować w marcu.

Jako, że jesteśmy tuż przed Świętami Wielkanocy chciałam Wam z całego serca życzyć zdrowych, spokojnych i przede wszystkim radosnych Świąt! Pogody ducha nie tylko w święta, ale i tej za oknem również. Wesołych Świąt!

niedziela, 25 marca 2018

Good Morning Monday

 

I zaraz znów poniedziałek, chciałoby się powiedzieć w niedzielny wieczór. Kończy się weekend i to pewnie ta wizja rychłego powrotu do codziennych obowiązków spowodowała, że ten pierwszy dzień tygodnia został tak bardzo przez wszystkich znienawidzony. Ale czy każdy poniedziałek musi być tak straszny? Czy do każdego musimy podchodzić z taką niechęcią? A może warto zrobić z niego najfajniejszy dzień w tygodniu? To jak polubić poniedziałki?? :)

Pierwszy krok do polubienia poniedziałku to zmiana nastawienia. Przy porannej kawie pitej z rodziną lub znajomymi zamiast narzekać zacznij zarażać optymizmem. Pozytywne myślenie to pierwszy krok do sukcesu. Poniedziałek to początek tygodnia, a więc i nowe otwarcie. Zazwyczaj wszystko co nowe wzbudza w nas ekscytację, nie rozumiem więc dlaczego do początku tygodnia podchodzimy tak ponuro. Myślę, że podejście do tematu nieco bardziej optymistycznie sprawiłoby, że ten dzień byłby o wiele milszy. Poza tym pamiętajcie o tym, że nasze myśli często znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dlatego nie warto marudzić i ściągać negatywnych zdarzeń. Pamiętaj też o tym, że poniedziałek jest dniem rozruchowym dla większości osób. W związku z tym, wbrew pozorom rzadziej dostajesz wtedy maile i odbierasz telefony. Tym samym luźniejszy czas możesz wykorzystać na nadrobienie zaległości. 


Tajemnica dobrego poniedziałku tkwi w dobrej organizacji. Już w piątek zadbaj o swój poniedziałek. Wyrób w sobie nawyk piątkowego sprzątania. Nie zostawiaj bałaganu na biurku i w swoim otoczeniu (przyjemniej wraca się do pracy, gdy masz czysto na biurku). W piątek postaraj się dokończyć wszystkie albo większość spraw, tak aby móc odpocząć w weekend i ze spokojną głową wrócić w poniedziałek. Dobre rozplanowanie tygodnia, a może nawet i dnia wprowadza porządek w Twoim rozkładzie. Czasem wystarczy zapisać jedynie listę rzeczy do zrobienia z zaznaczeniem tych najpilniejszych. To nie pozwala wprowadzać chaosu w Twój dzień, dzięki czemu nie jesteś tak sfrustrowana. Pamiętając, że nowy tydzień to nowe otwarcie zapomnij o problemach sprzed weekendu i wejdź w poniedziałek ze świeżą energią. Rozpocznij dzień z werwą i uśmiechem na twarzy. Nie pozwalaj sobie na zbyt długie rozleniwienie, bo nie ułatwi Ci to powrotu do codzienności. Weź pod uwagę, że to właśnie w poniedziałek powinnaś mieć w sobie najwięcej pokładów energii, które dał Ci weekendowy wypoczynek. Z każdym kolejnym dniem będziesz już coraz bardzie zmęczona i znudzona. 

Pamiętaj, że dobrze zaplanowany poniedziałek, rozpoczęty z uśmiechem na twarzy to fajny poniedziałek. Nie warto więc się do niego z góry źle nastawiać, tylko po to żeby móc narzekać przez cały dzień. Zdecydowanie lepiej podejść do niego z pozytywnym nastawieniem, zaciekawieniem pasującym nowym wyzwaniom. Wtedy od poniedziałku nie będziesz w kółko powtarzać byle do piątku! Miłego poniedziałku! :)

niedziela, 11 marca 2018

Marzec miesiącem kobiet - czemu nie??



A dlaczego by marca nie okrzyknąć miesiącem kobiet. Jeśli luty przez jedne jedyne Walentynki nosi miano miesiąca miłości, to spokojnie marzec powinien być najbardziej kobiecym miesiącem. Idąc tym tropem my Panie powinnyśmy poświęcić sobie zdecydowanie więcej czasu i uwagi. W dzisiejszym świecie pełnimy mnóstwo ról wypełniając przy tym jeszcze więcej obowiązków. Nie ma się co łudzić, ich znaczną część narzuciłyśmy sobie same dążąc do ciągłej perfekcji w każdej dziedzinie naszego życia. I w ten właśnie sposób sprzątamy, gotujemy, pierzemy, opiekujemy i bawimy się z dziećmi, robimy zakupy, pracujemy rozciągając przy tym dwudziestoczterogodzinną dobę do jej granic możliwości. Ostatnio gdzieś przeczytałam o badaniach IPSOS, zgodnie z wynikami, których współczesna kobieta w Polsce, jest postrzegana jako osoba niezależna, ambitna, pracowita, dbająca o siebie. W 100% zgadzam się z tym wynikami, ponieważ w moich oczach również jesteśmy niezależne, ambitne. Dodałabym jeszcze wielozadaniowe, bo my kobiety potrafimy robić milion rzeczy jednocześnie i często z tej umiejętności korzystamy. Praca, rodzina to wszystko daje nam spełnienie, jest dla nas najwyższą wartością, której bronimy za wszelką cenę. Współczesna kobieta zmieniła się na przestrzeni lat. Coraz rzadziej jest kurą domową, która nie pracuje zawodowo, a coraz częściej dwoi się i troi, aby pogodzić pracę z rodziną. Próba pogodzenia tych dwóch różnych biegunów pochłania nas całkowicie. W ten sposób gdzieś między praniem, a gotowaniem gubimy swoje dawne marzenia, pragnienia. Po całym ciężkim dniu zmęczenie bierze górę i na samorealizację braknie czasu i siły.


A gdyby tak na chwilę odpuścić i poświęcić sobie nieco więcej czasu. Myślę, ze wtedy większość z nas odnalazłaby w sobie nieznane dotąd pokłady pozytywnej energii. Drogie Panie nie zapominajmy o tym, że nie jesteśmy same na tym świecie. Przekazanie części obowiązków mężczyznom z całą pewnością ułatwiłoby nam życie i dało trochę wolnego czasu. Nauczmy się pamiętać o sobie nie tylko od święta. Nie dajmy się zaszufladkować do pełnienia określonych ról i jednocześnie same się nie szufladkujmy. Wielokrotnie to nasze dążenie do perfekcji powoduje w nas samych frustrację i zmęczenie. Nie we wszystkim musimy być najlepsze, czasem wystarczy trochę odpuścić, aby być szczęśliwą. Świat nas postrzega jako osoby niezależne, ambitne i dbające o siebie i takie właśnie bądźmy. Znajdźmy czas dla samych siebie, odpocznijmy, zadbajmy o siebie. Wygospodarujmy w ciągu dnia chwilę dla nas. Niech to będzie kawa z przyjaciółką, zakupy, kino, trening czy chociażby domowe SPA we własnej łazience. Dbajmy o takie małe chwile i celebrujmy jej z należną im starannością. Zdejmijmy część obowiązków z siebie, a w zamian pamiętajmy o własnym rozwoju. Realizowanie swoich marzeń, planów, pasji dodaje skrzydeł i sprawia, że czujemy się szczęśliwsze. 

Drogie Pani mam nadzieję, że wy same pamiętacie o sobie na co dzień, a wasi najbliżsi doceniają Was nie tylko podarowaniem tulipana w Dzień Kobiet. Zastanówcie się, co możecie zrobić dla samych siebie, jak w siebie zainwestować i to zróbcie. Nie czekajcie ani dnia dłużej, bo czas i tak upłynie. Nie poświęcajcie się za wszystko i za wszystkich, dbajcie o swoje samopoczucie. Pamiętajcie, że jesteście kobietami z krwi i kości i jeśli Wy o siebie nie zadbacie, to nikt tego za Was nie zrobi. Nie pozwólcie ciągnąć się w dół i bądźcie szczęśliwe. Tego sobie i Wam życzę! :)