niedziela, 4 września 2016

Szczytami Czerwonych Wierchów


Przyszedł czas na kolejną wycieczkę w ramach współpracy z portalem justwalkabout.pl. Napiszę Wam kilka słów o mojej ukochanej trasie, której pokonanie dało mi mnóstwo satysfakcji, naładowało pozytywną energią na długi, długi czas, a także pogłębiło moją miłość do Tatr. Czas na Czerwone Wierchy!! :)


Czerwone Wierchy to masyw górski należący do Tatr Zachodnich. W ich skład wchodzą: Kondracka Kopa 2005 m n.p.m., Małołączniak 2096 m n.p.m., Krzesanica 2123 m n.p.m., Ciemniak 2096 m n.p.m. To właśnie o zdobycie tych czterech dwutysięczników jednocześnie chodzi. Było to moje wieloletnie marzenie, które udało mi się zrealizować w 2013r. i które z wielką chęcią powtórzę :) :)


Muszę przyznać, ze trasa do najłatwiejszych nie należy. Przede wszystkim czas przejścia to 7,5 godzin przez co trasa daje nieźle w kość. Jeśli tylko się do niej dobrze przygotujemy, to przyniesie nam dużo przyjemności i odwdzięczy się wspaniałymi widokami. Wycieczka jest długa, dlatego trzeba zabrać ze sobą odpowiednią ilość wody i jedzenia. Nie napotkamy tam żadnego strumyczka, w którym moglibyśmy uzupełnić braki wody. Do schroniska docieramy już po pierwszej godzinie marszu, kiedy nie będziemy jeszcze bardzo zmęczeni. Poza tym należy pamiętać o kurtce przeciwdeszczowej, cieplejszych ubraniach. Wędrujemy na dwutysięczniki, gdzie z całą pewnością temperatura będzie zdecydowanie niższa niż w samym Zakopanym.


Najtrudniejszy odcinek to wejście na pierwszy szczyt, jakim jest Kondracka Kopa. Podejście jest długie i wykańczające, dalej jest już z górki :) Przemieszczanie pomiędzy szczytami jest mniej wymagającą wędrówką. Trasa jest bogata w malownicze widoki i pejzaże. Można na niej spotkać górską zwierzynę. Mi samej udało się zobaczyć, co prawda z daleka, ale jednak, małe stadko kozic :) Same Czerwone Wierchy zapierają dech w piersiach. Będąc na jednym szczycie widzimy już wierzchołek kolejnego wraz z drogą jaką mamy jeszcze do pokonania. Na wyciągnięcie ręki mamy Giewont, który możemy obserwować z bliska przez całą wycieczkę. Jeśli trafimy na piękną pogodę, to nawet zobaczymy ludzi na Giewoncie :) Na Czerwonych Wierchach znajduje się granica polsko-słowacka. Można powiedzieć, że idziemy wzdłuż słupków granicznych, które w gorszą i mglistą pogodę ułatwiają odnalezienie właściwej drogi i zmniejszają ryzyko zgubienia się.


Czerwone Wierchy są piękne o każdej porze roku, ale najpiękniejsze jesienią, kiedy roślina sit skucina pokrywająca je nadaje im czerwona barwę. Stąd właśnie ich nazwa. Mimo, że jest to długa trasa i aby bezpiecznie ją odbyć trzeba wstać wcześnie rano, stracić trochę potu i kalorii, kilka razy przeklnąć pod nosem to jest warta tego trudu i poświęcenia. Wybrałam dla Was kilka zdjęć, jednak nie oddają one w pełni tatrzańskiego uroku tego górskiego masywu. Trzeba to przeżyć samemu, pójść, zobaczyć na własne oczy i cieszyć się niesamowitymi emocjami i wspomnieniami, które zostaną w nas do końca życia :)

Szczegółowy opis wycieczki znajdziecie tutaj http://justwalkabout.pl/trasa/id/30164. Zapraszam również na portal justwalkabout.pl, gdzie znajduje się mnóstwo różnych, równie ciekawych tras :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz