niedziela, 27 maja 2018

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?


Wszyscy wiemy czym jest rytuał, wiec nie ma sensu przytaczać tutaj teraz jego definicji. Pytanie, które tu stawiam i które mnie bardzo interesuje, to czy macie takie swoje codzienne, weekendowe rytuały i czy je celebrujecie? Jeśli tak, to czy ma to jeszcze jakiś sens?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest jasna i brzmi: jak najbardziej tak! Według mnie to właśnie codzienne rytuały tworzą piękne chwile i mówiąc kolokwialnie robią dobrą robotę w naszym życiu. Będąc w ciągłym biegu nie chcemy tracić czasu na rzeczy dla nas pozornie niepotrzebne. Wiem to sama po sobie, bo jeszcze do niedawna tak rozpisywałam plan dnia, że nie było w nim zbyt dużo chwil dla samej siebie. A drobne przyjemności są ważne w naszym życiu, to one nadają mu smaku, umilają nieco szarą rzeczywistość. 

Moje rytuały

Osobiście mam kilka drobnych rytuałów, które lubię celebrować. Nie jest ich za dużo, bo i czasu wolnego nie mam zbyt wiele, jednak tych kilka mnie odpręża sprawiając przy tym przyjemność. W moim przypadku rytuały weekendowe różnią się od tych codziennych. Szara rzeczywistość pracujących dni narzuca pewien, określony rytm, w którym trudno o wolne chwile dla samej siebie. Dlatego tak bardzo lubię celebrować poranną kawę mimo, że zawsze pierwszą piję dopiero w pracy, wieczorną godzinę z ulubionymi serialami oraz bycie w łóżku jeszcze przed 23:00. W weekend jak to w weekend i u mnie jest nieco przyjemniej.  To w weekendy mam czas na spokojną, pyszną kawę w domu lub przy pięknej pogodzie na tarasie, na niedzielne wieczorne domowe SPA, po którym zawsze wychodzę uśmiechnięta i nieco więcej czasu spędzonego oglądając filmy lub czytając książkę.


Stwórz własne rytuały

Ciekawa jestem jakie są Wasze rytuały. Jeśli myślicie, że ich nie macie, to jestem przekonana, że się mylicie. One gdzieś są, tylko jeszcze sobie tego nie uświadomiliście. W jaki sposób to zrobić? Najlepiej wziąć kartkę papieru i spisać cały swój dzień, wszystko to co w nim robicie od momentu wstania do momentu pójścia spać. I tak przez cały tydzień. Na powstałym spisie zaznaczcie co Wam sprawia przyjemność, co stanowi zwyczajną rutynę, a czego nie lubicie robić. Pamiętajcie, że mogą to być drobne, małe zwyczaje, które mają dla Was jakieś szczególne znaczenie. Szybko zobaczycie ile wykonujecie małych czynności, które są dla Was czystą przyjemnością. Na koniec wprowadźcie je do życia na stałe i celebrujcie najlepiej jak umiecie, chyba, że już to robicie. 

Na koniec jeszcze raz powtórzę, że warto dbać o małe rytuały, które nas określają. To one pozwalają się oderwać od problemów, sprawiają, że w trudnym dniu wraca nam uśmiech na twarzy. Twórzcie ich jak najwięcej i dbajcie o nie, codziennie je pielęgnując, bo to one sprawiają, że świat staje się piękniejszy :)

niedziela, 13 maja 2018

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji


Zapraszam Was na kolejny włoski wpis. Dzisiaj przedstawię kilka praktycznych informacji dotyczących włoskich wakacji. Nie byłabym sobą, gdybym podczas swojego krótkiego pobytu nie dokonała pewnych obserwacji, którymi się chętnie z Wami podzielę. Oczywiście odnoszę się tylko do miejsc, w których byłam, a więc Rzym, Asyż, Wenecja. O mojej włoskiej przygodzie już co nieco wiecie, więc czas na kilka porad. To po kolei :)


CENY
Muszę przyznać, że Włochy zaskoczyły mnie wielokrotnie. Planując wycieczkę jeszcze w Lublinie brałam pod uwagę dużo wyższe ceny niż w rzeczywistości zastałam we Włoszech. Najtańszy okazał się Rzym, a najdroższa Wenecja. Wenecja czerpie wciąż ze swoich dawnych kupieckich czasów, przez co ceny tam są nawet dwukrotnie wyższe niż w innych włoskich miejscowościach. Rzym pod tym względem pozytywnie mnie zaskoczył. Ceny pamiątek oscylują między kilka a kilkanaście euro. Magnes na lodówkę kosztuje 1 euro, koszulki dla dzieci 5-10 euro, a drewniana zabawka Pinokio około 5 euro. A propos Pinokio, jest on zdecydowanie typową, włoską zabawką-pamiątką. Można go dostać na każdym stoisku, w każdej miejscowości i w każdej możliwej postaci. W Wenecji natomiast obok Pinokia zakupić można wenecką maskę, której koszt to od około 8 euro wzwyż. Sklepiki z pamiątkami w Rzymie, Wenecji i Asyżu są na każdym kroku w samym centrum tych miejscowości. W kwestii pamiątek warto dodać, że znane nam wszystkie papieskie różańce z Watykanu wcale nie są papieskie. Papież Franciszek w żadnym wypadku ich nie święci, a żeby było śmieszniej to często produkowane są w naszej rodzimej Częstochowie. Koszt takich różańców to około1 euro za sztukę.


JEDZENIE
Jeśli chodzi o włoskie smakołyki to pizza na kawałki, czy porchetta, czyli bułka ze świnką kosztują  około 4 euro. Dwie gałki lodów to około 2 euro. Lody są przepyszne i smakiem przypominają te nasze lubelskie z Bosko. Kto był w Bosko ten zna ten smak :) Ceny kawy plasują się między 1 a 2 euro. Najlepsze oczywiście jest włoskie cappuccino! Taniej jest w supermarketach, gdzie np. makarony można kupić już za 0,5 euro. Makarony w tych cenach są najczęściej jadane przez Włochów, dlatego nie warto przepłacać za te droższe, które najczęściej przeznaczone są na eksport. Jadąc autem lub autokarem na trasie spotkać można autogrille, czyli sklepy które są takimi mini marketami. Tutaj można kupić typowo włoskie wino, piwo, słodycze, które są w bardzo przystępnych, często promocyjnych cenach.


SJESTA
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu podejście do pracy Włochów jest nieco inne niż Polaków. To co ich najlepiej określa, to pełen luz niezależnie od sytuacji. Na wszystko mają czas, wszystko da się załatwić i ogólnie nic nie jest problemem. W sklepach Włosi nie przepadają za zbyt dużym tłumem do obsługi. Jednak w żadnym wypadku rosnąca kolejka do kasy nie zestresuje ich, nie mówiąc już o pospieszeniu. Włoskie confusione, czyli zamieszanie jest tu na porządku dziennym. Sjesta jest ściśle przestrzegana przez Włochów. W Wenecji na własne oczy widziałam, jak punktualnie o 12:00 pan zabrał swój kram z pamiątkami i powrócił punktualnie o 14:00. Przez te dwie godziny Plac św. Marka był wolny od sprzedawców. Warto o tym pamiętać planując swój przyjazd do słonecznej Italii. 


TRANSPORT
Wybierając się do Włoch samochodem należy pamiętać, że Włosi dosłownie jeżdżą jak chcą. Dla Polaków, którzy mimo wszystko, mniej lub bardziej przestrzegają przepisów ruchu drogowego, parkowanie na środku ronda może być lekkim szokiem. Tak, tak Włosi potrafią zostawić samochód gdziekolwiek i pójść napić się kawy. Podczas codziennych, gigantycznych korków na Grande Raccordo udowadniają, że chcieć to móc i z 3 pasów robią 5. Dlatego po Rzymie lepiej podróżować metrem, którego dwie linie są doskonale oznaczone i prowadzą do wszystkich najważniejszych zabytków w mieście. Koszt jednorazowego biletu to 1,5 euro.


JĘZYK
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o języku angielskim. Jadąc do Rzymu nie liczcie na to, że sobie w nim pogadacie. Niewielu Włochów mówi po angielsku, albo zwyczajnie nie chce tego robić. Lubią swój język i lubią jak inni się nim posługują. Co ciekawe, rocznie musi przybywać tam sporo Polaków, bo w większość restauracji czy sklepów często witają nas zwrotami dzień dobry, dziękuję, do widzenia oczywiście wymawiając wszystkie zwroty jednocześnie. 

Włochy to piękny kraj, który z całą pewnością warto odwiedzić. Tych kilka praktycznych informacji może okazać się niezwykle cenne dla osób planujących wycieczkę do tego kraju. W dalszym ciągu uważam, że Rzym warto zwiedzać z przewodnikiem, pilotem, który przeprowadzi nas przez wszystkie tajniki wiecznego miasta jednocześnie opowiadając o codziennym życiu współczesnych Włochów. Ja na razie mówię Włochom arrivederci, bo wiem, że kiedyś jeszcze tam wrócę, a Wy?? :)

niedziela, 6 maja 2018

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda



Słoneczna Italia, kto był ten wie, jak jest tam pięknie, kto nie był koniecznie powinien ją odwiedzić. Mimo, że we Włoszech byłam zaledwie kilka dni, to na dobre zdążyłam pokochać ten kraj. I jak dotąd ze wszystkich miejsc, które miałam przyjemność odwiedzić Londyn zawsze ze wszystkimi wygrywał, tak tym razem Rzym skradł moje serce. Zresztą nie tylko Rzym, ale po kolei. 

Jak znalazłam się we Włoszech?
Rzym od dawna był na mojej liście miejsc, które chciałabym w swoim życiu odwiedzić. Od początku roku Włochy były na tapecie tegorocznych wyjazdów. Tyle, że początkowo w grę wchodził Mediolan - loty z Lublina nie są drogie, więc wybór padł na niego. Jednak w chwili kiedy pomysł Mediolanu upadł na jego miejsce pojawił się Rzym. Od zawsze jednak wiedziałam, że jak Rzym to i wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem, bo jak inaczej zwiedzać wieczne miasto. W biurze podróży oferowali wraz z wycieczką do Rzymu również Wenecję i Asyż. Czemu, więc nie zobaczyć więcej i tak upiekłam 3 pieczenie na jednym ogniu :) O samej wycieczce, transporcie i "życiu" we Włoszech napiszę parę słów w kolejnym włoskim poście. 



Jak nie kochać Włoch?
Od teraz Włochy będą mi się kojarzyć z pyszną pizzą, wyśmienitą kawą, nieograniczoną dawką słońca, niekończącą się sjestą i piosenką Despacito na każdym kroku. To tak, smak pizzy zaskoczył nawet mnie, czyli osoby nie będącej fanem tego przysmaku. Niemniej jednak włoska pizza to inne ciasto, inny ser niż to co podawane jest w Polsce i jak widać robi to dużą różnicę. Kawa - lepszej nie piłam w życiu. Cappuccino jest tak tanie, a jednocześnie pyszne, że można je pić non stop. W smaku nie równa się żadnej innej kawie. Najlepsze w San Paolo fuori le Mura. Długo nie zapomnę tego smaku! O niekończącej się włoskiej sjeście pewnie krążą już legendy. Podejście Włochów do pracy jest zupełnie inne niż Polaków. Oni zwyczajnie niczym się nie przejmują, na wszystko mają czas, nic nie jest problemem. Muszę przyznać, że to bezstresowe włoskie życie bardzo przypadło mi do gustu. Muszę niektóre elementy wprowadzić u siebie :) I wreszcie Despacito słyszana na każdym kroku. Idąc ulicami Rzymu nawet nie próbuję zliczyć ile razy słyszałam tę piosenkę śpiewaną przez całe grupy ludzi. Mały minusik to tłumy zwiedzających, które zachęcają złodziei do kradzieży. W Wenecji i Rzymie złodziei jest dużo. Kradną głównie małe dziewczynki, które w tym kraju za takie przewinienie są bezkarne. Dlatego trzeba zachować czujność i mieć oczy dookoła głowy. 


Co udało się zobaczyć?
Nie jestem w stanie wymienić teraz wszystkich miejsc, które udało mi się zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Już sam fakt, że zobaczyłam Morze Adriatyckie i Alpy wprawił mnie w osłupienie. Na dobry początek była Wenecja, która zachwyciła mnie swoim pięknem. Muszę tutaj jednak przyznać, że zawsze wyobrażałam sobie ją nieco inaczej. Zazwyczaj wszędzie pokazywane są weneckie kanały, a tymczasem to co dla mnie najpiękniejsze to plac św. Marka z Bazyliką i znajdującym się w niej Złotym Ołtarzem - jedynym w swoim rodzaju. Z kolei Asyż to dużo spokojniejsze miasteczko, a jednakowo piękne. Zdominowany przez św. Franciszka potrafi zachwycić swoim urokiem. W końcu Rzym, którego piękna nie da się opisać, trzeba je zobaczyć. Koloseum, Forum Romanum i cała reszta zachwyca formą, wielkością i swoją historią. Mi chyba jednak najbardziej do gustu przypadły Schody Hiszpańskie, które udało mi się zobaczyć z kwiatową dekoracją. No i wreszcie Watykan, miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dzięki wspaniałemu pilotowi udało nam się dotrzeć na generalną audiencję i na żywo zobaczyć papieża Franciszka oraz wejść do Muzeów Watykańskich. Freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej robią wrażenie! O Bazylice św. Piotra nie już będę nic pisać, ją trzeba zobaczyć.

Taki to właśnie był mój długi weekend majowy. Z całą pewnością długo go nie zapomnę i równie długo będę o nim opowiadać. Włochy mnie zauroczyły i z całą pewnością jeszcze do nich wrócę. A Wy jak spędziliście majówkę?? Czekam na Wasze historie :)

sobota, 28 kwietnia 2018

Make Happy Month - Skrót Kwietnia


Muszę przyznać, że dawno mnie tu ostatnio nie było. Dłuższa nieobecność nie była spowodowana lenistwem, a zwyczajnie brakiem czasu. W moim przypadku kwiecień był tak intensywnym i niesamowitym miesiącem, że nie pamiętam kiedy ostatnio taki miałam. Ten miesiąc rozpoczęły Święta Wielkanocne, a zakończył rodzinny zjazd. Nie pamiętam już nawet, kiedy mój dom, aż tak tętnił życiem. Z całą rodziną u boku i z dwójką kilkunastomiesięcznych dzieci ciężko znaleźć czas na chwilę dla siebie, a już na pewno na twórczą pracę. W mój dotąd spokojny dom wtargnął chaos i zamieszanie, ale nie powiem dość przyjemne. I tym właśnie była spowodowana moja chwilowa nieobecność tutaj. Jednak jako gorąca zwolenniczka planowania i wyrabiania dobrych nawyków nie mogłam odpuścić wszystkich wpisów w miesiącu. Jestem marzycielką z realistycznymi przebłyskami, więc zdążyłam się już nauczyć, że nie na wszystko mamy wpływ. Jeśli coś robię to najlepiej jak potrafię, "po łebkach" nie wchodzi u mnie w grę. Dlatego zdecydowałam się zniknąć na ten miesiąc i zająć się rodziną, której nie widziałam od kilku lat. Niemniej jednak, jeśli jakiś tekst miał powstać to od początku wiedziałam, że będzie to moje tu i teraz, czyli Make Happy Month. A jako, że jadę właśnie na długo wyczekiwany urlop, to wpis powstaje z drogi do malowniczych i słonecznych Włoch! To jaki był ten kwiecień? W skrócie intensywny, inspirujący i pełen rodzinnych przygód. To czas dopinania wszystkiego na ostatni guzik w pracy i w domu, aż wreszcie czas planowania najbliższego urlopu. W kwietniu znalazłam również chwilę na powrót do moich noworocznych postanowień, ale o tym już niedługo kilka słów znajdziecie na blogu.

Moje małe majowe cele
Przełom kwietnia i maja rozpoczynam we Włoszech. Nie ma więc szans, że urok wiecznego miasta nie doda mi skrzydeł do dalszego działania. Chciałabym, żeby ten miesiąc był również intensywny, ale już bardziej mój. Wciąż uczę się znajdować czas tylko dla siebie i celebrować tych kilka minut z samą sobą. Dlatego u mnie maj to z całą pewnością miesiąc z Ewą Chodakowską, a jeśli pogoda dopisze, to może uda się powrócić do biegania. Na pogodę w kwietniu nie mogłam narzekać, więc mam nadzieję, że maj będzie również słoneczny. To słońce dodaje energii i sprawia, że chce się więcej i więcej. Dlatego też uważam, że to najlepszy czas na długo odkładany kurs fotograficzny. Zwarta i gotowa zabieram się za aparat tuż po powrocie do Lublina. W tym miesiącu również kończę kurs angielskiego, więc pewnie mogę spodziewać się jakiegoś egzaminu. Siłą rzeczy będę musiała troszkę nad nim popracować. Z jednej strony się cieszę, że kurs dobiega końca, bo zwalniają mi się dwa popołudnia w tygodniu, a z drugiej strony tak polubiłam te angielskie popołudnia, że szkoda mi się z nimi rozstawać. Blogowo chciałabym wstawić tu kilka ciekawych wpisów między innymi o nawykach oraz powrócić troszeczkę do postanowień noworocznych. Pamiętacie o nich jeszcze?? :) Ja swoje krok po kroku realizuję! Tymczasem uciekam szukać inspiracji, podziwiać piękno i odkrywać tajemnice Włoch. Wam Kochani życzę wspaniałego maja, już od jego pierwszych dni. Czy właśnie odpalacie grilla, czy pakujecie się na super wyjazd, czy zwyczajnie siedzicie w domach życzę udanego odpoczynku! Pięknego maja! :)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Share Week 2018


Niespełna 2 lata temu podjęłam decyzję o wystartowaniu ze swoim blogiem. Nie miałam wtedy do końca świadomości jak bardzo jego prowadzenie wpłynie na moje codzienne życie. Nie spodziewałam się, że aparat zostanie moim najlepszym przyjacielem, a to co będę głównie czytać w Internecie to blogi innych osób. Gdyby dzisiaj, ktoś zapytał mnie czy było warto, z całą pewnością odpowiedziałabym, że tak. Bo to właśnie prowadzenie bloga nauczyło mnie takich rzeczy, o których do niedawna jeszcze mi się nawet nie śniło. I tak jakoś krok po kroku, miesiąc po miesiącu na dobre wsiąkłam w blogosferę, która z każdym rokiem rozwija się coraz bardziej i która mnie nigdy nie zawodzi. Znaleźć tu można blogi praktycznie na każdy temat, tworzone z pasji do tego co się tworzy. I chyba to, że blogosfera tak dobrze się rozwija jest w niej najfajniejsze. Każdy może znaleźć tu coś dobrego, przydatnego dla siebie zarówno bloger jak i czytelnik. 

SHARE WEEK

W ubiegłym roku po raz pierwszy spotkałam się z akcją Andrzeja Tucholskiego Share Week. Poznałam ją w chwili kiedy się już kończyła i sama nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się wziąć w niej udział. Człowiek uczy się na swoich błędach i dzisiaj naprawiam, to co zaniedbałam rok temu. Na początek może kilka słów o samej akcji. Share Week polega na polecaniu blogów przez innych bloggerów. Na swoim blogu tworzy się wpis dotyczący polecanych autorów oraz wysyła zgłoszenie do organizatora, czyli Andrzeja Tucholskiego. W ten sposób powstaje lista ciekawych, godnych uwagi blogów. Wiecie już na czym polega Share Week, czas więc na moje polecenia. W tym roku postawiłam na trzy blogi kobiet tworzone z pasją i zaangażowaniem, które widać zaraz po pierwszym kliknięciu. Ich tematyka jest inspirująca, bliska memu sercu i taka do której często wracam. 



Blog, który śledzę prawie od początku jego istnienia. Paulina w ciekawy, jedyny i niepowtarzalny sposób pisze o modzie, modelingu i podróżach, które z racji wykonywanego zawodu są nieodłącznym elementem jej życia. Blog Pauliny to lifestyle będący jednocześnie skarbnicą wiedzy o kulisach modelingu, sesji zdjęciowych czy kampaniach reklamowych. I mimo, że jest to świat tak bardzo daleki ode mnie, to z wielką przyjemnością wracam na Paulina G Lifestyle, aby przeczytać każdy kolejny wpis. To tutaj mogę znaleźć ciekawe informacje o zwyczajach i obyczajach mieszkańców innych krajów widzianych oczami osoby mieszkającej, a nie jedynie przebywającej na wakacjach. Lubię regularnie czytać bloga Pauliny, śledzić każdy nowy post. Jej wpisy i zdjęcia, często z sesji zawsze są perfekcyjnie wykonane, miłe dla oka, dlatego są dla mnie niemałą inspiracją. 


Na tego bloga natrafiłam z polecenia koleżanki, która opowiedziała mi o wyśmienitym chlebie, przygotowanym właśnie z przepisu znalezionego na blogu Natalii. Od tamtej pory wielokrotnie do niego wracałam. Simplife to miejsce pełne harmonii, spokoju a tak bardzo inspirujące. Znaleźć tu można ciekawe przepisy (własnoręcznie upieczony chlebek ze wspomnianego już przepisu na dobre zagościł u mnie w domu!) mnóstwo psychologicznej motywacji oraz interesujące treści dotyczące organizacji. Nietrudno zgadnąć, że to właśnie ten ostatni punkt jest mi najbliższy. Graficzna oprawa bloga w połączeniu z fajnymi wpisami sprawia, że czerpię z niego motywację, przez co często tutaj zaglądam i chętnie wracam.


Kreatywny blog lifestylowy obok, którego nie można przejść obojętnie w sieci. Każdy wpis stworzony przez Kasię daje mi dużą dawkę pozytywnej energii, pobudza kreatywność i inspiruje do działania. To właśnie z poradami Kasi stworzyłam swój pierwszy scrapbookingowy album, będący prezentem na wieczór panieński mojej przyjaciółki. Kreatywne planowanie jest tu na porządku dziennym, które z każdym kolejnym wpisem staje mi się coraz bliższe. Blog o bardzo bliskiej mi tematyce, który uwielbiam czytać. Graficznie jedno z ładniejszych miejsc, jakie spotkałam w sieci. Nie dziwi więc fakt, że worqshop zajął pierwsze miejsce w zeszłorocznym Share Week! W pełni zasłużenie. 

Te trzy polecone przeze mnie blogi są miejscami, do których lubię zaglądać, którymi nigdy się nie nudzę i zawsze odnajduję ciekawe treści. Do tych autorek wracam najczęściej, jednak lista lubianych przeze mnie blogów jest dużo dłuższa i stale się powiększa. Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione blogi. Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

sobota, 31 marca 2018

Make Happy Month - Skrót Marca


Marzec to tulipany, słońce i zapach budzącej się do życia przyrody. Takie są moje pierwsze skojarzenia związane z tym miesiącem. I nie byłyby one całkiem oderwane od rzeczywistości, gdyby od kilku dni, za oknem nie dominował na zmianę śnieg, deszcz, mróz. Jak dotąd zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale miejmy nadzieję, że to jej już ostatnie tchnienia.Tak czy siak marzec to piękny miesiąc, taki na który czekam cały rok. Z jednej strony zawsze jeszcze w lutym wierzę, że wiosna przyjdzie z pierwszymi jego dniami, a z drugiej za każdym razem zima przeciąga się w nieskończoność co wywołuje u mnie złość i znużenie. Dziwny ten miesiąc, ale mimo to jeden z moich ulubionych. Tegoroczny marzec minął mi niczym mrugnięcie okiem. Jak przeczytałam dzisiaj swoje małe marcowe cele to chyba pierwszy raz nie udało mi się ich zrealizować! No może poza treningami, które w tym miesiącu były w miarę systematyczne. Reszta odroczona na kolejny miesiąc albo jeszcze później. Tak to już bywa, że nawet u osoby lubiącej planować i mieć wszystko dopięte na ostatni guzik czasem wszystkie plany idą w łeb. Marzec był bardzo intensywnym miesiącem, bogatym w nowe doświadczenia i niespodziewane zdarzenia. Na rodzinne i zawodowe obowiązki poświęcałam tyle czasu, że na siebie mi go zabrakło. A tak chciałam, żeby marzec był miesiącem kobiet! Przełom marca i kwietnia to wielkanocny czas, a więc i odrobina wolnego. Długo czekałam na tych kilka dni wytchnienia i mam nadzieję, że uda mi się wtedy w stu procentach odpocząć, bo kwiecień będzie jednym z ciekawszych miesięcy tego roku :)

Moje małe kwietniowe cele
Kwiecień plecień, bo przeplata - trochę zimy trochę lata głosi stare przysłowie, a ja ciągle liczę na więcej tego lata! Kwiecień to piękny czas, więc liczę na więcej przyjemności na świeżym powietrzu. Trzeba się dotlenić po zimie :) To również miesiąc z jednej strony intensywnej pracy zawodowej, a z drugiej organizowania długiego weekendu majowego, który w tym roku zapowiada się niesamowicie. Jednocześnie to końcówka kursu angielskiego, więc czas podkręcić tempo i przysiąść do niego nieco bardziej niż ostatnio. W końcu wakacyjne wojaże zbliżają się wielkimi krokami, fajnie byłoby już móc biegle porozmawiać. Kwiecień to także przyjazd mojej długo niewidzianej siostry ciotecznej z Irlandii z całą swoją wesołą ferajną. To również imieniny mojego najukochańszego (w sumie to jedynego :D) siostrzeńca, dla którego prezent już do mnie jedzie. Hucznej imprezy tym razem chyba nie będzie, ale może można liczyć na jakieś małe party. Tak, ten miesiąc zapowiada się zdecydowanie rodzinnie. I taki właśnie jest mój główny cel na kwiecień, aby spędzić go jak najbardziej rodzinnie i przyjemnie. Oczywiście chciałabym znaleźć również troszkę czasu dla samej siebie i nadrobić przynajmniej w części to czego nie udało mi się zrealizować w marcu.

Jako, że jesteśmy tuż przed Świętami Wielkanocy chciałam Wam z całego serca życzyć zdrowych, spokojnych i przede wszystkim radosnych Świąt! Pogody ducha nie tylko w święta, ale i tej za oknem również. Wesołych Świąt!

niedziela, 25 marca 2018

Good Morning Monday

 

I zaraz znów poniedziałek, chciałoby się powiedzieć w niedzielny wieczór. Kończy się weekend i to pewnie ta wizja rychłego powrotu do codziennych obowiązków spowodowała, że ten pierwszy dzień tygodnia został tak bardzo przez wszystkich znienawidzony. Ale czy każdy poniedziałek musi być tak straszny? Czy do każdego musimy podchodzić z taką niechęcią? A może warto zrobić z niego najfajniejszy dzień w tygodniu? To jak polubić poniedziałki?? :)

Pierwszy krok do polubienia poniedziałku to zmiana nastawienia. Przy porannej kawie pitej z rodziną lub znajomymi zamiast narzekać zacznij zarażać optymizmem. Pozytywne myślenie to pierwszy krok do sukcesu. Poniedziałek to początek tygodnia, a więc i nowe otwarcie. Zazwyczaj wszystko co nowe wzbudza w nas ekscytację, nie rozumiem więc dlaczego do początku tygodnia podchodzimy tak ponuro. Myślę, że podejście do tematu nieco bardziej optymistycznie sprawiłoby, że ten dzień byłby o wiele milszy. Poza tym pamiętajcie o tym, że nasze myśli często znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dlatego nie warto marudzić i ściągać negatywnych zdarzeń. Pamiętaj też o tym, że poniedziałek jest dniem rozruchowym dla większości osób. W związku z tym, wbrew pozorom rzadziej dostajesz wtedy maile i odbierasz telefony. Tym samym luźniejszy czas możesz wykorzystać na nadrobienie zaległości. 


Tajemnica dobrego poniedziałku tkwi w dobrej organizacji. Już w piątek zadbaj o swój poniedziałek. Wyrób w sobie nawyk piątkowego sprzątania. Nie zostawiaj bałaganu na biurku i w swoim otoczeniu (przyjemniej wraca się do pracy, gdy masz czysto na biurku). W piątek postaraj się dokończyć wszystkie albo większość spraw, tak aby móc odpocząć w weekend i ze spokojną głową wrócić w poniedziałek. Dobre rozplanowanie tygodnia, a może nawet i dnia wprowadza porządek w Twoim rozkładzie. Czasem wystarczy zapisać jedynie listę rzeczy do zrobienia z zaznaczeniem tych najpilniejszych. To nie pozwala wprowadzać chaosu w Twój dzień, dzięki czemu nie jesteś tak sfrustrowana. Pamiętając, że nowy tydzień to nowe otwarcie zapomnij o problemach sprzed weekendu i wejdź w poniedziałek ze świeżą energią. Rozpocznij dzień z werwą i uśmiechem na twarzy. Nie pozwalaj sobie na zbyt długie rozleniwienie, bo nie ułatwi Ci to powrotu do codzienności. Weź pod uwagę, że to właśnie w poniedziałek powinnaś mieć w sobie najwięcej pokładów energii, które dał Ci weekendowy wypoczynek. Z każdym kolejnym dniem będziesz już coraz bardzie zmęczona i znudzona. 

Pamiętaj, że dobrze zaplanowany poniedziałek, rozpoczęty z uśmiechem na twarzy to fajny poniedziałek. Nie warto więc się do niego z góry źle nastawiać, tylko po to żeby móc narzekać przez cały dzień. Zdecydowanie lepiej podejść do niego z pozytywnym nastawieniem, zaciekawieniem pasującym nowym wyzwaniom. Wtedy od poniedziałku nie będziesz w kółko powtarzać byle do piątku! Miłego poniedziałku! :)

niedziela, 11 marca 2018

Marzec miesiącem kobiet - czemu nie??



A dlaczego by marca nie okrzyknąć miesiącem kobiet. Jeśli luty przez jedne jedyne Walentynki nosi miano miesiąca miłości, to spokojnie marzec powinien być najbardziej kobiecym miesiącem. Idąc tym tropem my Panie powinnyśmy poświęcić sobie zdecydowanie więcej czasu i uwagi. W dzisiejszym świecie pełnimy mnóstwo ról wypełniając przy tym jeszcze więcej obowiązków. Nie ma się co łudzić, ich znaczną część narzuciłyśmy sobie same dążąc do ciągłej perfekcji w każdej dziedzinie naszego życia. I w ten właśnie sposób sprzątamy, gotujemy, pierzemy, opiekujemy i bawimy się z dziećmi, robimy zakupy, pracujemy rozciągając przy tym dwudziestoczterogodzinną dobę do jej granic możliwości. Ostatnio gdzieś przeczytałam o badaniach IPSOS, zgodnie z wynikami, których współczesna kobieta w Polsce, jest postrzegana jako osoba niezależna, ambitna, pracowita, dbająca o siebie. W 100% zgadzam się z tym wynikami, ponieważ w moich oczach również jesteśmy niezależne, ambitne. Dodałabym jeszcze wielozadaniowe, bo my kobiety potrafimy robić milion rzeczy jednocześnie i często z tej umiejętności korzystamy. Praca, rodzina to wszystko daje nam spełnienie, jest dla nas najwyższą wartością, której bronimy za wszelką cenę. Współczesna kobieta zmieniła się na przestrzeni lat. Coraz rzadziej jest kurą domową, która nie pracuje zawodowo, a coraz częściej dwoi się i troi, aby pogodzić pracę z rodziną. Próba pogodzenia tych dwóch różnych biegunów pochłania nas całkowicie. W ten sposób gdzieś między praniem, a gotowaniem gubimy swoje dawne marzenia, pragnienia. Po całym ciężkim dniu zmęczenie bierze górę i na samorealizację braknie czasu i siły.


A gdyby tak na chwilę odpuścić i poświęcić sobie nieco więcej czasu. Myślę, ze wtedy większość z nas odnalazłaby w sobie nieznane dotąd pokłady pozytywnej energii. Drogie Panie nie zapominajmy o tym, że nie jesteśmy same na tym świecie. Przekazanie części obowiązków mężczyznom z całą pewnością ułatwiłoby nam życie i dało trochę wolnego czasu. Nauczmy się pamiętać o sobie nie tylko od święta. Nie dajmy się zaszufladkować do pełnienia określonych ról i jednocześnie same się nie szufladkujmy. Wielokrotnie to nasze dążenie do perfekcji powoduje w nas samych frustrację i zmęczenie. Nie we wszystkim musimy być najlepsze, czasem wystarczy trochę odpuścić, aby być szczęśliwą. Świat nas postrzega jako osoby niezależne, ambitne i dbające o siebie i takie właśnie bądźmy. Znajdźmy czas dla samych siebie, odpocznijmy, zadbajmy o siebie. Wygospodarujmy w ciągu dnia chwilę dla nas. Niech to będzie kawa z przyjaciółką, zakupy, kino, trening czy chociażby domowe SPA we własnej łazience. Dbajmy o takie małe chwile i celebrujmy jej z należną im starannością. Zdejmijmy część obowiązków z siebie, a w zamian pamiętajmy o własnym rozwoju. Realizowanie swoich marzeń, planów, pasji dodaje skrzydeł i sprawia, że czujemy się szczęśliwsze. 

Drogie Pani mam nadzieję, że wy same pamiętacie o sobie na co dzień, a wasi najbliżsi doceniają Was nie tylko podarowaniem tulipana w Dzień Kobiet. Zastanówcie się, co możecie zrobić dla samych siebie, jak w siebie zainwestować i to zróbcie. Nie czekajcie ani dnia dłużej, bo czas i tak upłynie. Nie poświęcajcie się za wszystko i za wszystkich, dbajcie o swoje samopoczucie. Pamiętajcie, że jesteście kobietami z krwi i kości i jeśli Wy o siebie nie zadbacie, to nikt tego za Was nie zrobi. Nie pozwólcie ciągnąć się w dół i bądźcie szczęśliwe. Tego sobie i Wam życzę! :)

niedziela, 4 marca 2018

Złodzieje czasu - co to takiego?


Złodzieje czasu inaczej nazywane pożeraczami, to świadome i nieświadome bezproduktywne czynności. Doba ma aż i tylko 24 godziny, których rozplanowanie i wykorzystanie zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Pewnie nie raz zastanawiałaś się jak to jest, że osoby, które mają więcej obowiązków bez problemu je wszystkie realizują i jeszcze znajdują czas na przyjemności. A Ty mając mnóstwo wolnego nie wyrabiasz się z ogarnięciem jednej sprawy. Dzieje się tak, ponieważ Ci pierwsi zazwyczaj lepiej i efektywnie organizują swój czas, tak aby nie było w nim zbyt dużo miejsca na jego złodziei. Nauczyli się je eliminować ze swojej codzienności albo zdecydowanie ograniczać. Pokażę Ci teraz najczęściej występujące pożeracze czasu. 

Telewizja
Zastanawiałaś się ile czasu spędzasz każdego dnia przed telewizorem. Przeciętny Polak dziennie spędza 4 godziny i 36 minut oglądając telewizję. Pomyśl teraz, co można zrobić produktywniejszego przez ponad cztery i pół godziny niż bezmyślne gapienie się w ekran. Zastanawiam się, czy czas spędzony przed telewizorem pozwala nam tak naprawdę odpocząć, czy jest najprostszym, najłatwiej dostępnym sposobem na nicnierobienie. Jeśli nie chcesz całkowicie pozbywać się telewizora ze swojego otoczenia, co jest dla mnie zrozumiałe, możesz ograniczyć jego włączanie wyłącznie do tych programów, które Cię naprawdę interesują. Zrób "rachunek sumienia" i przeanalizuj co i dlaczego oglądasz.

Social Media
Kto z Nas nie zajrzał dzisiaj na Facebook'a albo Instagram'a ręka do góry. Jestem przekonana, że dla większość z Nas była to pierwsza czynność, którą zrobiliście zaraz po przebudzeniu. Nie ma co się łudzić, kochamy podglądać znajomych i nieznajomych. Dlatego codziennie każdy z nas przeciąga facebookową tablicę oglądając co, kto, z kim, jak i dlaczego, wpędzając się przy tym w uczucie zazdrości i samotności. Na początek radzę wyłączyć powiadomienia w telefonie i spróbować wyrobić w sobie nawyk zasypiania i budzenia się bez telefonu w ręku. 


Z telefonem non stop w ręku
Z podglądaniem ludzi w Social Mediach silnie związane jest ogólne przeglądanie Internetu w swoim smartfonie. W dzisiejszych czasach dzwonienie jest jedną z jego wielu funkcji, niekoniecznie najczęściej używaną. Przeczytałam ostatnio, że 63% użytkowników smartfonów korzysta z nich co każde 30 minut. Przyzwyczailiśmy się do życia z telefonem w ręku. Przeglądamy Internet, sprawdzamy aplikacje niemalże wszędzie: w domu, pracy, szkole, autobusie, przychodni itp. Zazwyczaj bezmyślnie wchodzimy na różne strony, nie szukając niczego konkretnego, co wciąga nas bez pamięci. Zdecydowanie nie jest to najlepszy nawyk, jaki w ostatnim czasie w sobie wyrobiliśmy. Przyznam się szczerze, że mi w przestaniu spędzania życia z telefonem w ręku pomógł mój mały siostrzeniec. Opieka nad małym dzieckiem i zabawa z nim wymagała ciągłej uwagi, przez co telefon leżał gdzieś rzucony w kąt. Nie miałam czasu i szczerze ochoty zajrzeć nawet do niego. Inna sprawa, że mały też lubi telefony, laptopy i tablety, więc od pewnego czasu trzeba je przed nim chować. Niemniej jednak znalezienie sobie zajęcia, które Cię całkowicie pochłonie spowoduje, że przestaniesz siedzieć ciągle z telefonem, bo zwyczajnie nie będziesz się już tak nudzić.

Bycie mało asertywnym
Asertywność to umiejętność, której trzeba się nauczyć i którą trzeba wytrenować. Nie jest łatwo mówić nie. Z doświadczenia wiem, ile razy zgodziłam się na coś, bo wypada, a tak naprawdę tego nie chciałam. W ten sposób znajdywałam się w miejscach, w których nie chciałam być, z ludźmi, z którymi nie zawsze miałam chęć rozmawiać i robiłam, rzeczy, których nie chciałam robić. Swoje obowiązki i przyjemności musiałam wtedy odłożyć na później. Ucząc się mówić nie wtedy kiedy coś Ci nie odpowiada odda Ci mnóstwo wolnego czasu, który wykorzystasz tak jak będziesz chciała. 

Życie życiem innych
Każdy z nas ma na swoim koncie plotkowanie, które jest bardzo powszechnym złodziejem czasu. Życie innych ludzi interesuje nas bardzo, często za bardzo. Na plotkowanie marnujemy bardzo dużo czasu, który można byłoby spożytkować o wiele lepiej. Dobra rada, to przestać żyć życiem innych, a zająć się swoim własnym. Zdecydowanie może wyjść Ci to tylko na lepsze!


Odkładanie na później
Wbrew pozorom to również jest pożeracz czasu. Dużo więcej czasu tracimy na wymówki niż na zrobienie czegoś raz a porządnie. Zastanawiamy się, myślimy, kombinujemy, a to nie pomaga w organizacji dnia. Jednak o odkładaniu na później już co nieco pisałam, więc nie będę tego powtarzać :)

Bałagan
Bałagan nas rozprasza to jest pewne. Jeśli uporządkujesz przestrzeń wokół siebie nie będziesz wiecznie czegoś szukać i tracić na to czasu i energii. Mając bałagan również będziesz myśleć o tym, żeby w końcu go posprzątać, co będzie Cię odciągać od głównego zadania. Warto zadbać o swoją przestrzeń i mieć wokół siebie porządek. W ładnie urządzonym, czystym pomieszczeniu lepiej nam się pracuje i odpoczywa.

Wymieniłam kilka podstawowych i najpopularniejszych złodziei czasu. Jeśli nie są Ci one znane, to bardzo dobrze. Jeśli jednak w każdym znalazłaś kawałek siebie, to czas coś z tym zrobić. Pomyśl, który z nich kradnie najwięcej swojego czasu i powalcz z nim. Nie eliminuj od razu wszystkich, bo wtedy to się nie uda. Małymi kroczkami szybciej dojdziesz do celu i utrzymasz efekty. Rozprawianie się ze złodziejami czasu nie jest łatwe. Żeby je wyeliminować trzeba wyrobić w sobie dobry nawyk, a to proces trudny i czasochłonny. Jednak gra jest warta świeczki, bo eliminując błędu w organizacji czasem dysponujemy nim coraz bardziej świadomie, a w konsekwencji znajdujemy czas na obowiązki, przyjemności i odpoczynek. To jak zaczynamy walkę z pożeraczami czasu?? Trzymam za Was kciuki :)

wtorek, 27 lutego 2018

Make Happy Month - Skrót lutego


Najkrótszy miesiąc w roku właśnie się kończy i to z wielkim zimowym hukiem. Chociaż pogoda w lutym nas nie rozpieszczała i przypominała bardziej grudzień, to mimo wszystko polubiłam ten miesiąc w tym roku. Zaliczam go do dość udanego. Był nieco mniej wyjazdowy niż styczeń, ale to nie znaczy, że gorszy. Po pierwsze udało mi się znaleźć chwil kilka na spotkania z przyjaciółmi. Bardzo się z tego cieszę, bo w natłoku codziennych obowiązków każdemu z nas coraz trudniej znaleźć czas dla siebie. Po drugie zadbałam o siebie, z czego jestem bardzo zadowolona. Wizytę kontrolną mam zaliczoną, która uzmysłowiła mi, że trzeba zdecydowanie postawić na odporność i ją nieco podreperować, za co zabrałam się od razu. Jak już wzięłam na tapetę kwestię zdrowia, to muszę przyznać, że mój planner okazał się strzałem w dziesiątkę. Motywował mnie do wskoczenia w dres i zawsze kiedy chciałam odpuścić liczba skreślonych dni pchała mnie do przodu. Jeśli wciąż macie problemy z powrotem do aktywności fizycznej to koniecznie zajrzyjcie do wpisu o planowaniu treningów. Co udało mi się jeszcze w lutym? Na pewno zadowolona jestem z blogowych wpisów dotyczących skutecznego planowania i odkładania na później, które cieszą się Waszym zainteresowaniem, za co serdecznie dziękuję :) Poza tym, nie udało mi się zbytnio podszlifować warsztatu fotograficznego. Niestety zabrakło mi czasu, ale jest już to wpisane w plan na przyszyły miesiąc. Do pozytywnych aspektów z całą pewnością zaliczę czas spędzony z Juniorem, a w lutym było go naprawdę sporo. Mały rośnie jak na drożdżach przynosząc coraz więcej uśmiechu i radości. I oby tak zostało zawsze! :) Krótko mówiąc to był bardzo fajny miesiąc :)


Moje małe cele marcowe
 Idzie wiosna, idzie nowe. Mimo, że za oknem jeszcze jej nie widać, to ja już ją czuję. Wiosenna aura zmian, budzenia się do życia, wszystkiego świeżego i nowego nadchodzi wielkimi krokami. Nie przyjmuję nawet do wiadomości, że ta zima będzie jeszcze trwać! Zatem marzec zamierzam spędzić z wielkim uśmiechem na twarzy. A jakie plany? Zamierzam poświęcić sobie troszkę więcej czasu może jakieś domowe SPA albo coś podobnego, na pewno coś wymyślę :) Poza tym idę za ciosem i naładowana pozytywną energią już od pierwszych dni marca ćwiczę, ćwiczę i jeszcze raz ćwiczę. Niedługo warsztaty Be Active, więc trzeba robić formę :) Myślę również, że marzec będzie dobrym czasem na zafundowanie sobie mini kursu fotograficznego. W końcu dzień kobiet tuż tuż, warto zrobić sobie jakiś fajny prezent. Koniec miesiąca to oczywiście święta, więc odpowiednio wcześniej trzeba się do nich przygotować i zrobić świąteczne porządki oraz zakupy. Kto wie, może w natłoku obowiązków uda się jeszcze przeczytać jakąś fajną książkę. Mam nadzieję, że tak! To co, cieplutkiego marca Kochani! :)

niedziela, 18 lutego 2018

Jak przestać odkładać na później?


Zastanówcie się teraz ile razy w ciągu ostatniego tygodnia pomyśleliście, że coś zrobicie po czym codziennie powtarzaliście jutro, jutro, jutro. Jestem przekonana, że u większości wynik był dwucyfrowy. Z całą pewnością problem odkładania na później znacie bardzo dobrze, zresztą ja sama również tę "umiejętność" mam opanowaną do perfekcji. Ćwiczyłam ją wiele lat, a jak wiadomo trening czyni mistrza. W pewnym momencie zorientowałam się, że wszystko to, co odkładam na później powoduje u mnie stres i frustrację, a po wykonaniu zadania oddycham z ulgą. Dokonałam małej analizy i okazało się, że odkładam na później te rzeczy, których nie lubię, za które nie wiem jak się zabrać i te które już z nazwy mi źle brzmią i zwyczajnie boję się ich tknąć. Uznałam, że nie ma co się stresować na darmo i trzeba coś z tym odkładaniem zrobić. Z natury jestem osobą lubiącą działać, więc podjęłam wyzwanie i zaczęłam rozprawiać się z problemem. To jak przestać odkładać na później?

Zmotywowany ma łatwiej
Motywacja do działania, czyli coś co łatwo znaleźć, ale trudniej utrzymać. Nie znam osoby, który byłaby non stop w 100% zmotywowana. Jesteśmy tylko ludźmi, a więc wzloty i upadki zdarzają nam się i to dość często, co jest zupełnie normalne. Kiedy idzie jak po maśle, to chce nam się bardziej. Jednak kiedy pojawią się pierwsze schodki, często zaczynamy wątpić w sens działania, odkładamy na później, a w rezultacie rezygnujemy. Nie ma cudownego sposobu na utrzymanie motywacji na tym samym poziomie przez cały czas (chyba, że będziemy mieć przy sobie 24/7 jakiegoś dobrego mówcę motywacyjnego :)). To co możemy robić to ciągle na nowo ją odnajdywać, a w chwili kiedy ją tracimy musi nam wystarczyć samodyscyplina. Motywacja jest jednak ważna, musimy chcieć coś zrobić po coś, aby z tym się uporać.

Twój przyjaciel samodyscyplina 
I właśnie samodyscyplina to umiejętność, której możesz się wyuczyć. Nie wiem nawet, czy w tym przypadku nie jest istotniejsza od samej motywacji. Samodyscyplina pomaga trzymać nas w ryzach. To ona pomaga wyrabiać w nas nawyki. To dzięki niej będziemy mogli nauczyć się wcześniej wstawać, aby mieć czas na działanie i wcześniej się kłaść, aby wstać wypoczętym ze "świeżym" umysłem. To w końcu samodyscyplina pomaga nam zabić w sobie lenia i zrobić coś na czas


Zamiast gadać działaj
Jeśli wpadniesz na jakiś pomysł spróbuj zaplanować jego realizację od razu. Weź kartkę i zanotuj swoje pomysły jak dojdziesz do swojego celu. Z wyznaczonym planem będzie Ci łatwiej rozpocząć od razu, a nie za tydzień, miesiąc, rok albo nigdy. Od samego mówienia jeszcze nigdy nic się nie zrobiło. Dlatego jeśli tylko zaświta Ci pomysł działaj od razu zanim Twój wewnętrzny leń przypomni o swoim istnieniu. 

Wyznacz deadline
To dobry sposób, aby uporać się z niechcianym zadaniem. Zaplanuj mądrze, kiedy podejmiesz się zadania wyznaczając przy tym ostatecznym termin jego realizacji. Jeśli masz narzucony z góry to po problemie, jeśli nie wyznacz go samodzielnie. Pamiętaj jednak, aby nie wyznaczać terminu zbyt odległego. Z niechcianym problemem lepiej uporać się od razu. W chwili gdy nadejdzie ten czas, zgodnie z zasadami skutecznego planowania poświęć mu 100% skupienia. Zobaczysz szybko okaże się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. 

Podejdź do tematu poważnie
Zastanów się jak często odkładasz coś na później i dlaczego. Jeśli już to ustalisz, to spróbuj krok po kroku eliminować przyczyny. Zabierz się za zadanie raz a porządnie. Wyłącz wszystkie rozpraszacze, bądź przygotowana, tak abyś nie musiała wracać do temat i po prostu zrób co do Ciebie należy. Wyznacz sobie godziny w ciągu dnia na niechciane zadnia. Najlepiej od nich zacznij, tak abyś nie musiała o nich myśleć cały czas i aby kończyć dzień na przyjemnościach.

Jeśli masz coś zrobić zrób to teraz, od dzisiaj tolerujemy tylko takie myślenie :) Warto podjąć wyzwanie i uporać się raz na zawsze z problemem odkładania na później. Tych kilka wskazówek pomoże Ci się lepiej zorganizować. Odkładanie na później to źródło niepotrzebnego stresu, którego dzisiaj i tak mamy wystarczająco dużo. Po co więc dokładać go sobie jeszcze samemu. To jak podejmujesz wyzwanie?? :) Wiem, że tak! Trzymam kciuki. Powodzenia!

sobota, 3 lutego 2018

Pięć zasad, które pomogły mi w skutecznym planowaniu


Wbrew pozorom samo planowanie do najłatwiejszych zadań nie należy, a już skuteczne planowanie to pewnego rodzaju sztuka. Samo wyrobienie w sobie nawyku planowania również nie jest łatwe, ale to temat na kiedy indziej. Na własnych doświadczeniach nauczyłam się, że im lepiej zorganizuję sobie tydzień, tym mam więcej czasu dla siebie. To właśnie dlatego zdecydowałam się planować swoją rzeczywistość wokół siebie. Oczywiście mam świadomość, że nie wszystko da się przewidzieć albo zrealizować zgodnie z zapisami w plannerze. Mimo to, uważam, że planowanie zostawia nam ogromną przestrzeń na niespodziewane zdarzenia. Trzeba umieć tylko nauczyć się skutecznego planowania. W związku z tym pokażę Wam dzisiaj pięć zasad, które pomogły mi w skutecznej organizacji i których do tej pory się trzymam. 

Znajdź czas na planowanie
Jeśli nie będziesz mieć czasu na zaplanowanie dnia, tygodnia, miesiąca i zrobisz to "po łebkach" w najmniejszym stopniu nie będzie ono skuteczne. Jeśli poważnie podchodzisz do tego tematu musisz znaleźć chwilę wolnego, aby usiąść i w spokoju zastanowić się jakie masz obowiązki na najbliższy, powiedzmy tydzień. Osobiście nie lubię planować każdego dnia godzina, po godzinie. Planuję za to cały tydzień. Siadam, otwieram swój planner i zastanawiam się co mnie czeka w kolejnym tygodniu, do czego się zobowiązałam, na co mam ochotę. Wiem w jakich godzinach pracuję, więc również wiem od kiedy dysponuję wolnym czasem, w którym mogę zmieścić pozostałe obowiązki i przyjemności. W ten sposób rozpisuję zadania na tydzień i umieszczam w poszczególnych dniach pozostawiając przy tym przestrzeń na niespodziewane wypadki. 

Zaprzyjaźnij się z plannerem
Wachlarz plannerów i kalendarzy obecnie jest tak duży, że z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. To ważne, aby otaczać się przedmiotami, narzędziami, które nam się podobają. Jeśli zaopatrzymy się w ulubiony planner, który będzie dla nas tak samo ładny jak i wygodny będziemy z niego częściej korzystać. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez mojego kalendarza. Mam jeden określony, który bardzo lubię i z którym się praktycznie nie rozstaję. Jest cząstką mnie, która zna wszystkie moje myśli i plany. Decydując się na planner szybko zobaczysz, jak dobre i pomocne jest to narzędzie w organizacji. 

100 % skupienia
Jeśli już coś robisz rób to dobrze. Zasada stara jak świat i jakże ważna w świecie planowania. Jeśli nie chcesz marnować czasu i w kółko wracać do tego samego zadania, zrób je raz a porządnie. Przeznacz na nie więcej czas, ale wykonaj je dobrze. Żeby jednak coś zrobić dobrze, to oprócz umiejętności musisz się jeszcze skupić. Pewnie znana Ci jest sytuacja, w której wykonanie zadania powinno zająć Ci godzinę, a przeciąga się na cztery, bo nagle wszystkie aplikacje w telefonie wysłały Ci powiadomienia. Jeśli chcesz się na czymś skupić to najlepiej pracuj offline. Wyłącz powiadomienia w telefonie, nie zaglądaj na Facebook'a i nie włączaj telewizora. Przygotuj się wcześniej do działania. Przynieś wszystkie potrzebne rzeczy, zrób kawę, wyłącz rozpraszacze i po prostu zrób, w pełnym skupieniu to co masz zrobić. Pracując w ten sposób zobaczysz jak szybko uporasz się z obowiązkami.


Rozliczaj zrealizowane zadania nie ich terminy
Pamiętaj, że terminy narzucasz sobie sama. Nauczyłam się nie złościć już na siebie, kiedy nie uda mi się zrobić czegoś w wyznaczonym sobie czasie. Są zadania, w których liczy się sama ich realizacja nieważne w jakim terminie. Podchodzenie do wszystkiego z maniakalną obsesyjnością działania na czas do niczego dobrego nie prowadzi. Takie podejście nie powoduje lepszej organizacji, a jedynie wzbudza frustrację. Jeśli nie uda Ci się zrobić czegoś dziś odłóż na jutro. Jednak uważaj, aby to odkładanie na później nie weszło Ci za bardzo w nawyk. 

Planuj po swojemu
To chyba najważniejszy punkt. Każdy z nas jest inny, dlatego ile osób tyle pomysłów i sposobów planowania. I to jest piękne. Żeby być w czymś skutecznym, musisz być w czymś dobry, a to zazwyczaj wiąże się z tym, że musisz to coś lubić. Dlatego znajdź swój sposób planowania. Nieważne że jest inny niż wszystkie, to wcale nie znaczy, że jest gorszy. Ważne, że jest Twój własny, dla Ciebie czytelny i Tobie odpowiadający. To w końcu Tobie ma służyć, a nie komuś innemu. W sieci znajdziesz wiele schematów, ogólnych zasad stosowania, ale to w jaki sposób będziesz planować zależy wyłącznie od Ciebie.

Skuteczne planowanie nie jest łatwą sztuką. Jednak jak we wszystkim trening czyni mistrza. Swoje sposoby planowania odkrywałam bardzo długo i wciąż odkrywam je na nowo, ulepszam, zmieniam. Mam jednak świadomość, jaką siłę ma papier, dlatego lubię mieć wszystko zapisane w kalendarzu. Pamięć mam dobrą, ale krótką, a mój planner pomaga ogarnąć mi moją rzeczywistość i wszystko to o czym powinnam pamiętać, a w natłoku obowiązków mogłoby mi uciec. A wy jakie macie sposoby na skuteczne planowanie? Koniecznie mi o nich opowiedzcie.

środa, 31 stycznia 2018

Make Happy Month- skrót Stycznia


Nie wiem jak, nie wiem kiedy styczeń śmignął mi niczym Struś Pędziwiatr. Nie pamiętam już kiedy miałam aż tak intensywny miesiąc. Zdominowało go tyle niespodziewanych wydarzeń, że aż trudno je wszystkie opisać. Jakby nie było zaczął się mocnym akcentem, czyli podsumowaniem starego roku i wyznaczeniem celów na ten obecny. Nie powiem w ich realizacji idzie mi nawet nieźle. Wiem jednak, że to dopiero początek, ale mam nadzieję, że do końca zapał mi nie mnie. Ten miesiąc zdecydowanie upłynął pod hasłem wyjazdów. Na dobry początek Warszawa, czyli weekend spędzony z moją przyjaciółką. Uwielbiam ten czas, to wspaniała odskocznia od codzienności. Dobra kawa, zakupy, wieczorne pogaduchy przy grzańcu, to coś czego potrzebuję, coś co dodaje mi energii i sprawia, że zima staje się troszkę przyjemniejsza do zniesienia. Ten nasze zimowe i letnie weekendy stały się już małą tradycją, której za nic nie chcemy porzucać. Kolejny styczniowy wyjazd należał już do pracy zawodowej. Tych kilka dni spędzonych w zimowych nadmorskich miastach wybiło mnie troszkę z codziennego rytmu. Poza tym styczeń to również w miarę udany shopping, w końcu siła wyprzedaży dopadła i mnie. Muszę również przyznać, że o ile końcówka miesiąca poświęcona była wyjazdom, przez co mój czas był mocno ograniczony, to początek pozwolił mi się nieco zrelaksować. Udało mi się nadrobić serialowe i filmowe zaległości w związku z czym kilka pozycji kinematografii zagościło na moim ekranie. Zdecydowanie polecam serial niemieckiej produkcji Babylon Berlin, którego dwa sezony chłonęłam odcinek po odcinku. To co bardzo mnie cieszy, to znalezienie czasu na przeczytanie książki, na co od bardzo dawna mi go brakowało. Teraz sobie myślę, że im więcej obowiązków i zadań do wykonania, tym więcej czasu znajdujemy na wszystko. Ale to materiał na osobny post na blogu. I właśnie na koniec, w sumie coś co powinno znaleźć się na samym początku. Styczeń to również blogowa zmiana adresu, która bardzo długo chodziła mi po głowie. W końcu pod wpływem impulsu, mimo, że zaawansowane czynności informatyczne nie są moją mocną stroną, zadziałałam i oto jestem już jako zaplanowana.pl :) Coś czuje, że to moje One Little Word zaczyna na mnie mocno oddziaływać :) :) I tym miłym akcentem wkraczam w luty, a jaki będzie nie wiem, ale na pewno piękny :) 


Moje małe cele lutowe
Cel na luty to intensywne treningi. Temat planowania treningów i ruszenia się z kanapy podjęłam ostatnio, więc nie będę się powielać. Tak czy siak z plannerem na szafie wskakuję w dresy, odpalam płytkę i lecę na matę. Mam nadzieję, że Wy też?! Idąc zdrowym tropem chciałabym również zadbać o siebie i zrobić badania kontrolne. Mam nadzieję, że znajdę na to czas. Luty to również kolejne delegacyjne wypady nad morze. Troszkę mi to czasu zabierze, ale postaram się wszystko wcześniej dokładnie zaplanować, żeby nie zaniedbać blogowych wpisów. Chciałabym także popracować nad swoim fotograficznym warsztatem. Może jakiś mini kurs, jednak to temat na końcówkę lutego, a być może nawet na marzec. W tym miesiącu również planuję zaplanować swoje wakacyjne wojaże. W końcu do udanych wyjazdów trzeba się dobrze przygotować, aby nie stracić ani minuty wypoczynku. No i wreszcie na pewno będzie to czas dla mojego Siostrzeńca. Junior z każdym dniem jest coraz starszy, a ja w dalszym ciągu chcę dla niego pozostać najukochańszą ciocią. Mimo, że jeszcze nie mówi, to wie jak poprawić mi humor, a bieganie z nim czy to na nogach czy na czworaka to czysta przyjemność nawet po 10 godzinach poza domem. A co rok się ma tylko raz, więc niech wykorzysta go na maksa :) :) :) Pięknego lutego Kochani!!

sobota, 27 stycznia 2018

Jak się zmotywować i ruszyć z kanapy, czyli planujemy treningi


Czy Wy też tak macie, że tej zimy jakoś z treningami Wam nie po drodze? U mnie, jak już dobrze wiecie, w ostatnim czasie bilans wychodzi zdecydowanie na minus. Oczywiście mogę to tłumaczyć brakiem czasu, nadprogramowymi obowiązkami, zimą, pogodą itp. Mogłabym tak długo wymieniać wymówki, jednak, właśnie to ciągle pozostają tylko wymówki. W moim przypadku taki treningowy marazm trwał już od jakiegoś czasu. Nie byłabym sobą, gdybym nie złapała byka za rogi i czegoś z tym nie zrobiła. Siadłam, zrobiłam rachunek sumienia i przygotowałam dokładny plan działania. Tobie polecam zrobić to samo, a tymczasem zostawiam Cię sam na sam z moimi wskazówkami :)

Przygotuj miesięczny planner
Planuj, planuj i jeszcze raz planuj. Zrób swój unikatowy planner dotyczący tylko treningów. W moim cały miesiąc mieści się na jednej stronie A4, tak abym przez cały czas miała pogląd na całość. W określone dni rozpisz konkretne treningi, jeśli Ci to pomoże dodaj godziny. Kolorami zaznacz dni wolne od ćwiczeń, w których natłok obowiązków nie pozwoli Ci na trening oraz jeden dzień, który będzie całkowicie luźny, tylko dla Ciebie. Skrupulatnie skreślaj dni, w których odbyłaś trening. W połowie miesiąca zobaczysz, że liczba skreśleń może czynić cuda. Nie chcesz tracić tego co już osiągnęłaś, więc bez wymówek wskakujesz w dresy. Warto mieć swój planner zawsze pod ręką albo zwyczajnie przyczepiony w widocznym miejscu. 

Wyznacz stałe pory trenowania
Wszyscy znani i mniej znani głoszą, że systematyczność w trenowaniu jest najważniejsza. W poprawie systematyczności mają pomóc mi stałe, wyznaczone sobie dni, w których będę ćwiczyć. Kiedyś się to u mnie bardzo dobrze sprawdziło, więc i tym razem nie powinno być problemu. Wyznaczając takie dni wyrabiasz w sobie nawyk, a nawyku nie tak łatwo jest się pozbyć :) Szybko czas na trening okaże się takim samym obowiązkiem jak pójście do pracy, czy na angielski. 


Nie pozwól głowie dopuścić do wymówek
Jesteśmy mistrzami w wymyślaniu wymówek. Dlatego jeśli tylko w głowie zaświta Ci pomysł, a może by nic nie robić, od razu wstań i zacznij działać. Nie pozwól rozwinąć wewnętrznego lenia. Czym dłużej będziesz siedzieć na kanapie i myśleć, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że się z niej ruszysz. Jeśli natomiast wstaniesz od razu i zaczniesz ćwiczyć, szybko zapomnisz, że miałaś jakieś wątpliwości. Wierz mi, to tak działa - sprawdziłam na własnej skórze :)

Znajdź swoje miejsce
To bardzo ważne, aby ćwiczyć tam gdzie lubisz, gdzie się nie krępujesz albo gdzie Ci zwyczajnie wygodniej. Moje treningowe początki to dom, mata i płytka DVD. Muszę, teraz szczerze przyznać, że bardzo mi tego brakuje. Jakiś czas temu zapisałam się na siłownię i od tego czasu zaczęły się moje problemy z motywacją. Nie to, że nie lubię tam chodzić, ale czas dojazdu i wyznaczone godziny konkretnych treningów (na które nie zawsze się dostaję) działają na mnie demotywująco. Dlatego w moim "planie naprawczym" zdecydowałam się zrezygnować z siłowni i powrócić do dobrze mi znanego i lubianego zestawu płyta + mata. Wam też proponuję odnaleźć swoje miejsce. Czasem tak jak mnie wystarczy domowe zacisze, a czasem dom nie jest wcale takim zaciszem i wtedy może lepszy będzie klub fitness. 

Polub treningi
Ostatni, ale chyba najważniejszy punkt. Z niewolnika nie ma pracownika, cokolwiek byś nie robiła. Żeby robić coś dobrze i mieć z tego przyjemność trzeba to polubić. W dzisiejszych czasach sport daje nam rozmaity wachlarz możliwości. Wystarczy tylko chcieć, popróbować i znaleźć ten jeden ulubiony, który będzie sprawiał nam frajdę. Do miłych, lubianych rzeczy wraca się chętniej. 

Tych kilka wskazówek pomogło mi w stworzeniu planu działania. Zmotywowana, gotowa do działania czekam na pierwsze efekty w lutym. Wiem, że pomoże mi to w zachowaniu systematyczności. Trzymajcie za mnie kciuki i dajcie znać jak jest z Waszą treningową motywacją w zimie, czym Wy kierujecie się przy planowaniu treningów?? :)

niedziela, 7 stycznia 2018

A gdyby tak postawić na życzliwość...


Zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdybyście przez całe 24 godziny uśmiechali się do wszystkich, byli mili, uprzejmi i życzliwi. Zwyczajnie na świecie przez ten czas nie używalibyście słowa "nie", ba nawet byście go nie znali. Ja się zastanawiałam i doszłam do wniosku, że świat stałby się piękniejszy. Zbyt mało jest uśmiechu, życzliwości i wdzięczności wokół nas. Zbyt mało się uśmiechamy, a zasada stara jak świat mówi nam, że każdy przekazany uśmiech do nas wraca. Dlaczego, więc tak rzadko to robimy?

Uśmiechnij się!

Nie wiem jak Wy, ale ja coraz częściej myślę, że dzisiejszy świat ceni egoizm. Stajemy się coraz bardziej zamknięci na innych, nie dostrzegamy potrzeb zarówno ludzi nam bliskich jak i obcych albo zwyczajnie nie chcemy ich widzieć. Praca zajmuje większość naszego czasu, skutecznie obierając chęć celebrowania tych kilku chwil spędzonych z najbliższymi. Ciągle gdzieś gonimy, za dobrą pracą, lepszą pensją, własną firmą, własnym rozwojem, za czymś co nazywamy idealnym życiem. Zapominamy przy tym o drugim człowieku, który potrzebuje naszej bliskości, rozmowy, potrzymania za rękę albo po prostu uśmiechu. Zróbmy mały eksperyment. Przypomnijcie sobie Wasze ostatnie zakupy i sytuację w kolejce do kasy. W ciemno powiem, że obok ludzi wzdychających i przeklinających pod nosem, że za wolno, za drogo, ogólnie beznadziejnie, krytykujących przy tym pracę kasjera może znalazła się jedna osoba, która cierpliwie czekała i życzliwie uśmiechała się do wszystkich wokoło. I co, zaskoczyło? Tak właśnie wyglądały Wasze zakupy? A gdyby tak, każdy był wobec siebie życzliwszy, myślę, że robienie zakupów, a nawet stanie w kolejce byłoby o wiele przyjemniejsze. 


Te pierwsze styczniowe dni to zawsze podsumowania, ale i nowe otwarcia. Osobiście dopiero analizując stary rok dostrzegłam ile wspaniałych, pięknych, często drobnych rzeczy mnie spotkało, a których nie doceniłam od razu. Wtedy nie wydawały mi się takie dobre albo po prostu uległam pokusie i chciałam więcej i więcej. Dlaczego właśnie nie podejść do życia z wdzięcznością i życzliwością. Dlaczego nie cieszyć się każdym dniem, tak szczerze, całym sobą. I właśnie wtedy postanowiłam, że ten rok będzie rokiem życzliwości dla innych i również dla siebie samej. Bądźmy życzliwi dla najbliższych, ale i dla ludzi przypadkowo spotkanych na ulicy. Czasem dobre zdanie albo zwykły uśmiech skierowany do drugiego człowieka może sprawić, że poprawimy mu nastrój na cały dzień. Życzliwość jest zaraźliwa, daje mnóstwo satysfakcji i wraca do nas z podwójną siłą. Świat staje się piękniejszy, ludzie są dla siebie milsi. Sprawmy zatem, aby ten rok był rokiem życzliwości i uśmiechajmy się! To nic nie kosztuje!! :) :) :)


poniedziałek, 1 stycznia 2018

Change - One Little Word


Witajcie w 2018 roku. Po hucznych sylwestrach pozostało wspomnienie, a to oznacza, że nadszedł czas marzeń i planów o tym jak będzie wyglądał nowy rok. Doskonale już wiecie, że dla mnie robienie noworocznych postanowień ma sens i bardzo cenię i lubię taką formę corocznej motywacji. Więcej na ten temat możecie znaleźć tutaj. Muszę przyznać, że sięgnęłam dzisiaj do zeszłorocznych postanowień i zobaczyłam, że do zrealizowania pozostały mi już tylko dwa.  Nie nauczyłam się jeździć na nartach, ba nawet nie spróbowałam oraz nie zrobiłam niczego szalonego, jeśli w zeszłym roku rozumiałam to tak jak dziś :D Z nart chyba zrezygnuję, ale coś szalonego przeniosę na ten rok, tylko już nieco bardziej określę się. Poza tym rok 2017 był bardzo dobrym rokiem. Pozostawił po sobie mnóstwo przeżyć, wspomnień i nowych doświadczeń, zarówno tych dobrych jak i złych. Nowy rok i znów starsza, ale co z tego, jak wszystko zaczyna się od początku. A jak będzie? Nieważne jak, ważne, aby było wspaniale.

Obiecałam wspomnieć troszkę o moich tegorocznych, noworocznych postanowieniach. W tym roku zainspirowana koncepcją One Little Word znalezioną u Kasi na jej kreatywnym blogu Worqshop postanowiłam i ja podejść do tematu nieco inaczej. Może jednak najpierw kilka zdań wyjaśnień. One Little Word to nieszablonowe podejście do noworocznych postanowień. Polega ono na tym, że wybieramy jedno słowo, które towarzyszy nam w każdym miesiącu przez cały rok, wokół którego kręcą się nasze postanowienia. To jedno małe słowo to taki nasz mały przewodnik, który prowadzi nas przez dwanaście miesięcy. Przyznam, że wybranie tego jednego słówka nie jest najprostsze. Myślałam, że bez żadnego problemu wybiorę to jedno jedyne moje One Little Word spośród miliona słówek. Szybko jednak zrozumiałam, że tkwię gdzieś pomiędzy "zmianą" a "rozwojem". Wygrała jednak pierwsza opcja, bo chcę, żeby był to wyjątkowy rok. I tak to właśnie change zdominuje mój cały 2018 rok. W oparciu o to słówko stworzyłam swoje noworoczne postanowienia, które w formie obrazkowej tworzą magiczny kolaż, przypominający o tym jak chcę aby wyglądał cały rok. Dla postronnych osób, będzie to zbiór nic nieznaczących obrazów. Tylko ja potrafię odczytać ich prawdziwe znaczenie i widzieć, w którą stronę mają mnie prowadzić. Oczywiście ich druga, już pisemna forma również została stworzona. Polecam Wam wybrać jedno małe słówko i spróbować oprzeć na nim cały rok. To fajna, ciekawa i inspirująca forma podejścia do swoich marzeń, pragnień, próba ich jeszcze lepszego zrozumienia i uporządkowania. Ja już wiem, że to będzie dobry rok, pełen nowych doświadczeń, wyzwań i zmian. Gotowi do działania? No to zaczynamy! Szczęśliwego Nowego Roku!!!