niedziela, 2 września 2018

Make Happy Month - skrót sierpnia


W chwili kiedy 1 września pojawia się na kalendarzu od razu człowiek zaczyna tęsknić za latem. Co prawda formalnie jeszcze trwa, ale jednak nieubłaganie zbliżamy się ku jesieni. Czas zatem podsumować sierpniowe cele, które w większości udało mi się zrealizować w pełni. Na już ubiegły miesiąc nie było ich zbyt dużo, bo 3 ale za to konkretne. Cel pierwszy zrealizowany, zadbałam o swoje zdrowie kilkoma wizytami u lekarzy, przeprowadzonymi badaniami i stosowaniem się do ich zaleceń. Cel drugi zrealizowany, powróciłam na siłownię i była to jedna z lepszych decyzji jakie ostatnio podjęłam. Forma powoli wraca na stare tory. Cel trzeci częściowo zrealizowany, chociaż nie w takim stopniu jakbym sobie tego życzyła. Dlatego zostaje przeniesiony na kolejny miesiąc. Poza tym sierpień przeplatał się urlopem z pracą i muszę przyznać, że jednak wypoczynek jest bardzo potrzebny dla zachowania higieny umysłu. Poza tym sierpień był miesiącem bogatym w lubelskie kulturalne imprezy, które uwielbiam i w których chętnie uczestniczyłam. Zawsze w takich chwilach można poczuć dumę ze swojego miasta. Zachęcam wszystkich, aby chociaż raz odwiedzili Lublin i poczuli magię tego miejsca!
 

Moje małe wrześniowe cele
I znów wrzesień! Mój najukochańszy miesiąc w roku. Ten wrzesień będzie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, bo już za tydzień będę hucznie świętować swoje urodziny, które w tym roku są szczególne. Poza tym w drugiej połowie miesiąca czeka mnie lot do Irlandii, na który czekam już z niecierpliwością i który muszę jeszcze do końca zorganizować. I właśnie dlatego mój wrzesień to będzie przede wszystkim dobry humor, dobra zabawa i odkrywanie nowych zakamarków świata. Pięknego września Kochani!

niedziela, 19 sierpnia 2018

Dlaczego warto się zorganizować?


Organizacja dla jednych słowo znienawidzone dla drugich umiłowane. Dla jednych coś bez czego nie mogą żyć dla innych coś co omijają szerokim łukiem. I jak to zwykle w życiu bywa przeciwnicy i zwolennicy mają dużo racji. Ja należę do zwolenników organizacji. Lubię planować swoje tygodnie, dni, swoją pracę i wolny czas. Lubię z wyprzedzeniem wiedzieć co, gdzie i kiedy będę robić. Kiedyś byłam dużo mniej zorganizowana, często nawet zastanawiałam się dlaczego ludzie muszą tyle wcześniej wiedzieć czy gdzieś idę czy nie. Myślę, że koniec studiów i rozpoczęcie normalnej, pełnoetatowej pracy sprawiło, że powoli zaczęłam uczyć się planować i organizować swój czas. Jednak wycięcie ośmiu godzin z każdego dnia tuż po czasach studenckich było lekkim szokiem, ale jednocześnie zmusiło mnie do lepszego planowania dni. W związku z tym powiem Wam dzisiaj dlaczego warto się zorganizować!

... bo masz więcej czasu dla siebie
Dla mnie to bezapelacyjnie najważniejszy argument przemawiający za planowaniem. Odkąd nauczyłam się organizować swoje dni i robić to systematycznie i dokładnie mam dużo więcej wolnego czasu. Często nie planując czas ucieka nam przez palce. Mając zorganizowany dzień powrót z pracy nie kończy się bezczynnym oglądaniem TV czy leżeniem bykiem na kanapie. Organizując się dokładnie wiem co i kiedy mam zrobić, a przez to mam dużo więcej czasu na własne przyjemności. Dodatkowym plusem jest to, że nie mam wtedy poczucia bezsensownego jego trwonienia, a tylko wykorzystywania go na maksa!


... bo nie jesteś już zła na cały świat
Brak organizacji prowadzi do życia w ciągłym chaosie i biegu, a to czy chcesz czy nie zawsze kończy się frustracją. Kiedy się spieszymy robimy wszystko na ostatnią chwilę i zawsze wtedy brakuje nam czasu. To powoduje złość i wyżywanie się na wszystkim i wszystkich dookoła. Dlatego dobra organizacja pozwala bezstresowo przejść przez wszystkie zadania jakie sobie wyznaczyliśmy. A umówmy się życie jest zbyt krótkie żeby się ciągle złościć!

... bo nie robisz wszystkiego na ostatnią chwilę
Nigdy nie lubiłam robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Zawsze kiedy odkładałam coś na później, aż kończył się deadline traciłam panowanie na sytuacją i biegałam bez ładu i składu próbując wyrobić się w terminie. Wiecznie udzielała mi się wtedy nerwowa atmosfera. Pisałam już o odkładaniu na później, więc nie będę tego powielać. Niemniej jednak zorganizowanie się było lekiem na stres spowodowany działaniem na ostatnią chwilę i zaprzestaniem tego typu sytuacji. Teraz staram się kończyć zadania na chwilę przed ich końcowym terminem, tak aby mieć czas na ewentualne korekty i móc wszystko zrobić ze spokojem i bez stresu.


... bo nigdy o niczym nie zapominasz
Życie w organizacyjnym chaosie często powoduje, że zapominamy o wizycie u lekarza, spotkaniu z przyjaciółką, czy oddaniu książki do biblioteki. Mając planner w ręku zapominalstwo nie jest nam straszne. Jeśli podchodzimy do tematu poważnie i planujemy swój czas systematycznie i dokładnie, to wszystkie spotkania znajdują się w naszym kalendarzu i nie ma szans, żebyśmy jakieś pominęli. 

... bo masz więcej czasu na spontany
I to jest właśnie mały paradoks. Dzięki dobrej organizacji dni, tygodni, miesięcy mamy dużo więcej czasu na spontaniczne działania. Planowanie daje swobodę działania, która powoduje, że z wolnym czasem możemy robić co chcemy. Będąc dobrze zorganizowaną nie jest trudno znaleźć czas na spontaniczny wyjazd, czy wypad za miasto z przyjaciółmi. 

Warto się zorganizować, to daje dużo przestrzeni, którą możemy wykorzystać na co tylko nam się podoba. W planowaniu nie chodzi o zapełnianie kalendarza po brzegi, a o dobre rozmieszczenie  obowiązków w naszym terminarzu. Jak to zrobić podpowiadam Wam w poście o pięciu zasadach skutecznego planowania. A Wy jakie macie zdanie na temat organizacji? Warto czy nie warto? Jak zawsze zapraszam do komentowania :)

sobota, 11 sierpnia 2018

Zakopiańskie wakacje z dzieckiem - atrakcje dla półtoraroczniaka



Tegoroczny urlop, jak co roku spędzałam w Zakopanem. Mimo, że miejsce to samo to skład nieco się różnił. W tym roku dołączył do nas mój półtoraroczny siostrzeniec, co chcąc nie chcąc zmusiło nas do spędzenia tego czasu nieco inaczej. To właśnie wakacje z nim zainspirowały mnie do wstawienia postu o tym, co można robić w Zakopanem z dzieckiem.

Atrakcji w Zakopanem jest bardzo dużo zarówno dla małych i dużych. Wystarczy odpowiednio się przygotować do wyjazdu, a z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

Tatrzańskie szlaki
Jako, że mój wyjazd nie mógłby się odbyć bez chociaż odrobiny górskiej wędrówki na pierwszy ogień idą szlaki, którymi mogą powędrować dzieci. Na niektórych bez problemu przejedzie się nawet wózkiem. Są to:
  • Dolina Kościeliska
  • Dolina Chochołowska
  • Szlak nad Morskie Oko
  • Rusinowa Polana (wejście od Wierch Poroniec)
  • Droga pod Reglami
  • Dolina Strążyska - ta akurat ostatnio została wysypana kamyczkami, które utrudniają przejazd wózków, ale nie jest to niemożliwe do zrealizowania
Oczywiście nieco starsze dzieci mogą spróbować wspiąć się na odrobinę wyższe partie. W Tatrach jest kilka mało wymagających tras, które są dość krótkie czasowo. Tutaj mogę polecić:
  • Nosal
  • Wielki Kopieniec
  • Gęsia Szyja
  • Sarnia Skała
Przy pieszej wędrówce po tatrzańskich szlakach warto spróbować skorzystać z profesjonalnego nosidełka. W Zakopanym jest kilka punktów (zazwyczaj sklepy ze sprzętem) m.in. na Krupówkach, czy w Kuźnicach gdzie można wynająć takie nosidełko. Koszt nie jest duży. Wynajem na dobę kosztuje 20-30zł w zależności od miejsca. W niektórych punktach pobierana jest zwrotna kaucja w kwocie 200zł. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, czy dziecko będzie w ogóle chciało do niego wsiąść. U nas ten pomysł zakończył się noszeniem pustego nosidełka na plecach i Juniora na rękach. Jedna z Pań powiedziała, że nosidełko ze względu na to, że jest sztywne może uwierać dziecko i przez to jest dla niego mało wygodne. Niemniej jednak na szlakach można spotkać turystów z dziećmi siedzącymi w nosidełkach.


Kolejka
Nie wszyscy mogą się z tym zgodzić, ale ja uważam, że kolejkowa podróż dla małego dziecka jest dużą atrakcją. Na własne oczy widziałam zachwyt i radość podczas wjazdu i zjazdu czy to na Gubałówkę, czy Kasprowy Wierch. I tu i tu wjazd dla dzieci do lat 4 jest bezpłatny, za wózek również się nie płaci. Oczywiście Gubałówka jest małą kopią Krupówek, więc dla dzieci znajdzie się tam o wiele więcej komercyjnych atrakcji niż na Kasprowym Wierchu.

Aqua Park
Osobiście tutaj nie dotarliśmy z Juniorem. Będąc jednak kilka lat temu w Aqua Parku pamiętam, że znajdowało się tu mnóstwo basenowych atrakcji dla małych i dużych. Obecnie została dodana sala zabaw, do której z całą pewnością można zabrać maluchy. Szczegóły wodnych atrakcji znajdziecie tutaj.

Plac zabaw
Gigantyczny i nowiutki plac zabaw mieści się między Krupówkami a ul. Grunwaldzką. Plac zabaw położony w miejskim parku został niedawno odnowiony i jest doskonałym miejscem do zabawy dla dzieci. Dorośli mogą obserwować swoje pociechy siedząc na ławce i popijając zakupioną w pobliskim food trucku kawę. Plac zabaw jest doskonale wyposażony, nowy co powoduje, że mało które dziecko chce z niego wyjść szybko.


Małpi Gaj
Małpi Gaj to nic innego jak sala zabaw dla dzieci również z licznymi atrakcjami. Może nie jest to typowo góralska atrakcja, jednak ciekawa alternatywa na spędzenie czasu chociażby w deszczowe dni. Po szczegóły zapraszam na stronę.
Podwórkowe zabawy
Na koniec to, co mogę polecić w wyjeździe z dzieckiem, to korzystanie z takich pensjonatów, które wyposażone są we własne place zabaw. Od wielu lat wakacje w Zakopanem spędzamy w znanym nam i sprawdzonym miejscu jakim jest Willa Wrzos. Muszę przyznać, że nasz Junior był zachwycony przydomową piaskownicą i trampoliną oraz zabawami z dziećmi na sąsiednim boisku. Pamiętajmy o tym, że dla dziecka nie ma lepszych atrakcji jak towarzystwo rówieśnika.

Planując tegoroczne wakacje pamiętam, jak szukałam tych wszystkich informacji w sieci. Mam nadzieję, że zebrane w jedno miejsce, poparte własnym doświadczeniem pomogą Wam zorganizować zakopiański urlop, tak aby półtoraroczniakowi uśmiech nie schodził z buzi.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Make Happy Month - skrót lipca


Koniec lipca zawsze przypomina mi o tym, że długo wyczekiwane lato jest już na półmetku. Dlatego z żalem żegnam ten miesiąc. Przełom lipca i sierpnia to w moim przypadku zawsze urlop od etatowej pracy, który jak dobrze wiecie spędzam w Zakopanym. Stąd też lekka obsuwa z postem na blogu spowodowana podróżą oraz wakacjami z 1,5 rocznym dzieckiem! No właśnie w tym roku mój urlop był bardzo rodzinny, bo pierwszy raz zabraliśmy ze sobą mojego siostrzeńca, w którym mam nadzieję, zaszczepiliśmy miłość do gór! A ma zadatki na dobrego piechura! Dzielnie kroczył Doliną Strążyską i nawet udało mu się zdobyć Kasprowy Wierch :) Wiadomo, że wjechał kolejką jednak na szczyt kroczki postawił samodzielnie. A że dokonał tego wszystkiego bez płaczu i z uśmiechem na buzi to jestem z niego ogromnie dumna! :) Muszę przyznać, że po ostatnim zalaniu Tatr zostały już niewielkie ślady, a pogoda dopisała nam w 100%. Tak, wiec lipiec to przede wszystkim ukochane góry i mnóstwo wypoczynku, ładowania akumulatorów do kolejnych wyzwań zawodowych i prywatnych. W tym miesiącu udało mi się spędzić trochę czasu z książką w ręku i dokończyć od dawna leżące na półce tytuły. Z zadowoleniem mogę stwierdzić, że udało mi się w końcu dokończyć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona. Nie powiem również, że obce mi były letnie wyprzedaże. Dzięki mojej kochanej siostrze małe zakupowe szaleństwo dopadło i mnie! Ale co tam jak szaleć to szaleć :) Tak więc lipiec był naprawdę fajnym miesiące, aż szkoda, że się już skończył.


Moje małe sierpniowe cele
Na tegoroczny sierpień mam tylko trzy cele. Po pierwsze muszę zadbać o zdrowie, bo coś szwankuje. Po drugie muszę zadbać o kondycję fizyczną, bo jednak brak regularnych treningów w tym roku był widoczny podczas górskich wędrówek. Trzeba zdecydowanie nad tym popracować. Po trzecie wyluzować w pracy i w domu. Jednak im człowiek się mniej przejmuje, tym więcej uśmiechu jest na jego twarzy. A o to właśnie mi chodzi, aby śmiać się w sierpniu jak najwięcej!! Pięknego sierpnia Kochani!

niedziela, 22 lipca 2018

Porządkowanie zdjęć w 4 krokach


Kto z nas nie lubi robić zdjęć? Chyba nikt! W dzisiejszych czasach aparat towarzyszy nam na każdych wakacjach, w naszej zwykłej codzienności, jest z nami wszędzie. Zdjęcia robimy wszystkim i wszystkiemu dzieląc się nimi w social mediach. I w ten sposób nasze telefony, aparaty zapychane są ogromną ilością ujęć, z którymi nie wiemy później co zrobić. Czas, więc zabrać się za porządkowanie zdjęć, tak aby cieszyć się ich pięknem jak najdłużej.

Krok 1 sortowanie
Jak to zazwyczaj w życiu bywa pierwszy krok jest najtrudniejszy. Na ogół na naszych nośnikach mamy bardzo dużo zdjęć, bo żeby trafić w to jedno konkretne ujęcie robimy milion ujęć przed. W ten sposób fotografie się mnożą, zajmując coraz więcej pamięci. Dlatego tak ważne jest systematyczne zrzucanie zdjęć na komputer i tam ich sortowanie, aby w ostateczności trafiły na zewnętrzny dysk. Sortowanie zdjęć do najprzyjemniejszych nie należy, jest to czynność dość czasochłonna, ale warta zachodu. Sortowanie zaczynamy od podziału tematycznego np. na następujące foldery: wakacje, święta, codzienność, dzieci itp. Do takich przygotowanych folderów przerzucamy przesortowane zdjęcia. Następnie zabieramy się za wybieranie tych lepszych ujęć. Zdjęcia mało ostre, rozmazane, prześwietlone trafiają do kosza. Zostawiamy tylko te najfajniejsze ujęcia, dlatego z 10 podobnych fotografii wybierzcie 1-2, które podobają Wam się najbardziej, a resztę wyrzucicie. Gwarantuję Wam, że z 200 zdjęć co najmniej połowa nadaje się do śmieci. Sortując zdjęcia przygotujcie sobie osobny folder do wywołania, do którego trafią te fotografie, które chcielibyście wydrukować.

Krok 2 obrabianie
Ten krok jest dla wszystkich tych, którzy nie lubią surowych kadrów. Oczywiście niektóre ujęcia same w sobie są tak ładne, że nie warto czegokolwiek z nimi robić. Czasem jednak delikatna korekta potrafi diametralnie zmienić zdjęcie. Uważajcie jednak, żeby z tą obróbką nie przesadzić zbytnio, bo końcowy efekt po wywołaniu może być koszmarny. Ja do obróbki zdjęć na komputerze używam programu PhotoScape, a na smartphonie aplikacji VSCO oraz Snapseed. Które zdjęcia obrabiamy? Te, które trafiły do folderu do wywołania, aby ładnie prezentowały się w naszych albumach.


Krok 3 wywołanie
Przebrane i obrobione zdjęcia są już gotowe i czekają na wydruk w odpowiednim folderze. Jeśli masz w domu odpowiednią drukarkę i papier to możesz samodzielnie je wydrukować. Jeśli nie to czeka Cię wizyta u fotografa lub złożenie zamówienia w internetowym sklepie. Ja najczęściej wywołuję zdjęcia w Empiku na www.empikfoto.pl Wybieram format 10x15 jedwabiste. Pamiętaj jednak, że przesyłając zdjęcia do sklepu online zamieszczasz je na specjalnej platformie. Żeby wywołane zdjęcie ładnie się prezentowało trzeba je jeszcze odpowiednio wykadrować już na samej platformie. Jeśli potrzebujesz zdjęć na szybko zawsze możesz wybrać opcję fotografii ekspresowych u fotografa lub chociażby w drogerii Rossmann. Warto jednak wiedzieć, że cena takiego zdjęcia w formacie 10x15 to około złotówki, a jakość nie jest powalająca. Niemniej jednak jeśli potrzebujecie wydrukowanego zdjęcia od ręki to warto z takiej możliwości skorzystać.

Krok 4 przechowywanie
Wywołane zdjęcia warto pięknie przechowywać. Ja uwielbiam mieć zdjęcia w różnych ramkach, które stawiam na półkach lub wieszam na ścianie w formie kolażu. Przechowuję je także w albumach, do których wkładane są tematycznie. Zdjęcia w albumie są opisane datą wykonania, miejscem lub jakimś wydarzeniem, którego dotyczą. Osoby, które nie lubią tradycyjnych albumów mogą skusić się na fotoksiążkę, która znakomicie sprawdzi się w utrwalaniu wspomnień z jakiś wydarzeń np. ślub, chrzciny, wakacje. Ciekawą formą przechowywania zdjęć, cieszącą się coraz większą popularnością jest Project Life. Sama od jakiegoś czasu przymierzam się do tej formy utrwalenia wspomnień. Czym jest Project Life? A niczym inny jak segregatorem (albumem) z małymi koszulkami, do których wkłada się wydrukowane zdjęcia oraz specjalne karty, które uzupełniają kontekst fotografii. To tutaj możemy włożyć różnego rodzaju bibeloty, które z jakiegoś powodu są dla nas ważne w danym momencie albo na karcie opisać jakąś ciekawą historią. Te dodatki uzupełniają nasze zdjęcia tworząc niezapomnianą, kreatywną formę utrwalania wspomnień. 

W porządkowaniu zdjęć ważna jest systematyczność. Regularne stosowanie tych 4 kroków zdecydowanie ułatwi pracę ze zdjęciami. Dzięki temu nasze wspomnienia będą się znakomicie prezentować w naszych albumach, które będziemy z wielką przyjemnością i sentymentem oglądać za kilka lat. Wakacje sprzyjają robieniu zdjęć i bardzo dobrze. Zabierajcie ze sobą aparaty i utrwalajcie najpiękniejsze chwile na niezapomnianych fotografiach. Czekam na Wasze pomysły w jaki sposób przechowujecie zdjęcia. Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

niedziela, 8 lipca 2018

Pół roku z Vision Board! Czy to działa?!



W pierwszym dniu bieżącego roku po raz pierwszy w życiu, zainspirowana ciekawą inicjatywą, stworzyłam swoją Vision Board. Oczywiście tworzyłam ją mając na uwadze jedno małe słówko, które z założenia miało determinować moje życie w tym roku. No i jak mi idzie z tymi moimi postanowieniami noworocznymi. Czerwiec, który niedawno minął wyznaczył granicę połowy roku, co oznacza, że warto zrobić mały "rachunek sumienia" i sprawdzić jak idzie realizacja postanowień. 

Zgodnie z zasadą działania Vision Board, czyli kreatywną mapą marzeń postawiłam ją w widocznym dla mnie miejscu. W związku z tym codziennie, kilka razy w ciągu dnia na nią spoglądam. Oczywiście nie wizualizuje sobie swoich marzeń cały czas, ale od czasu do czasu lubię na nią spojrzeć i pogrążyć się na chwilę w krótkiej refleksji. Pewnie kołacze Wam teraz w głowie pytanie czy to działa? Moim zdaniem tak! Wiadomo całego życia od razu nie zmieni, ale nie o taką zmianę chodzi w noworocznych postanowieniach. Codzienne oglądanie swoich marzeń powoduje, że jesteśmy bardziej zmotywowani i zdeterminowani do ich realizacji. Podświadomie kierujemy swoje działania tak, aby przynajmniej część tych marzeń stała się naszą rzeczywistością


W moim przypadku nie wszystko idzie gładko i nie wiem czy wszystko uda się spełnić. Zobaczymy na koniec roku. Wiem jednak, że wybierając swoje One Little Word i tworząc Vision Board nie miałam żadnych konkretnych planów na obecny rok. Marzyłam o podróżowaniu, ale nawet nie śniło mi się, że stanę na Placu św. Piotra w Watykanie, czy będę spacerować wąskimi uliczkami Wenecji. A jednak się stało! Włochy pokochałam, a w ręku trzymam już bilet do Irlandii. Stałym punktem programu było tylko Zakopane, które rok rocznie odwiedzam. Nie wiedziałam również wtedy, że moja drugą pasją stanie się fotografia, która wciągnie mnie na tyle, aby poprawić swoje umiejętności inwestując w zdobywanie wiedzy u profesjonalistów. Nie miałam pojęcia także, że zadbam o swoje zdrowie i bacznie będę obserwować co znajduje się na moim talerzu. To wszystko i jeszcze więcej 1 stycznia 2018 było tylko w mojej głowie i znalazło odzwierciedlenie w postaci Vision Board. Dlatego właśnie sądzę, że to działa i z niecierpliwością czekam na kolejną połowę roku.

A u Was jak tam idzie z postanowieniami noworocznymi? Pamiętacie jeszcze o nich, czy już dawno leżą gdzieś głęboko rzucone? Może warto je odkurzyć? A może podobnie jak ja stworzyliście swoją Vision Board i wybraliście One Little Word. Jeśli tak, to dajcie koniecznie znać jak Wam idzie! A jeśli nie, to pamiętajcie, że możecie ją stworzyć w każdej chwili, nie czekając na Nowy Rok. 

wtorek, 3 lipca 2018

Make Happy Month - Skrót Czerwca



Czerwcowe podsumowanie wjeżdża z małym opóźnieniem spowodowanym weselną zawieruchą :) Tegoroczny czerwiec był jednym z fajniejszych i intensywniejszych miesięcy. Rozpoczął i zakończył się ślubem, dlatego głównie z nimi będzie mi się kojarzyć. Poza tym czerwiec w tym roku to wspaniały czas spęczony z moim Siostrzeńcem, letnie, deszczowe piwko z przyjaciółkami i oczywiście kibicowanie. Mundial zdecydowanie zdominował ten miesiąc u mnie w domu. Mimo, że strefa kibica przygotowana w celu wspierania polskiej reprezentacji nie przetrwała zbyt długo, to mecze w dalszym ciągu są najczęściej oglądanym "programem" w TV. Czerwiec to również intensywny czas spędzony w naszym pięknym Trójmieście. Mimo, że w trakcie delegacji morze mogę zobaczyć jedynie na zdjęciach w Internecie, to jednak poczułam morską bryzę, która wprawiła mnie w iście wakacyjny nastrój. Niestety blogowo czerwiec nie spełnił moich oczekiwań. Nie udało mi się tu wstawić zbyt dużo wpisów, chociaż ich konspekty dawno mam już naszkicowane. Mam nadzieję, że w lipcu się nieco więcej zadzieje w tym temacie. 


Moje małe lipcowe cele

Lipiec, czyli wakacje w pełni! A jak wakacje to i w końcu upragniony dłuższy urlop. A jak urlop to i moje ukochane Tatry! Już nie mogę się doczekać końcówki lipca i tego wspaniałego czasu. Oczywiście najpierw muszę się co nieco do wyjazdu przygotować, ale wszystko w swoim czasie. Wakacje sprzyjają szlifowi warsztatu fotograficznego, więc zamierzam troszkę pobiegać z aparatem nie tylko w górach. Na ten miesiąc nie mam większych planów. Chcę go spędzić na pełnym luzie, cieszyć się słonecznymi dniami, długimi letnimi wieczorami. Chciałabym troszkę zwolnić, mniej się przejmować i martwić, a jeszcze więcej uśmiechać. Lipiec ogłaszam miesiącem relaksu, dlatego zamierzam zadbać o siebie duchowo i urodowo. W czerwcu nie udało się poleniuchować na tarasie z książką w ręku przy mrożonej kawie, więc przenoszę tę przyjemność na lipiec! A co każdemu się coś od życia należy! :) Niezapomnianych wakacji Kochani!

niedziela, 17 czerwca 2018

Najlepsza wersja siebie, czyli sto dni do 30!


Gdzieś na początku czerwca minęło 100 dni do moich 30 urodzin. W życiu człowieka wejście w nową wiekową dekadę wiąże się z czymś nowym, nieznanym, nieoczekiwanym. Zmieniasz cyferkę z przodu i od razu ludzie oczekują od Ciebie określonych zachowań, które od zawsze są przypisane do wieku. Tylko czy na pewno chcemy żyć zgodnie z utartym schematem? W zeszłoroczne urodziny postawiłam sobie pytanie jaka chcę być w swoje 30 urodziny. Od razu pojawiła się wizja w głowie, pomysły i cele do zrealizowania. W ten sposób chcąc nie chcąc weszłam w projekt Edyty Zając Najlepsza do
  
najlepsza do ...

Najlepsza do to po prostu najlepsza wersja siebie, jaką chciałabym być i jaką siebie widzę. Jednak nie da się być najlepszą wersją siebie nie wkładając w to serca i ciężkiej pracy. Stąd też jakiś czas temu zrobiłam listę celów, marzeń, planów jakie chciałabym zrealizować do swoich 30 urodzin. Nie będę prezentowała tutaj mojej listy, bo jednak jest ona bardzo osobista. Mogę za to zdradzić, że po raz kolejny się przekonałam, że słowo pisane ma tę moc! Na mojej liście znalazło się miejsce zarówno dla tych najmniejszych marzeń jak i największych, pozornie wydających się nie do zrealizowania. Od razu mówię, że nie o bicie rekordów tu chodzi, a o samorozwój. Jeśli coś się uda zrobić, to super jeśli nie to trudno. Oczywiście wkładam w ten "projekt" mnóstwo energii, pracy, czasu i serca, ale tylko do tego momentu, do którego mi się podoba. Nic na siłę, bez zbędnych wyrzeczeń i rozczarowań. Więcej niż rok temu dbam o siebie pod każdym względem. Dbam o to, aby robić coś dla ciała, umysłu i duszy. Staram się nie odkładać na później kursów, podróży, projektów, troski o zdrowie. Z każdym dniem jest mi coraz fajniej z samą sobą. Tych ostatnich sto dni (teraz to już mniej) wolę spędzić na działaniu niż na czekaniu, bo czas i tak ucieknie. Finał mojej najlepszej wersji siebie już 8 września. Trzymajcie za mnie kciuki! :)


Przygotowując wpis o moich stu dniach do 30 urodzin zorientowałam się, że właśnie w czerwcu minęło również 2 lata odkąd założyłam bloga. Zaplanowana.pl jest już ze mną i z Wami od dwóch lat. Przez ten czas troszkę się zmieniła i pewnie ciągle zmieniać się będzie. Siłą rzeczy zaplanowana.pl nierozerwalnie związana jest ze mną, a ja stagnacji nie lubię. Kocham rozwijać się, iść do przodu, poznawać nowe rzeczy. I taki mam nadzieję będzie mój blog. Z zeszłorocznych marzeń część udało się zrealizować, a część uległa modyfikacji, albo jest jeszcze w trakcie realizacji. To z czego najbardziej się cieszę, to z własnych zdjęć. Czasem lepszych, czasem gorszych, ale moich jedynych i niepowtarzalnych, które zapewniają odpowiednią oprawę wszystkim moim wpisom. Oczywiście na kolejny rok blogowych planów mam dużo zarówno wpisowych oraz projektowych. Co z nich wyjdzie czas pokaże, ale nie byłabym sobą, gdybym nie myślała, że zrealizuję je w stu procentach! :) Dlatego Kochani sobie i przede wszystkim Wam życzę kolejnego zaplanowanego roku! :)

czwartek, 31 maja 2018

Make Happy Month - Skrót maja


Maj dla mnie był miesiącem prawie idealnym, aż mi szkoda go żegnać. Uwielbiam ten miesiąc, jego kolory, zapachy i smaki. To miesiąc, w którym wszystko można i wszystko się chce. I właśnie taki był u mnie tegoroczny maj. W przeciwieństwie do kwietnia, w tym miesiąc większość rzeczy poszła zgodnie z planem. Maj zaczął się mocnym akcentem, jakim była wycieczka do Włoch, która  w dalszym ciągu zaznacza swoją obecność w moim życiu. To we Włoszech naładowałam swoje baterie na tyle mocno, że nadal działają i jeszcze długo będą trzymać. Pobyt w słonecznej Italii zainspirował mnie do działania, obudził dotąd ukryte pokłady pozytywnej energii. O tym jak jest tam fajnie już pisałam, zapraszam również po garść praktycznych informacji dla osób wybierających się do Włoch.  No, ale maj to nie tylko Italia! W tym miesiącu udało mi się, w końcu, rozpocząć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona i zaciekawiona kolejnymi lekcjami. Mam nadzieję, że efekty tych lekcji będziecie mogli oglądać tutaj i na Instagramie :) Maj to również końcówka angielskiego. Uporałam się z egzaminem, więc najgorsza część już za mną. I tu znów okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują :) Kwiecień upłynął mi na spędzeniu czasu głównie z rodziną, maj natomiast tak jak chciałam był dużo bardziej mój. Mimo ciągłego biegu znalazłam czas dla samej siebie nie tylko podczas treningu czy biegania. Tak, tak, tak! Ku mojej wielkiej radości powróciłam do biegania! I szybko z niego nie zrezygnuję :) Maj był dla mnie wyjątkowym miesiącem, mam nadzieję, że czerwiec okaże się jeszcze lepszy :)

 

Moje małe czerwcowe cele

Jutro już 1 czerwca, a to oznacza Dzień Dziecka, który w tym roku będę celebrować jak nigdy dotąd. Wiadomo kto jest sprawcą tego zamieszania :) Liczę, że przygotowana niespodzianka się spodoba. Trzymajcie kciuki! Co mnie jeszcze czeka w czerwcu, tego nie wiem, wiem za to, co bym chciała, żeby mnie czekało. Po pierwsze to chcę dokończyć rozpoczęty kurs fotografii. To jest mój priorytet. Chciałabym utrzymać treningowy zapał i skorzystać z wiosennych dobrodziejstw kuchni, aby wzmocnić swoją dość kiepską odporność. Marzy mi się troszkę poleniuchować na świeżym powietrzu, poczytać książkę, poopalać się. Nic specjalnego, a tak relaksującego. Powoli zaczyna się sezon wakacyjny, a więc i w Lublinie zaczyna się dużo więcej dziać niż zazwyczaj. Liczę, że uda mi się wpaść na kilka fajnych kulturalnych lubelskich wydarzeń. Blogowo, jako, że sezon ślubny w pełni chciałabym Wam zaprezentować mój kolejny pomysł na wieczór panieński. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Czerwcu przybywaj! Pięknego miesiąca Kochani! :)

niedziela, 27 maja 2018

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?


Wszyscy wiemy czym jest rytuał, wiec nie ma sensu przytaczać tutaj teraz jego definicji. Pytanie, które tu stawiam i które mnie bardzo interesuje, to czy macie takie swoje codzienne, weekendowe rytuały i czy je celebrujecie? Jeśli tak, to czy ma to jeszcze jakiś sens?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest jasna i brzmi: jak najbardziej tak! Według mnie to właśnie codzienne rytuały tworzą piękne chwile i mówiąc kolokwialnie robią dobrą robotę w naszym życiu. Będąc w ciągłym biegu nie chcemy tracić czasu na rzeczy dla nas pozornie niepotrzebne. Wiem to sama po sobie, bo jeszcze do niedawna tak rozpisywałam plan dnia, że nie było w nim zbyt dużo chwil dla samej siebie. A drobne przyjemności są ważne w naszym życiu, to one nadają mu smaku, umilają nieco szarą rzeczywistość. 

Moje rytuały

Osobiście mam kilka drobnych rytuałów, które lubię celebrować. Nie jest ich za dużo, bo i czasu wolnego nie mam zbyt wiele, jednak tych kilka mnie odpręża sprawiając przy tym przyjemność. W moim przypadku rytuały weekendowe różnią się od tych codziennych. Szara rzeczywistość pracujących dni narzuca pewien, określony rytm, w którym trudno o wolne chwile dla samej siebie. Dlatego tak bardzo lubię celebrować poranną kawę mimo, że zawsze pierwszą piję dopiero w pracy, wieczorną godzinę z ulubionymi serialami oraz bycie w łóżku jeszcze przed 23:00. W weekend jak to w weekend i u mnie jest nieco przyjemniej.  To w weekendy mam czas na spokojną, pyszną kawę w domu lub przy pięknej pogodzie na tarasie, na niedzielne wieczorne domowe SPA, po którym zawsze wychodzę uśmiechnięta i nieco więcej czasu spędzonego oglądając filmy lub czytając książkę.


Stwórz własne rytuały

Ciekawa jestem jakie są Wasze rytuały. Jeśli myślicie, że ich nie macie, to jestem przekonana, że się mylicie. One gdzieś są, tylko jeszcze sobie tego nie uświadomiliście. W jaki sposób to zrobić? Najlepiej wziąć kartkę papieru i spisać cały swój dzień, wszystko to co w nim robicie od momentu wstania do momentu pójścia spać. I tak przez cały tydzień. Na powstałym spisie zaznaczcie co Wam sprawia przyjemność, co stanowi zwyczajną rutynę, a czego nie lubicie robić. Pamiętajcie, że mogą to być drobne, małe zwyczaje, które mają dla Was jakieś szczególne znaczenie. Szybko zobaczycie ile wykonujecie małych czynności, które są dla Was czystą przyjemnością. Na koniec wprowadźcie je do życia na stałe i celebrujcie najlepiej jak umiecie, chyba, że już to robicie. 

Na koniec jeszcze raz powtórzę, że warto dbać o małe rytuały, które nas określają. To one pozwalają się oderwać od problemów, sprawiają, że w trudnym dniu wraca nam uśmiech na twarzy. Twórzcie ich jak najwięcej i dbajcie o nie, codziennie je pielęgnując, bo to one sprawiają, że świat staje się piękniejszy :)

niedziela, 13 maja 2018

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji


Zapraszam Was na kolejny włoski wpis. Dzisiaj przedstawię kilka praktycznych informacji dotyczących włoskich wakacji. Nie byłabym sobą, gdybym podczas swojego krótkiego pobytu nie dokonała pewnych obserwacji, którymi się chętnie z Wami podzielę. Oczywiście odnoszę się tylko do miejsc, w których byłam, a więc Rzym, Asyż, Wenecja. O mojej włoskiej przygodzie już co nieco wiecie, więc czas na kilka porad. To po kolei :)


CENY
Muszę przyznać, że Włochy zaskoczyły mnie wielokrotnie. Planując wycieczkę jeszcze w Lublinie brałam pod uwagę dużo wyższe ceny niż w rzeczywistości zastałam we Włoszech. Najtańszy okazał się Rzym, a najdroższa Wenecja. Wenecja czerpie wciąż ze swoich dawnych kupieckich czasów, przez co ceny tam są nawet dwukrotnie wyższe niż w innych włoskich miejscowościach. Rzym pod tym względem pozytywnie mnie zaskoczył. Ceny pamiątek oscylują między kilka a kilkanaście euro. Magnes na lodówkę kosztuje 1 euro, koszulki dla dzieci 5-10 euro, a drewniana zabawka Pinokio około 5 euro. A propos Pinokio, jest on zdecydowanie typową, włoską zabawką-pamiątką. Można go dostać na każdym stoisku, w każdej miejscowości i w każdej możliwej postaci. W Wenecji natomiast obok Pinokia zakupić można wenecką maskę, której koszt to od około 8 euro wzwyż. Sklepiki z pamiątkami w Rzymie, Wenecji i Asyżu są na każdym kroku w samym centrum tych miejscowości. W kwestii pamiątek warto dodać, że znane nam wszystkie papieskie różańce z Watykanu wcale nie są papieskie. Papież Franciszek w żadnym wypadku ich nie święci, a żeby było śmieszniej to często produkowane są w naszej rodzimej Częstochowie. Koszt takich różańców to około1 euro za sztukę.


JEDZENIE
Jeśli chodzi o włoskie smakołyki to pizza na kawałki, czy porchetta, czyli bułka ze świnką kosztują  około 4 euro. Dwie gałki lodów to około 2 euro. Lody są przepyszne i smakiem przypominają te nasze lubelskie z Bosko. Kto był w Bosko ten zna ten smak :) Ceny kawy plasują się między 1 a 2 euro. Najlepsze oczywiście jest włoskie cappuccino! Taniej jest w supermarketach, gdzie np. makarony można kupić już za 0,5 euro. Makarony w tych cenach są najczęściej jadane przez Włochów, dlatego nie warto przepłacać za te droższe, które najczęściej przeznaczone są na eksport. Jadąc autem lub autokarem na trasie spotkać można autogrille, czyli sklepy które są takimi mini marketami. Tutaj można kupić typowo włoskie wino, piwo, słodycze, które są w bardzo przystępnych, często promocyjnych cenach.


SJESTA
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu podejście do pracy Włochów jest nieco inne niż Polaków. To co ich najlepiej określa, to pełen luz niezależnie od sytuacji. Na wszystko mają czas, wszystko da się załatwić i ogólnie nic nie jest problemem. W sklepach Włosi nie przepadają za zbyt dużym tłumem do obsługi. Jednak w żadnym wypadku rosnąca kolejka do kasy nie zestresuje ich, nie mówiąc już o pospieszeniu. Włoskie confusione, czyli zamieszanie jest tu na porządku dziennym. Sjesta jest ściśle przestrzegana przez Włochów. W Wenecji na własne oczy widziałam, jak punktualnie o 12:00 pan zabrał swój kram z pamiątkami i powrócił punktualnie o 14:00. Przez te dwie godziny Plac św. Marka był wolny od sprzedawców. Warto o tym pamiętać planując swój przyjazd do słonecznej Italii. 


TRANSPORT
Wybierając się do Włoch samochodem należy pamiętać, że Włosi dosłownie jeżdżą jak chcą. Dla Polaków, którzy mimo wszystko, mniej lub bardziej przestrzegają przepisów ruchu drogowego, parkowanie na środku ronda może być lekkim szokiem. Tak, tak Włosi potrafią zostawić samochód gdziekolwiek i pójść napić się kawy. Podczas codziennych, gigantycznych korków na Grande Raccordo udowadniają, że chcieć to móc i z 3 pasów robią 5. Dlatego po Rzymie lepiej podróżować metrem, którego dwie linie są doskonale oznaczone i prowadzą do wszystkich najważniejszych zabytków w mieście. Koszt jednorazowego biletu to 1,5 euro.


JĘZYK
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o języku angielskim. Jadąc do Rzymu nie liczcie na to, że sobie w nim pogadacie. Niewielu Włochów mówi po angielsku, albo zwyczajnie nie chce tego robić. Lubią swój język i lubią jak inni się nim posługują. Co ciekawe, rocznie musi przybywać tam sporo Polaków, bo w większość restauracji czy sklepów często witają nas zwrotami dzień dobry, dziękuję, do widzenia oczywiście wymawiając wszystkie zwroty jednocześnie. 

Włochy to piękny kraj, który z całą pewnością warto odwiedzić. Tych kilka praktycznych informacji może okazać się niezwykle cenne dla osób planujących wycieczkę do tego kraju. W dalszym ciągu uważam, że Rzym warto zwiedzać z przewodnikiem, pilotem, który przeprowadzi nas przez wszystkie tajniki wiecznego miasta jednocześnie opowiadając o codziennym życiu współczesnych Włochów. Ja na razie mówię Włochom arrivederci, bo wiem, że kiedyś jeszcze tam wrócę, a Wy?? :)

niedziela, 6 maja 2018

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda



Słoneczna Italia, kto był ten wie, jak jest tam pięknie, kto nie był koniecznie powinien ją odwiedzić. Mimo, że we Włoszech byłam zaledwie kilka dni, to na dobre zdążyłam pokochać ten kraj. I jak dotąd ze wszystkich miejsc, które miałam przyjemność odwiedzić Londyn zawsze ze wszystkimi wygrywał, tak tym razem Rzym skradł moje serce. Zresztą nie tylko Rzym, ale po kolei. 

Jak znalazłam się we Włoszech?
Rzym od dawna był na mojej liście miejsc, które chciałabym w swoim życiu odwiedzić. Od początku roku Włochy były na tapecie tegorocznych wyjazdów. Tyle, że początkowo w grę wchodził Mediolan - loty z Lublina nie są drogie, więc wybór padł na niego. Jednak w chwili kiedy pomysł Mediolanu upadł na jego miejsce pojawił się Rzym. Od zawsze jednak wiedziałam, że jak Rzym to i wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem, bo jak inaczej zwiedzać wieczne miasto. W biurze podróży oferowali wraz z wycieczką do Rzymu również Wenecję i Asyż. Czemu, więc nie zobaczyć więcej i tak upiekłam 3 pieczenie na jednym ogniu :) O samej wycieczce, transporcie i "życiu" we Włoszech napiszę parę słów w kolejnym włoskim poście. 



Jak nie kochać Włoch?
Od teraz Włochy będą mi się kojarzyć z pyszną pizzą, wyśmienitą kawą, nieograniczoną dawką słońca, niekończącą się sjestą i piosenką Despacito na każdym kroku. To tak, smak pizzy zaskoczył nawet mnie, czyli osoby nie będącej fanem tego przysmaku. Niemniej jednak włoska pizza to inne ciasto, inny ser niż to co podawane jest w Polsce i jak widać robi to dużą różnicę. Kawa - lepszej nie piłam w życiu. Cappuccino jest tak tanie, a jednocześnie pyszne, że można je pić non stop. W smaku nie równa się żadnej innej kawie. Najlepsze w San Paolo fuori le Mura. Długo nie zapomnę tego smaku! O niekończącej się włoskiej sjeście pewnie krążą już legendy. Podejście Włochów do pracy jest zupełnie inne niż Polaków. Oni zwyczajnie niczym się nie przejmują, na wszystko mają czas, nic nie jest problemem. Muszę przyznać, że to bezstresowe włoskie życie bardzo przypadło mi do gustu. Muszę niektóre elementy wprowadzić u siebie :) I wreszcie Despacito słyszana na każdym kroku. Idąc ulicami Rzymu nawet nie próbuję zliczyć ile razy słyszałam tę piosenkę śpiewaną przez całe grupy ludzi. Mały minusik to tłumy zwiedzających, które zachęcają złodziei do kradzieży. W Wenecji i Rzymie złodziei jest dużo. Kradną głównie małe dziewczynki, które w tym kraju za takie przewinienie są bezkarne. Dlatego trzeba zachować czujność i mieć oczy dookoła głowy. 


Co udało się zobaczyć?
Nie jestem w stanie wymienić teraz wszystkich miejsc, które udało mi się zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Już sam fakt, że zobaczyłam Morze Adriatyckie i Alpy wprawił mnie w osłupienie. Na dobry początek była Wenecja, która zachwyciła mnie swoim pięknem. Muszę tutaj jednak przyznać, że zawsze wyobrażałam sobie ją nieco inaczej. Zazwyczaj wszędzie pokazywane są weneckie kanały, a tymczasem to co dla mnie najpiękniejsze to plac św. Marka z Bazyliką i znajdującym się w niej Złotym Ołtarzem - jedynym w swoim rodzaju. Z kolei Asyż to dużo spokojniejsze miasteczko, a jednakowo piękne. Zdominowany przez św. Franciszka potrafi zachwycić swoim urokiem. W końcu Rzym, którego piękna nie da się opisać, trzeba je zobaczyć. Koloseum, Forum Romanum i cała reszta zachwyca formą, wielkością i swoją historią. Mi chyba jednak najbardziej do gustu przypadły Schody Hiszpańskie, które udało mi się zobaczyć z kwiatową dekoracją. No i wreszcie Watykan, miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dzięki wspaniałemu pilotowi udało nam się dotrzeć na generalną audiencję i na żywo zobaczyć papieża Franciszka oraz wejść do Muzeów Watykańskich. Freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej robią wrażenie! O Bazylice św. Piotra nie już będę nic pisać, ją trzeba zobaczyć.

Taki to właśnie był mój długi weekend majowy. Z całą pewnością długo go nie zapomnę i równie długo będę o nim opowiadać. Włochy mnie zauroczyły i z całą pewnością jeszcze do nich wrócę. A Wy jak spędziliście majówkę?? Czekam na Wasze historie :)

sobota, 28 kwietnia 2018

Make Happy Month - Skrót Kwietnia


Muszę przyznać, że dawno mnie tu ostatnio nie było. Dłuższa nieobecność nie była spowodowana lenistwem, a zwyczajnie brakiem czasu. W moim przypadku kwiecień był tak intensywnym i niesamowitym miesiącem, że nie pamiętam kiedy ostatnio taki miałam. Ten miesiąc rozpoczęły Święta Wielkanocne, a zakończył rodzinny zjazd. Nie pamiętam już nawet, kiedy mój dom, aż tak tętnił życiem. Z całą rodziną u boku i z dwójką kilkunastomiesięcznych dzieci ciężko znaleźć czas na chwilę dla siebie, a już na pewno na twórczą pracę. W mój dotąd spokojny dom wtargnął chaos i zamieszanie, ale nie powiem dość przyjemne. I tym właśnie była spowodowana moja chwilowa nieobecność tutaj. Jednak jako gorąca zwolenniczka planowania i wyrabiania dobrych nawyków nie mogłam odpuścić wszystkich wpisów w miesiącu. Jestem marzycielką z realistycznymi przebłyskami, więc zdążyłam się już nauczyć, że nie na wszystko mamy wpływ. Jeśli coś robię to najlepiej jak potrafię, "po łebkach" nie wchodzi u mnie w grę. Dlatego zdecydowałam się zniknąć na ten miesiąc i zająć się rodziną, której nie widziałam od kilku lat. Niemniej jednak, jeśli jakiś tekst miał powstać to od początku wiedziałam, że będzie to moje tu i teraz, czyli Make Happy Month. A jako, że jadę właśnie na długo wyczekiwany urlop, to wpis powstaje z drogi do malowniczych i słonecznych Włoch! To jaki był ten kwiecień? W skrócie intensywny, inspirujący i pełen rodzinnych przygód. To czas dopinania wszystkiego na ostatni guzik w pracy i w domu, aż wreszcie czas planowania najbliższego urlopu. W kwietniu znalazłam również chwilę na powrót do moich noworocznych postanowień, ale o tym już niedługo kilka słów znajdziecie na blogu.

Moje małe majowe cele
Przełom kwietnia i maja rozpoczynam we Włoszech. Nie ma więc szans, że urok wiecznego miasta nie doda mi skrzydeł do dalszego działania. Chciałabym, żeby ten miesiąc był również intensywny, ale już bardziej mój. Wciąż uczę się znajdować czas tylko dla siebie i celebrować tych kilka minut z samą sobą. Dlatego u mnie maj to z całą pewnością miesiąc z Ewą Chodakowską, a jeśli pogoda dopisze, to może uda się powrócić do biegania. Na pogodę w kwietniu nie mogłam narzekać, więc mam nadzieję, że maj będzie również słoneczny. To słońce dodaje energii i sprawia, że chce się więcej i więcej. Dlatego też uważam, że to najlepszy czas na długo odkładany kurs fotograficzny. Zwarta i gotowa zabieram się za aparat tuż po powrocie do Lublina. W tym miesiącu również kończę kurs angielskiego, więc pewnie mogę spodziewać się jakiegoś egzaminu. Siłą rzeczy będę musiała troszkę nad nim popracować. Z jednej strony się cieszę, że kurs dobiega końca, bo zwalniają mi się dwa popołudnia w tygodniu, a z drugiej strony tak polubiłam te angielskie popołudnia, że szkoda mi się z nimi rozstawać. Blogowo chciałabym wstawić tu kilka ciekawych wpisów między innymi o nawykach oraz powrócić troszeczkę do postanowień noworocznych. Pamiętacie o nich jeszcze?? :) Ja swoje krok po kroku realizuję! Tymczasem uciekam szukać inspiracji, podziwiać piękno i odkrywać tajemnice Włoch. Wam Kochani życzę wspaniałego maja, już od jego pierwszych dni. Czy właśnie odpalacie grilla, czy pakujecie się na super wyjazd, czy zwyczajnie siedzicie w domach życzę udanego odpoczynku! Pięknego maja! :)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Share Week 2018


Niespełna 2 lata temu podjęłam decyzję o wystartowaniu ze swoim blogiem. Nie miałam wtedy do końca świadomości jak bardzo jego prowadzenie wpłynie na moje codzienne życie. Nie spodziewałam się, że aparat zostanie moim najlepszym przyjacielem, a to co będę głównie czytać w Internecie to blogi innych osób. Gdyby dzisiaj, ktoś zapytał mnie czy było warto, z całą pewnością odpowiedziałabym, że tak. Bo to właśnie prowadzenie bloga nauczyło mnie takich rzeczy, o których do niedawna jeszcze mi się nawet nie śniło. I tak jakoś krok po kroku, miesiąc po miesiącu na dobre wsiąkłam w blogosferę, która z każdym rokiem rozwija się coraz bardziej i która mnie nigdy nie zawodzi. Znaleźć tu można blogi praktycznie na każdy temat, tworzone z pasji do tego co się tworzy. I chyba to, że blogosfera tak dobrze się rozwija jest w niej najfajniejsze. Każdy może znaleźć tu coś dobrego, przydatnego dla siebie zarówno bloger jak i czytelnik. 

SHARE WEEK

W ubiegłym roku po raz pierwszy spotkałam się z akcją Andrzeja Tucholskiego Share Week. Poznałam ją w chwili kiedy się już kończyła i sama nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się wziąć w niej udział. Człowiek uczy się na swoich błędach i dzisiaj naprawiam, to co zaniedbałam rok temu. Na początek może kilka słów o samej akcji. Share Week polega na polecaniu blogów przez innych bloggerów. Na swoim blogu tworzy się wpis dotyczący polecanych autorów oraz wysyła zgłoszenie do organizatora, czyli Andrzeja Tucholskiego. W ten sposób powstaje lista ciekawych, godnych uwagi blogów. Wiecie już na czym polega Share Week, czas więc na moje polecenia. W tym roku postawiłam na trzy blogi kobiet tworzone z pasją i zaangażowaniem, które widać zaraz po pierwszym kliknięciu. Ich tematyka jest inspirująca, bliska memu sercu i taka do której często wracam. 



Blog, który śledzę prawie od początku jego istnienia. Paulina w ciekawy, jedyny i niepowtarzalny sposób pisze o modzie, modelingu i podróżach, które z racji wykonywanego zawodu są nieodłącznym elementem jej życia. Blog Pauliny to lifestyle będący jednocześnie skarbnicą wiedzy o kulisach modelingu, sesji zdjęciowych czy kampaniach reklamowych. I mimo, że jest to świat tak bardzo daleki ode mnie, to z wielką przyjemnością wracam na Paulina G Lifestyle, aby przeczytać każdy kolejny wpis. To tutaj mogę znaleźć ciekawe informacje o zwyczajach i obyczajach mieszkańców innych krajów widzianych oczami osoby mieszkającej, a nie jedynie przebywającej na wakacjach. Lubię regularnie czytać bloga Pauliny, śledzić każdy nowy post. Jej wpisy i zdjęcia, często z sesji zawsze są perfekcyjnie wykonane, miłe dla oka, dlatego są dla mnie niemałą inspiracją. 


Na tego bloga natrafiłam z polecenia koleżanki, która opowiedziała mi o wyśmienitym chlebie, przygotowanym właśnie z przepisu znalezionego na blogu Natalii. Od tamtej pory wielokrotnie do niego wracałam. Simplife to miejsce pełne harmonii, spokoju a tak bardzo inspirujące. Znaleźć tu można ciekawe przepisy (własnoręcznie upieczony chlebek ze wspomnianego już przepisu na dobre zagościł u mnie w domu!) mnóstwo psychologicznej motywacji oraz interesujące treści dotyczące organizacji. Nietrudno zgadnąć, że to właśnie ten ostatni punkt jest mi najbliższy. Graficzna oprawa bloga w połączeniu z fajnymi wpisami sprawia, że czerpię z niego motywację, przez co często tutaj zaglądam i chętnie wracam.


Kreatywny blog lifestylowy obok, którego nie można przejść obojętnie w sieci. Każdy wpis stworzony przez Kasię daje mi dużą dawkę pozytywnej energii, pobudza kreatywność i inspiruje do działania. To właśnie z poradami Kasi stworzyłam swój pierwszy scrapbookingowy album, będący prezentem na wieczór panieński mojej przyjaciółki. Kreatywne planowanie jest tu na porządku dziennym, które z każdym kolejnym wpisem staje mi się coraz bliższe. Blog o bardzo bliskiej mi tematyce, który uwielbiam czytać. Graficznie jedno z ładniejszych miejsc, jakie spotkałam w sieci. Nie dziwi więc fakt, że worqshop zajął pierwsze miejsce w zeszłorocznym Share Week! W pełni zasłużenie. 

Te trzy polecone przeze mnie blogi są miejscami, do których lubię zaglądać, którymi nigdy się nie nudzę i zawsze odnajduję ciekawe treści. Do tych autorek wracam najczęściej, jednak lista lubianych przeze mnie blogów jest dużo dłuższa i stale się powiększa. Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione blogi. Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

sobota, 31 marca 2018

Make Happy Month - Skrót Marca


Marzec to tulipany, słońce i zapach budzącej się do życia przyrody. Takie są moje pierwsze skojarzenia związane z tym miesiącem. I nie byłyby one całkiem oderwane od rzeczywistości, gdyby od kilku dni, za oknem nie dominował na zmianę śnieg, deszcz, mróz. Jak dotąd zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale miejmy nadzieję, że to jej już ostatnie tchnienia.Tak czy siak marzec to piękny miesiąc, taki na który czekam cały rok. Z jednej strony zawsze jeszcze w lutym wierzę, że wiosna przyjdzie z pierwszymi jego dniami, a z drugiej za każdym razem zima przeciąga się w nieskończoność co wywołuje u mnie złość i znużenie. Dziwny ten miesiąc, ale mimo to jeden z moich ulubionych. Tegoroczny marzec minął mi niczym mrugnięcie okiem. Jak przeczytałam dzisiaj swoje małe marcowe cele to chyba pierwszy raz nie udało mi się ich zrealizować! No może poza treningami, które w tym miesiącu były w miarę systematyczne. Reszta odroczona na kolejny miesiąc albo jeszcze później. Tak to już bywa, że nawet u osoby lubiącej planować i mieć wszystko dopięte na ostatni guzik czasem wszystkie plany idą w łeb. Marzec był bardzo intensywnym miesiącem, bogatym w nowe doświadczenia i niespodziewane zdarzenia. Na rodzinne i zawodowe obowiązki poświęcałam tyle czasu, że na siebie mi go zabrakło. A tak chciałam, żeby marzec był miesiącem kobiet! Przełom marca i kwietnia to wielkanocny czas, a więc i odrobina wolnego. Długo czekałam na tych kilka dni wytchnienia i mam nadzieję, że uda mi się wtedy w stu procentach odpocząć, bo kwiecień będzie jednym z ciekawszych miesięcy tego roku :)

Moje małe kwietniowe cele
Kwiecień plecień, bo przeplata - trochę zimy trochę lata głosi stare przysłowie, a ja ciągle liczę na więcej tego lata! Kwiecień to piękny czas, więc liczę na więcej przyjemności na świeżym powietrzu. Trzeba się dotlenić po zimie :) To również miesiąc z jednej strony intensywnej pracy zawodowej, a z drugiej organizowania długiego weekendu majowego, który w tym roku zapowiada się niesamowicie. Jednocześnie to końcówka kursu angielskiego, więc czas podkręcić tempo i przysiąść do niego nieco bardziej niż ostatnio. W końcu wakacyjne wojaże zbliżają się wielkimi krokami, fajnie byłoby już móc biegle porozmawiać. Kwiecień to także przyjazd mojej długo niewidzianej siostry ciotecznej z Irlandii z całą swoją wesołą ferajną. To również imieniny mojego najukochańszego (w sumie to jedynego :D) siostrzeńca, dla którego prezent już do mnie jedzie. Hucznej imprezy tym razem chyba nie będzie, ale może można liczyć na jakieś małe party. Tak, ten miesiąc zapowiada się zdecydowanie rodzinnie. I taki właśnie jest mój główny cel na kwiecień, aby spędzić go jak najbardziej rodzinnie i przyjemnie. Oczywiście chciałabym znaleźć również troszkę czasu dla samej siebie i nadrobić przynajmniej w części to czego nie udało mi się zrealizować w marcu.

Jako, że jesteśmy tuż przed Świętami Wielkanocy chciałam Wam z całego serca życzyć zdrowych, spokojnych i przede wszystkim radosnych Świąt! Pogody ducha nie tylko w święta, ale i tej za oknem również. Wesołych Świąt!

niedziela, 25 marca 2018

Good Morning Monday

 

I zaraz znów poniedziałek, chciałoby się powiedzieć w niedzielny wieczór. Kończy się weekend i to pewnie ta wizja rychłego powrotu do codziennych obowiązków spowodowała, że ten pierwszy dzień tygodnia został tak bardzo przez wszystkich znienawidzony. Ale czy każdy poniedziałek musi być tak straszny? Czy do każdego musimy podchodzić z taką niechęcią? A może warto zrobić z niego najfajniejszy dzień w tygodniu? To jak polubić poniedziałki?? :)

Pierwszy krok do polubienia poniedziałku to zmiana nastawienia. Przy porannej kawie pitej z rodziną lub znajomymi zamiast narzekać zacznij zarażać optymizmem. Pozytywne myślenie to pierwszy krok do sukcesu. Poniedziałek to początek tygodnia, a więc i nowe otwarcie. Zazwyczaj wszystko co nowe wzbudza w nas ekscytację, nie rozumiem więc dlaczego do początku tygodnia podchodzimy tak ponuro. Myślę, że podejście do tematu nieco bardziej optymistycznie sprawiłoby, że ten dzień byłby o wiele milszy. Poza tym pamiętajcie o tym, że nasze myśli często znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dlatego nie warto marudzić i ściągać negatywnych zdarzeń. Pamiętaj też o tym, że poniedziałek jest dniem rozruchowym dla większości osób. W związku z tym, wbrew pozorom rzadziej dostajesz wtedy maile i odbierasz telefony. Tym samym luźniejszy czas możesz wykorzystać na nadrobienie zaległości. 


Tajemnica dobrego poniedziałku tkwi w dobrej organizacji. Już w piątek zadbaj o swój poniedziałek. Wyrób w sobie nawyk piątkowego sprzątania. Nie zostawiaj bałaganu na biurku i w swoim otoczeniu (przyjemniej wraca się do pracy, gdy masz czysto na biurku). W piątek postaraj się dokończyć wszystkie albo większość spraw, tak aby móc odpocząć w weekend i ze spokojną głową wrócić w poniedziałek. Dobre rozplanowanie tygodnia, a może nawet i dnia wprowadza porządek w Twoim rozkładzie. Czasem wystarczy zapisać jedynie listę rzeczy do zrobienia z zaznaczeniem tych najpilniejszych. To nie pozwala wprowadzać chaosu w Twój dzień, dzięki czemu nie jesteś tak sfrustrowana. Pamiętając, że nowy tydzień to nowe otwarcie zapomnij o problemach sprzed weekendu i wejdź w poniedziałek ze świeżą energią. Rozpocznij dzień z werwą i uśmiechem na twarzy. Nie pozwalaj sobie na zbyt długie rozleniwienie, bo nie ułatwi Ci to powrotu do codzienności. Weź pod uwagę, że to właśnie w poniedziałek powinnaś mieć w sobie najwięcej pokładów energii, które dał Ci weekendowy wypoczynek. Z każdym kolejnym dniem będziesz już coraz bardzie zmęczona i znudzona. 

Pamiętaj, że dobrze zaplanowany poniedziałek, rozpoczęty z uśmiechem na twarzy to fajny poniedziałek. Nie warto więc się do niego z góry źle nastawiać, tylko po to żeby móc narzekać przez cały dzień. Zdecydowanie lepiej podejść do niego z pozytywnym nastawieniem, zaciekawieniem pasującym nowym wyzwaniom. Wtedy od poniedziałku nie będziesz w kółko powtarzać byle do piątku! Miłego poniedziałku! :)

niedziela, 11 marca 2018

Marzec miesiącem kobiet - czemu nie??



A dlaczego by marca nie okrzyknąć miesiącem kobiet. Jeśli luty przez jedne jedyne Walentynki nosi miano miesiąca miłości, to spokojnie marzec powinien być najbardziej kobiecym miesiącem. Idąc tym tropem my Panie powinnyśmy poświęcić sobie zdecydowanie więcej czasu i uwagi. W dzisiejszym świecie pełnimy mnóstwo ról wypełniając przy tym jeszcze więcej obowiązków. Nie ma się co łudzić, ich znaczną część narzuciłyśmy sobie same dążąc do ciągłej perfekcji w każdej dziedzinie naszego życia. I w ten właśnie sposób sprzątamy, gotujemy, pierzemy, opiekujemy i bawimy się z dziećmi, robimy zakupy, pracujemy rozciągając przy tym dwudziestoczterogodzinną dobę do jej granic możliwości. Ostatnio gdzieś przeczytałam o badaniach IPSOS, zgodnie z wynikami, których współczesna kobieta w Polsce, jest postrzegana jako osoba niezależna, ambitna, pracowita, dbająca o siebie. W 100% zgadzam się z tym wynikami, ponieważ w moich oczach również jesteśmy niezależne, ambitne. Dodałabym jeszcze wielozadaniowe, bo my kobiety potrafimy robić milion rzeczy jednocześnie i często z tej umiejętności korzystamy. Praca, rodzina to wszystko daje nam spełnienie, jest dla nas najwyższą wartością, której bronimy za wszelką cenę. Współczesna kobieta zmieniła się na przestrzeni lat. Coraz rzadziej jest kurą domową, która nie pracuje zawodowo, a coraz częściej dwoi się i troi, aby pogodzić pracę z rodziną. Próba pogodzenia tych dwóch różnych biegunów pochłania nas całkowicie. W ten sposób gdzieś między praniem, a gotowaniem gubimy swoje dawne marzenia, pragnienia. Po całym ciężkim dniu zmęczenie bierze górę i na samorealizację braknie czasu i siły.


A gdyby tak na chwilę odpuścić i poświęcić sobie nieco więcej czasu. Myślę, ze wtedy większość z nas odnalazłaby w sobie nieznane dotąd pokłady pozytywnej energii. Drogie Panie nie zapominajmy o tym, że nie jesteśmy same na tym świecie. Przekazanie części obowiązków mężczyznom z całą pewnością ułatwiłoby nam życie i dało trochę wolnego czasu. Nauczmy się pamiętać o sobie nie tylko od święta. Nie dajmy się zaszufladkować do pełnienia określonych ról i jednocześnie same się nie szufladkujmy. Wielokrotnie to nasze dążenie do perfekcji powoduje w nas samych frustrację i zmęczenie. Nie we wszystkim musimy być najlepsze, czasem wystarczy trochę odpuścić, aby być szczęśliwą. Świat nas postrzega jako osoby niezależne, ambitne i dbające o siebie i takie właśnie bądźmy. Znajdźmy czas dla samych siebie, odpocznijmy, zadbajmy o siebie. Wygospodarujmy w ciągu dnia chwilę dla nas. Niech to będzie kawa z przyjaciółką, zakupy, kino, trening czy chociażby domowe SPA we własnej łazience. Dbajmy o takie małe chwile i celebrujmy jej z należną im starannością. Zdejmijmy część obowiązków z siebie, a w zamian pamiętajmy o własnym rozwoju. Realizowanie swoich marzeń, planów, pasji dodaje skrzydeł i sprawia, że czujemy się szczęśliwsze. 

Drogie Pani mam nadzieję, że wy same pamiętacie o sobie na co dzień, a wasi najbliżsi doceniają Was nie tylko podarowaniem tulipana w Dzień Kobiet. Zastanówcie się, co możecie zrobić dla samych siebie, jak w siebie zainwestować i to zróbcie. Nie czekajcie ani dnia dłużej, bo czas i tak upłynie. Nie poświęcajcie się za wszystko i za wszystkich, dbajcie o swoje samopoczucie. Pamiętajcie, że jesteście kobietami z krwi i kości i jeśli Wy o siebie nie zadbacie, to nikt tego za Was nie zrobi. Nie pozwólcie ciągnąć się w dół i bądźcie szczęśliwe. Tego sobie i Wam życzę! :)

niedziela, 4 marca 2018

Złodzieje czasu - co to takiego?


Złodzieje czasu inaczej nazywane pożeraczami, to świadome i nieświadome bezproduktywne czynności. Doba ma aż i tylko 24 godziny, których rozplanowanie i wykorzystanie zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Pewnie nie raz zastanawiałaś się jak to jest, że osoby, które mają więcej obowiązków bez problemu je wszystkie realizują i jeszcze znajdują czas na przyjemności. A Ty mając mnóstwo wolnego nie wyrabiasz się z ogarnięciem jednej sprawy. Dzieje się tak, ponieważ Ci pierwsi zazwyczaj lepiej i efektywnie organizują swój czas, tak aby nie było w nim zbyt dużo miejsca na jego złodziei. Nauczyli się je eliminować ze swojej codzienności albo zdecydowanie ograniczać. Pokażę Ci teraz najczęściej występujące pożeracze czasu. 

Telewizja
Zastanawiałaś się ile czasu spędzasz każdego dnia przed telewizorem. Przeciętny Polak dziennie spędza 4 godziny i 36 minut oglądając telewizję. Pomyśl teraz, co można zrobić produktywniejszego przez ponad cztery i pół godziny niż bezmyślne gapienie się w ekran. Zastanawiam się, czy czas spędzony przed telewizorem pozwala nam tak naprawdę odpocząć, czy jest najprostszym, najłatwiej dostępnym sposobem na nicnierobienie. Jeśli nie chcesz całkowicie pozbywać się telewizora ze swojego otoczenia, co jest dla mnie zrozumiałe, możesz ograniczyć jego włączanie wyłącznie do tych programów, które Cię naprawdę interesują. Zrób "rachunek sumienia" i przeanalizuj co i dlaczego oglądasz.

Social Media
Kto z Nas nie zajrzał dzisiaj na Facebook'a albo Instagram'a ręka do góry. Jestem przekonana, że dla większość z Nas była to pierwsza czynność, którą zrobiliście zaraz po przebudzeniu. Nie ma co się łudzić, kochamy podglądać znajomych i nieznajomych. Dlatego codziennie każdy z nas przeciąga facebookową tablicę oglądając co, kto, z kim, jak i dlaczego, wpędzając się przy tym w uczucie zazdrości i samotności. Na początek radzę wyłączyć powiadomienia w telefonie i spróbować wyrobić w sobie nawyk zasypiania i budzenia się bez telefonu w ręku. 


Z telefonem non stop w ręku
Z podglądaniem ludzi w Social Mediach silnie związane jest ogólne przeglądanie Internetu w swoim smartfonie. W dzisiejszych czasach dzwonienie jest jedną z jego wielu funkcji, niekoniecznie najczęściej używaną. Przeczytałam ostatnio, że 63% użytkowników smartfonów korzysta z nich co każde 30 minut. Przyzwyczailiśmy się do życia z telefonem w ręku. Przeglądamy Internet, sprawdzamy aplikacje niemalże wszędzie: w domu, pracy, szkole, autobusie, przychodni itp. Zazwyczaj bezmyślnie wchodzimy na różne strony, nie szukając niczego konkretnego, co wciąga nas bez pamięci. Zdecydowanie nie jest to najlepszy nawyk, jaki w ostatnim czasie w sobie wyrobiliśmy. Przyznam się szczerze, że mi w przestaniu spędzania życia z telefonem w ręku pomógł mój mały siostrzeniec. Opieka nad małym dzieckiem i zabawa z nim wymagała ciągłej uwagi, przez co telefon leżał gdzieś rzucony w kąt. Nie miałam czasu i szczerze ochoty zajrzeć nawet do niego. Inna sprawa, że mały też lubi telefony, laptopy i tablety, więc od pewnego czasu trzeba je przed nim chować. Niemniej jednak znalezienie sobie zajęcia, które Cię całkowicie pochłonie spowoduje, że przestaniesz siedzieć ciągle z telefonem, bo zwyczajnie nie będziesz się już tak nudzić.

Bycie mało asertywnym
Asertywność to umiejętność, której trzeba się nauczyć i którą trzeba wytrenować. Nie jest łatwo mówić nie. Z doświadczenia wiem, ile razy zgodziłam się na coś, bo wypada, a tak naprawdę tego nie chciałam. W ten sposób znajdywałam się w miejscach, w których nie chciałam być, z ludźmi, z którymi nie zawsze miałam chęć rozmawiać i robiłam, rzeczy, których nie chciałam robić. Swoje obowiązki i przyjemności musiałam wtedy odłożyć na później. Ucząc się mówić nie wtedy kiedy coś Ci nie odpowiada odda Ci mnóstwo wolnego czasu, który wykorzystasz tak jak będziesz chciała. 

Życie życiem innych
Każdy z nas ma na swoim koncie plotkowanie, które jest bardzo powszechnym złodziejem czasu. Życie innych ludzi interesuje nas bardzo, często za bardzo. Na plotkowanie marnujemy bardzo dużo czasu, który można byłoby spożytkować o wiele lepiej. Dobra rada, to przestać żyć życiem innych, a zająć się swoim własnym. Zdecydowanie może wyjść Ci to tylko na lepsze!


Odkładanie na później
Wbrew pozorom to również jest pożeracz czasu. Dużo więcej czasu tracimy na wymówki niż na zrobienie czegoś raz a porządnie. Zastanawiamy się, myślimy, kombinujemy, a to nie pomaga w organizacji dnia. Jednak o odkładaniu na później już co nieco pisałam, więc nie będę tego powtarzać :)

Bałagan
Bałagan nas rozprasza to jest pewne. Jeśli uporządkujesz przestrzeń wokół siebie nie będziesz wiecznie czegoś szukać i tracić na to czasu i energii. Mając bałagan również będziesz myśleć o tym, żeby w końcu go posprzątać, co będzie Cię odciągać od głównego zadania. Warto zadbać o swoją przestrzeń i mieć wokół siebie porządek. W ładnie urządzonym, czystym pomieszczeniu lepiej nam się pracuje i odpoczywa.

Wymieniłam kilka podstawowych i najpopularniejszych złodziei czasu. Jeśli nie są Ci one znane, to bardzo dobrze. Jeśli jednak w każdym znalazłaś kawałek siebie, to czas coś z tym zrobić. Pomyśl, który z nich kradnie najwięcej swojego czasu i powalcz z nim. Nie eliminuj od razu wszystkich, bo wtedy to się nie uda. Małymi kroczkami szybciej dojdziesz do celu i utrzymasz efekty. Rozprawianie się ze złodziejami czasu nie jest łatwe. Żeby je wyeliminować trzeba wyrobić w sobie dobry nawyk, a to proces trudny i czasochłonny. Jednak gra jest warta świeczki, bo eliminując błędu w organizacji czasem dysponujemy nim coraz bardziej świadomie, a w konsekwencji znajdujemy czas na obowiązki, przyjemności i odpoczynek. To jak zaczynamy walkę z pożeraczami czasu?? Trzymam za Was kciuki :)