17 listopada

17 listopada

Śladami św. Patryka - city break w Irlandii

Śladami św. Patryka - city break w Irlandii

Irlandia - miejsce, które większości z nas kojarzy się z ekonomiczną emigracją Polaków. W moim przypadku oczywiście nie było inaczej, chociaż czytając irlandzką literaturę w głowie stworzyłam sobie wyobrażenie o zielonej krainie pełnej soczystych kolorów. Ten obraz z mojej głowy był na tyle sielankowy, że zderzenie z rzeczywistym miejskim krajobrazem wywołało u mnie ogromne zdziwienie. Niemniej jednak, ten niewielki kraj ma w sobie to coś, co warto zobaczyć, co przyciąga uwagę i rozczula serce.


Dlaczego Irlandia?
Dlaczego zdecydowałam się na irlandzki city break właśnie teraz? To dobre pytanie, na które nie znam do końca odpowiedzi. Mój wyjazd spowodowany był impulsem, który sprawił, że kliknęłam i kupiłam bilety lotnicze. W Irlandii mieszka moja siostra cioteczna, więc od dobrych kilku lat obiecywałam sobie, że w końcu odwiedzę ten kraj. Jednak jak to w życiu bywa zawsze było coś ważniejszego, pilniejszego, co stawało na drodze, aby ten pomysł zrealizować. Aż w końcu udało się skraść kilka wolnych dni w pracy  i wyruszyć w irlandzką podróż, z czego jestem bardzo zadowolona, bo ten kraj zachwycił mnie krajobrazami, które wydają się być niezmącone ludzką ręką.


Jak zorganizować wycieczkę?
Bilety lotnicze do Dublina nie należą do najdroższych. Ja swoje kupiłam dość wcześnie, ale ich cena była niezmienna przez kilka ostatnich miesięcy. Leciałam z liniami lotniczymi Ryanair z lotniska w Lublinie na lotnisko w Dublinie. Koszt biletów w jedną stronę z tego lotniska to około 120-130zł, a lecieć można jedynie w środy lub soboty. Inaczej sytuacja wygląda na lotnisku w Modlinie. Oczywiście z Modlina wylatuje dużo więcej samolotów w każdym dniu tygodnia, bilety można kupić już za około 80zł. Jednak dla mnie, ze względu na miejsce zamieszkania, a co za tym idzie czas dojazdu na lotnisko, Lublin był jedynym możliwym wyborem. Pakując swój bagaż pamiętajcie o zabraniu ze sobą cieplejszych rzeczy. Pogoda w Irlandii lubi płatać figle. Ja trafiłam na przepiękną, słoneczną pogodę niespotykaną tam we wrześniu, a mimo to było bardzo wietrznie, a wieczorami dość chłodno. Nocleg miałam "zarezerwowany" u mojej siostry ciotecznej w Cork. W związku z czym oprócz lotu czekała mnie jeszcze podróż z Dublina do Cork. Jednak przejazd z Dublina do Cork i w drugą stronę nie jest problemem. Transport na lotnisko i z lotniska jest dość dobrze rozwinięty. Praktycznie co godzinę przez całą dobę kursują busy, w których koszt przejazdu wynosi około 16-17 euro, a czas podróży to około 3 godziny. Na temat noclegu nie powiem zbyt wiele, bo nie musiałam go szukać ani nic wynajmować, ale sądzę, że tutaj z pomocą mogą przyjść portale booking.com czy trivago.


Jak żyć?
Tu muszę przyznać, że byłam dość zaskoczona, bo życie w Irlandii do najtańszych nie należy. Samo Cork pełne jest małych polskich sklepów, w których można dostać sporo naszych rodzimych produktów. Poza tym oczywiście są supermarkety, gdzie można dostać spożywcze artykuły nieco taniej niż w lokalnych sklepach. No, ale jak wyglądają ceny: butelka 1,25l Coca-coli kosztuje ok. 1,7 euro, podobnie półlitrowa butelka wody, batonik około 1,5 euro, mała bagietka około 1,5 euro, piwo w sklepie to koszt około 2 euro, z kolei w lokalu to koszt 5-7 euro, pizza 10 euro. Same pamiątki również najtańsze nie są, przynajmniej porównując ceny z Rzymem. Cena najbardziej charakterystycznej pamiątki - magnesu na lodówkę to około 4 euro, lokalne zabawki takie jak np. autobus to koszt 10-12 euro. To co podobało mi się w Cork i innych irlandzkich miasteczkach, to ogromne zielone sklepy, w których można kupić wyłącznie lokalne pamiątki takie jak irlandzkie kubeczki, koszulki, czapki, magnesy, zabawki, breloczki i wiele innych rozmaitych rzeczy w narodowych barwach.


Co można zobaczyć?
Samo Cork jest malowniczym miasteczkiem położonym nad rzeką Lee. To właśnie ta rzeka jest dominującym elementem krajobrazu tego miasta. Najważniejsze miejsca Cork takie jak Katedra św. Findbara, Kościół św. Anny, English Market, Patrick's Bridge można obejść w ciągu jednego dnia. Życie w Cork skupia się wokół najsłynniejszej ulicy jaką jest Patrick's Street, która jest główną ulicą handlową skupiającą większość sklepów. Wieczory można spędzić we Franciscan Well Brew Pub, gdzie można spróbować franciszkańskich piw i posłuchać typowej irlandzkiej muzyki na żywo. Niezapomniany klimat! Szczerze polecam!


Oddalając się kilkadziesiąt kilometrów od Cork można udać się do Cobh, czyli ostatniego europejskiego portu Titanica. Cobh to letniskowa miejscowość, pełna restauracji, kawiarni inspirujących się motywem tego najpopularniejszego transatlantyku. Zwiedzając Cobh warto poświęcić czas i energię na wspięcie się do przepięknej neogotyckiej katedry św. Kolmana. Będąc w Irlandii warto pojechać do Parku Krajobrazowego Killarney, gdzie można zobaczyć niezwykłe cuda natury. To w takim malowniczym miejscu położony jest zamek Ross, wodospad Torc, czy jeziora Killarney, które zachwycają i zapierają dech w piersi. Po Killarney najlepiej poruszać się samochodem, ponieważ poszczególne punkty są od siebie oddalone o kilka, kilkanaście kilometrów. Na trasie przejazdu warto na parę chwil zatrzymywać się w licznie rozmieszczonych tarasach widokowych. Jednak moje serce poruszyły, zachwyciły i zdecydowanie skradły irlandzkie klify. Old Head of Kinsale było jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam. Bezwarunkowo irlandzkie klify nie mają sobie równych.


Podsumowując warto wybrać się do Irlandii na krótsze bądź dłuższe wakacje. To co zrobiła przyroda z tym krajem jest nie do opisania. Żadne zdjęcie nie odda piękna krajobrazu, malowniczych jezior, wód oceanu i zapierających dech w piersiach klifów. Taka jest ta bardziej naturalna część Irlandii, gdzie na każdym kroku można spotkać wypas owiec, zobaczyć ogromne zielone pola. Z drugiej strony natomiast natura zderza się z wielkomiejskim stylem, tak dobrze znanym nam w Polsce. Miasteczko Cork jak każde miasto ma swój urok, codzienność skupia się wokół zwyczajnych obowiązków i przyjemności. Tylko ludzie tutaj nie są tacy spięci jak u nas. Po ulicach przechadzają się radośni z uśmiechem na ustach, w rozmaitych strojach, nie patrząc przy tym oceniająco na innych. Tej postawy możemy i powinniśmy uczyć się od nich!


A Wy byliście kiedyś w Irlandii? Może ktoś z Was mieszkał tam przez jakiś czas. Jak zawsze czekam na Wasze wrażenia, opisujcie je w komentarzach :)

11 listopada

11 listopada

Idzie nowe...

Idzie nowe...

Dobra, to zaczynam od króciutkich tłumaczeń. Dość długo mnie tu ostatnio nie było i było to działanie w pełni świadome. Od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie myśl, że to miejsce powinno inaczej wyglądać, że powinno być jeszcze bardziej moje. Długo zastanawiałam się nad tym, co dokładnie chciałabym zmienić, czytałam, podglądałam innych, szukałam inspiracji i wiedziałam, że chciałabym, aby zaplanowana.pl miała zupełnie nowy wygląd.

Wchodząc tu dzisiaj z całą pewnością zauważyliście zmiany na stronie. Pojawiły się nowe kategorie, zniknęły niektóre stare. Pojawiły się również posty, które czytaliście najczęściej oraz te, które warto sobie przypomnieć. Znajdujący się na blogu polecany post, będzie takim wpisem miesiąca, czyli najlepszym z najlepszych według Was i mnie. Nowością na blogu są ikonki social media bezpośrednio pod postami. Od teraz jeśli spodoba Wam się jakiś wpis możecie go od razu udostępniać, do czego oczywiście bardzo zachęcam :) Będzie mnie też nieco więcej w social media, przynajmniej będę się starała, aby było mnie tam więcej. Dlatego wpadajcie do mnie na Facebook'a, obserwujcie na Instagramie i Pinterest, na którym dopiero raczkuję. Stare wpisy oczywiście zostają z nami, możecie do nich wracać kiedy tylko będziecie mieli na to ochotę. Będę starała się, aby nowe wpisy pojawiały się tu systematycznie w każdy weekend. Znika cykl make happy month, ale za to pojawią się nowe wartościowe treści. Będzie więcej inspirujących pomysłów na organizację wieczorów panieńskich, różnego rodzaju imprez, bo to lubicie czytać. Pozostają z nami moje mini poradniki, opisy podróży, w których będę starała się Wam przekazać jak najwięcej praktycznych, przydatnych informacji. Nie zabraknie oczywiście również garści wiadomości o planowaniu i organizowaniu oraz troszeczkę lifestylu, bez którego ten blog nie były do końca mój.


Dlaczego takie zmiany? Bo zmiany są ważne w życiu człowieka i bez zmian nie da się iść do przodu. To nowe kiełkowało w mojej głowie, na tyle długo, że trzeba było coś z tym zrobić. Znacie mnie już na tyle, że wiecie, że nie lubię stagnacji. Jestem ciekawa świata i chcę się ciągle rozwijać i chciałabym, żeby taki też był mój blog, bo w końcu zaplanowana.pl to ja! Dlatego jeśli ja idę do przodu, to zaplanowana.pl też musi iść. Nie ma innej opcji! Ona jest odzwierciedleniem mnie, moich zainteresować, przeżyć, tego co mi w duszy gra. I tym wszystkim chciałabym się z Wam dzielić systematycznie, ale bez zbędnej spiny, tak żebyśmy i ja i Wy mieli przyjemność z odwiedzania tego miejsca. Gorąco wierzę, że tak będzie.

 To co, na koniec mam nadzieję, że odmieniona zaplanowana.pl przypadnie Wam do gustu. Zapraszam do odwiedzania, podglądania, komentowania wpisów. A teraz zostawiam Was sam na sam z zaplanowaną.pl. Dajcie znać w komentarzach ja Wam się podoba nowy design.

27 września

27 września

Make Happy Month - skrót września

Make Happy Month - skrót września

Na początek zacznę od wyjaśnień, bo dość długo mnie ostatnio tu nie było. Ta nieobecność spowodowana była między innymi dość intensywnym miesiącem, ale przede wszystkim chęcią zmiany jaka powoli rodziła się w mojej głowie. Już niedługo blog przejdzie małą metamorfozę, ale pozwólcie, że szczegóły zdradzę nieco później. Zaufajcie mi i dajcie jeszcze troszkę czasu na przygotowanie wszystkiego tak jak chcę.

Wspomniałam o dość intensywnym miesiącu, a że dobiega końca to czas go podsumować. Wrzesień był wspaniały, lepszego nie mogłam sobie wyobrazić. Jak wiecie zaczął się od moich trzydziestych urodzin, które wypadły cudownie. Każdemu polecam hucznie świętować zmianę cyferki z przodu, bo to daje kopa do działania! Jednym z prezentów urodzinowych, jaki otrzymałam był lot motoparalotnią. Chyba najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłam w tym roku, jeśli nie w życiu! Wrażeń z lotu nie da się opisać słowami, ale tam wysoko lecąc czujesz, że jesteś tak silna, że możesz wszystko. I z takim właśnie postanowieniem wkroczyłam w nowy okres mojego życia :) Poza tym wrzesień to kolejne podróże i odkrywanie cudowności świata. Na początek jesiennych wojaży padło na Irlandię. Muszę przyznać, że to co natura nawyczyniała w tym małym kraju jest zwyczajnie piękne. Żadne zdjęcie, żaden film nie odda uroku irlandzkiego krajobrazu. I taki właśnie był ten mój wrzesień jednocześnie szalony, piękny i pełen niespodzianek. 


Moje małe październikowe cele

Październik wcale spokojniejszy nie będzie. Na pewno nie będzie w nim aż tak dużo emocji jak we wrześniu, w końcu urodziny ma się raz w roku, ale będzie równie wspaniały. W planach kolejna podróż, jak szaleć to szaleć kiedy jak nie teraz. Październik to również powrót na kurs językowy. Już wiem, że warto było zainwestować w siebie w tej dziedzinie. To również głęboka jesień, a więc krótkie dni i długie wieczory, a to zawsze oznacza mniej energii i czasu dla siebie. To jest właśnie to nad czym chciałabym popracować podczas tegorocznego października. Na brak energii lekarstwem będą treningi, które pobudzą do życia endorfiny sprawiające, że się chce. Na znalezienie więcej czasu dla siebie, przy większych obowiązkach patentu jeszcze nie znalazłam, ale wszystko przede mną. To biegnę planować, zmieniać i szukać czasu, a Wam życzę pięknego października! Do zobaczenia :)

02 września

02 września

Make Happy Month - skrót sierpnia

Make Happy Month - skrót sierpnia

W chwili kiedy 1 września pojawia się na kalendarzu od razu człowiek zaczyna tęsknić za latem. Co prawda formalnie jeszcze trwa, ale jednak nieubłaganie zbliżamy się ku jesieni. Czas zatem podsumować sierpniowe cele, które w większości udało mi się zrealizować w pełni. Na już ubiegły miesiąc nie było ich zbyt dużo, bo 3 ale za to konkretne. Cel pierwszy zrealizowany, zadbałam o swoje zdrowie kilkoma wizytami u lekarzy, przeprowadzonymi badaniami i stosowaniem się do ich zaleceń. Cel drugi zrealizowany, powróciłam na siłownię i była to jedna z lepszych decyzji jakie ostatnio podjęłam. Forma powoli wraca na stare tory. Cel trzeci częściowo zrealizowany, chociaż nie w takim stopniu jakbym sobie tego życzyła. Dlatego zostaje przeniesiony na kolejny miesiąc. Poza tym sierpień przeplatał się urlopem z pracą i muszę przyznać, że jednak wypoczynek jest bardzo potrzebny dla zachowania higieny umysłu. Poza tym sierpień był miesiącem bogatym w lubelskie kulturalne imprezy, które uwielbiam i w których chętnie uczestniczyłam. Zawsze w takich chwilach można poczuć dumę ze swojego miasta. Zachęcam wszystkich, aby chociaż raz odwiedzili Lublin i poczuli magię tego miejsca!

Moje małe wrześniowe cele
I znów wrzesień! Mój najukochańszy miesiąc w roku. Ten wrzesień będzie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, bo już za tydzień będę hucznie świętować swoje urodziny, które w tym roku są szczególne. Poza tym w drugiej połowie miesiąca czeka mnie lot do Irlandii, na który czekam już z niecierpliwością i który muszę jeszcze do końca zorganizować. I właśnie dlatego mój wrzesień to będzie przede wszystkim dobry humor, dobra zabawa i odkrywanie nowych zakamarków świata. Pięknego września Kochani!

19 sierpnia

19 sierpnia

Dlaczego warto się zorganizować?

Dlaczego warto się zorganizować?

Organizacja dla jednych słowo znienawidzone dla drugich umiłowane. Dla jednych coś bez czego nie mogą żyć dla innych coś co omijają szerokim łukiem. I jak to zwykle w życiu bywa przeciwnicy i zwolennicy mają dużo racji. Ja należę do zwolenników organizacji. Lubię planować swoje tygodnie, dni, swoją pracę i wolny czas. Lubię z wyprzedzeniem wiedzieć co, gdzie i kiedy będę robić. Kiedyś byłam dużo mniej zorganizowana, często nawet zastanawiałam się dlaczego ludzie muszą tyle wcześniej wiedzieć czy gdzieś idę czy nie. Myślę, że koniec studiów i rozpoczęcie normalnej, pełnoetatowej pracy sprawiło, że powoli zaczęłam uczyć się planować i organizować swój czas. Jednak wycięcie ośmiu godzin z każdego dnia tuż po czasach studenckich było lekkim szokiem, ale jednocześnie zmusiło mnie do lepszego planowania dni. W związku z tym powiem Wam dzisiaj dlaczego warto się zorganizować!

... bo masz więcej czasu dla siebie
Dla mnie to bezapelacyjnie najważniejszy argument przemawiający za planowaniem. Odkąd nauczyłam się organizować swoje dni i robić to systematycznie i dokładnie mam dużo więcej wolnego czasu. Często nie planując czas ucieka nam przez palce. Mając zorganizowany dzień powrót z pracy nie kończy się bezczynnym oglądaniem TV czy leżeniem bykiem na kanapie. Organizując się dokładnie wiem co i kiedy mam zrobić, a przez to mam dużo więcej czasu na własne przyjemności. Dodatkowym plusem jest to, że nie mam wtedy poczucia bezsensownego jego trwonienia, a tylko wykorzystywania go na maksa!


... bo nie jesteś już zła na cały świat
Brak organizacji prowadzi do życia w ciągłym chaosie i biegu, a to czy chcesz czy nie zawsze kończy się frustracją. Kiedy się spieszymy robimy wszystko na ostatnią chwilę i zawsze wtedy brakuje nam czasu. To powoduje złość i wyżywanie się na wszystkim i wszystkich dookoła. Dlatego dobra organizacja pozwala bezstresowo przejść przez wszystkie zadania jakie sobie wyznaczyliśmy. A umówmy się życie jest zbyt krótkie żeby się ciągle złościć!

... bo nie robisz wszystkiego na ostatnią chwilę
Nigdy nie lubiłam robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Zawsze kiedy odkładałam coś na później, aż kończył się deadline traciłam panowanie na sytuacją i biegałam bez ładu i składu próbując wyrobić się w terminie. Wiecznie udzielała mi się wtedy nerwowa atmosfera. Pisałam już o odkładaniu na później, więc nie będę tego powielać. Niemniej jednak zorganizowanie się było lekiem na stres spowodowany działaniem na ostatnią chwilę i zaprzestaniem tego typu sytuacji. Teraz staram się kończyć zadania na chwilę przed ich końcowym terminem, tak aby mieć czas na ewentualne korekty i móc wszystko zrobić ze spokojem i bez stresu.


... bo nigdy o niczym nie zapominasz
Życie w organizacyjnym chaosie często powoduje, że zapominamy o wizycie u lekarza, spotkaniu z przyjaciółką, czy oddaniu książki do biblioteki. Mając planner w ręku zapominalstwo nie jest nam straszne. Jeśli podchodzimy do tematu poważnie i planujemy swój czas systematycznie i dokładnie, to wszystkie spotkania znajdują się w naszym kalendarzu i nie ma szans, żebyśmy jakieś pominęli. 

... bo masz więcej czasu na spontany
I to jest właśnie mały paradoks. Dzięki dobrej organizacji dni, tygodni, miesięcy mamy dużo więcej czasu na spontaniczne działania. Planowanie daje swobodę działania, która powoduje, że z wolnym czasem możemy robić co chcemy. Będąc dobrze zorganizowaną nie jest trudno znaleźć czas na spontaniczny wyjazd, czy wypad za miasto z przyjaciółmi. 

Warto się zorganizować, to daje dużo przestrzeni, którą możemy wykorzystać na co tylko nam się podoba. W planowaniu nie chodzi o zapełnianie kalendarza po brzegi, a o dobre rozmieszczenie  obowiązków w naszym terminarzu. Jak to zrobić podpowiadam Wam w poście o pięciu zasadach skutecznego planowania. A Wy jakie macie zdanie na temat organizacji? Warto czy nie warto? Jak zawsze zapraszam do komentowania :)

11 sierpnia

11 sierpnia

Zakopiańskie wakacje z dzieckiem - atrakcje dla półtoraroczniaka

Zakopiańskie wakacje z dzieckiem - atrakcje dla półtoraroczniaka


Tegoroczny urlop, jak co roku spędzałam w Zakopanem. Mimo, że miejsce to samo to skład nieco się różnił. W tym roku dołączył do nas mój półtoraroczny siostrzeniec, co chcąc nie chcąc zmusiło nas do spędzenia tego czasu nieco inaczej. To właśnie wakacje z nim zainspirowały mnie do wstawienia postu o tym, co można robić w Zakopanem z dzieckiem.

Atrakcji w Zakopanem jest bardzo dużo zarówno dla małych i dużych. Wystarczy odpowiednio się przygotować do wyjazdu, a z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

Tatrzańskie szlaki
Jako, że mój wyjazd nie mógłby się odbyć bez chociaż odrobiny górskiej wędrówki na pierwszy ogień idą szlaki, którymi mogą powędrować dzieci. Na niektórych bez problemu przejedzie się nawet wózkiem. Są to:
  • Dolina Kościeliska
  • Dolina Chochołowska
  • Szlak nad Morskie Oko
  • Rusinowa Polana (wejście od Wierch Poroniec)
  • Droga pod Reglami
  • Dolina Strążyska - ta akurat ostatnio została wysypana kamyczkami, które utrudniają przejazd wózków, ale nie jest to niemożliwe do zrealizowania
Oczywiście nieco starsze dzieci mogą spróbować wspiąć się na odrobinę wyższe partie. W Tatrach jest kilka mało wymagających tras, które są dość krótkie czasowo. Tutaj mogę polecić:
  • Nosal
  • Wielki Kopieniec
  • Gęsia Szyja
  • Sarnia Skała
Przy pieszej wędrówce po tatrzańskich szlakach warto spróbować skorzystać z profesjonalnego nosidełka. W Zakopanym jest kilka punktów (zazwyczaj sklepy ze sprzętem) m.in. na Krupówkach, czy w Kuźnicach gdzie można wynająć takie nosidełko. Koszt nie jest duży. Wynajem na dobę kosztuje 20-30zł w zależności od miejsca. W niektórych punktach pobierana jest zwrotna kaucja w kwocie 200zł. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, czy dziecko będzie w ogóle chciało do niego wsiąść. U nas ten pomysł zakończył się noszeniem pustego nosidełka na plecach i Juniora na rękach. Jedna z Pań powiedziała, że nosidełko ze względu na to, że jest sztywne może uwierać dziecko i przez to jest dla niego mało wygodne. Niemniej jednak na szlakach można spotkać turystów z dziećmi siedzącymi w nosidełkach.


Kolejka
Nie wszyscy mogą się z tym zgodzić, ale ja uważam, że kolejkowa podróż dla małego dziecka jest dużą atrakcją. Na własne oczy widziałam zachwyt i radość podczas wjazdu i zjazdu czy to na Gubałówkę, czy Kasprowy Wierch. I tu i tu wjazd dla dzieci do lat 4 jest bezpłatny, za wózek również się nie płaci. Oczywiście Gubałówka jest małą kopią Krupówek, więc dla dzieci znajdzie się tam o wiele więcej komercyjnych atrakcji niż na Kasprowym Wierchu.

Aqua Park
Osobiście tutaj nie dotarliśmy z Juniorem. Będąc jednak kilka lat temu w Aqua Parku pamiętam, że znajdowało się tu mnóstwo basenowych atrakcji dla małych i dużych. Obecnie została dodana sala zabaw, do której z całą pewnością można zabrać maluchy. Szczegóły wodnych atrakcji znajdziecie tutaj.

Plac zabaw
Gigantyczny i nowiutki plac zabaw mieści się między Krupówkami a ul. Grunwaldzką. Plac zabaw położony w miejskim parku został niedawno odnowiony i jest doskonałym miejscem do zabawy dla dzieci. Dorośli mogą obserwować swoje pociechy siedząc na ławce i popijając zakupioną w pobliskim food trucku kawę. Plac zabaw jest doskonale wyposażony, nowy co powoduje, że mało które dziecko chce z niego wyjść szybko.


Małpi Gaj
Małpi Gaj to nic innego jak sala zabaw dla dzieci również z licznymi atrakcjami. Może nie jest to typowo góralska atrakcja, jednak ciekawa alternatywa na spędzenie czasu chociażby w deszczowe dni. Po szczegóły zapraszam na stronę.
Podwórkowe zabawy
Na koniec to, co mogę polecić w wyjeździe z dzieckiem, to korzystanie z takich pensjonatów, które wyposażone są we własne place zabaw. Od wielu lat wakacje w Zakopanem spędzamy w znanym nam i sprawdzonym miejscu jakim jest Willa Wrzos. Muszę przyznać, że nasz Junior był zachwycony przydomową piaskownicą i trampoliną oraz zabawami z dziećmi na sąsiednim boisku. Pamiętajmy o tym, że dla dziecka nie ma lepszych atrakcji jak towarzystwo rówieśnika.

Planując tegoroczne wakacje pamiętam, jak szukałam tych wszystkich informacji w sieci. Mam nadzieję, że zebrane w jedno miejsce, poparte własnym doświadczeniem pomogą Wam zorganizować zakopiański urlop, tak aby półtoraroczniakowi uśmiech nie schodził z buzi.

02 sierpnia

02 sierpnia

Make Happy Month - skrót lipca

Make Happy Month - skrót lipca

Koniec lipca zawsze przypomina mi o tym, że długo wyczekiwane lato jest już na półmetku. Dlatego z żalem żegnam ten miesiąc. Przełom lipca i sierpnia to w moim przypadku zawsze urlop od etatowej pracy, który jak dobrze wiecie spędzam w Zakopanym. Stąd też lekka obsuwa z postem na blogu spowodowana podróżą oraz wakacjami z 1,5 rocznym dzieckiem! No właśnie w tym roku mój urlop był bardzo rodzinny, bo pierwszy raz zabraliśmy ze sobą mojego siostrzeńca, w którym mam nadzieję, zaszczepiliśmy miłość do gór! A ma zadatki na dobrego piechura! Dzielnie kroczył Doliną Strążyską i nawet udało mu się zdobyć Kasprowy Wierch :) Wiadomo, że wjechał kolejką jednak na szczyt kroczki postawił samodzielnie. A że dokonał tego wszystkiego bez płaczu i z uśmiechem na buzi to jestem z niego ogromnie dumna! :) Muszę przyznać, że po ostatnim zalaniu Tatr zostały już niewielkie ślady, a pogoda dopisała nam w 100%. Tak, wiec lipiec to przede wszystkim ukochane góry i mnóstwo wypoczynku, ładowania akumulatorów do kolejnych wyzwań zawodowych i prywatnych. W tym miesiącu udało mi się spędzić trochę czasu z książką w ręku i dokończyć od dawna leżące na półce tytuły. Z zadowoleniem mogę stwierdzić, że udało mi się w końcu dokończyć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona. Nie powiem również, że obce mi były letnie wyprzedaże. Dzięki mojej kochanej siostrze małe zakupowe szaleństwo dopadło i mnie! Ale co tam jak szaleć to szaleć :) Tak więc lipiec był naprawdę fajnym miesiące, aż szkoda, że się już skończył.


Moje małe sierpniowe cele
Na tegoroczny sierpień mam tylko trzy cele. Po pierwsze muszę zadbać o zdrowie, bo coś szwankuje. Po drugie muszę zadbać o kondycję fizyczną, bo jednak brak regularnych treningów w tym roku był widoczny podczas górskich wędrówek. Trzeba zdecydowanie nad tym popracować. Po trzecie wyluzować w pracy i w domu. Jednak im człowiek się mniej przejmuje, tym więcej uśmiechu jest na jego twarzy. A o to właśnie mi chodzi, aby śmiać się w sierpniu jak najwięcej!! Pięknego sierpnia Kochani!

22 lipca

22 lipca

Porządkowanie zdjęć w 4 krokach

Porządkowanie zdjęć w 4 krokach

Kto z nas nie lubi robić zdjęć? Chyba nikt! W dzisiejszych czasach aparat towarzyszy nam na każdych wakacjach, w naszej zwykłej codzienności, jest z nami wszędzie. Zdjęcia robimy wszystkim i wszystkiemu dzieląc się nimi w social mediach. I w ten sposób nasze telefony, aparaty zapychane są ogromną ilością ujęć, z którymi nie wiemy później co zrobić. Czas, więc zabrać się za porządkowanie zdjęć, tak aby cieszyć się ich pięknem jak najdłużej.

Krok 1 sortowanie
Jak to zazwyczaj w życiu bywa pierwszy krok jest najtrudniejszy. Na ogół na naszych nośnikach mamy bardzo dużo zdjęć, bo żeby trafić w to jedno konkretne ujęcie robimy milion ujęć przed. W ten sposób fotografie się mnożą, zajmując coraz więcej pamięci. Dlatego tak ważne jest systematyczne zrzucanie zdjęć na komputer i tam ich sortowanie, aby w ostateczności trafiły na zewnętrzny dysk. Sortowanie zdjęć do najprzyjemniejszych nie należy, jest to czynność dość czasochłonna, ale warta zachodu. Sortowanie zaczynamy od podziału tematycznego np. na następujące foldery: wakacje, święta, codzienność, dzieci itp. Do takich przygotowanych folderów przerzucamy przesortowane zdjęcia. Następnie zabieramy się za wybieranie tych lepszych ujęć. Zdjęcia mało ostre, rozmazane, prześwietlone trafiają do kosza. Zostawiamy tylko te najfajniejsze ujęcia, dlatego z 10 podobnych fotografii wybierzcie 1-2, które podobają Wam się najbardziej, a resztę wyrzucicie. Gwarantuję Wam, że z 200 zdjęć co najmniej połowa nadaje się do śmieci. Sortując zdjęcia przygotujcie sobie osobny folder do wywołania, do którego trafią te fotografie, które chcielibyście wydrukować.

Krok 2 obrabianie
Ten krok jest dla wszystkich tych, którzy nie lubią surowych kadrów. Oczywiście niektóre ujęcia same w sobie są tak ładne, że nie warto czegokolwiek z nimi robić. Czasem jednak delikatna korekta potrafi diametralnie zmienić zdjęcie. Uważajcie jednak, żeby z tą obróbką nie przesadzić zbytnio, bo końcowy efekt po wywołaniu może być koszmarny. Ja do obróbki zdjęć na komputerze używam programu PhotoScape, a na smartphonie aplikacji VSCO oraz Snapseed. Które zdjęcia obrabiamy? Te, które trafiły do folderu do wywołania, aby ładnie prezentowały się w naszych albumach.


Krok 3 wywołanie
Przebrane i obrobione zdjęcia są już gotowe i czekają na wydruk w odpowiednim folderze. Jeśli masz w domu odpowiednią drukarkę i papier to możesz samodzielnie je wydrukować. Jeśli nie to czeka Cię wizyta u fotografa lub złożenie zamówienia w internetowym sklepie. Ja najczęściej wywołuję zdjęcia w Empiku na www.empikfoto.pl Wybieram format 10x15 jedwabiste. Pamiętaj jednak, że przesyłając zdjęcia do sklepu online zamieszczasz je na specjalnej platformie. Żeby wywołane zdjęcie ładnie się prezentowało trzeba je jeszcze odpowiednio wykadrować już na samej platformie. Jeśli potrzebujesz zdjęć na szybko zawsze możesz wybrać opcję fotografii ekspresowych u fotografa lub chociażby w drogerii Rossmann. Warto jednak wiedzieć, że cena takiego zdjęcia w formacie 10x15 to około złotówki, a jakość nie jest powalająca. Niemniej jednak jeśli potrzebujecie wydrukowanego zdjęcia od ręki to warto z takiej możliwości skorzystać.

Krok 4 przechowywanie
Wywołane zdjęcia warto pięknie przechowywać. Ja uwielbiam mieć zdjęcia w różnych ramkach, które stawiam na półkach lub wieszam na ścianie w formie kolażu. Przechowuję je także w albumach, do których wkładane są tematycznie. Zdjęcia w albumie są opisane datą wykonania, miejscem lub jakimś wydarzeniem, którego dotyczą. Osoby, które nie lubią tradycyjnych albumów mogą skusić się na fotoksiążkę, która znakomicie sprawdzi się w utrwalaniu wspomnień z jakiś wydarzeń np. ślub, chrzciny, wakacje. Ciekawą formą przechowywania zdjęć, cieszącą się coraz większą popularnością jest Project Life. Sama od jakiegoś czasu przymierzam się do tej formy utrwalenia wspomnień. Czym jest Project Life? A niczym inny jak segregatorem (albumem) z małymi koszulkami, do których wkłada się wydrukowane zdjęcia oraz specjalne karty, które uzupełniają kontekst fotografii. To tutaj możemy włożyć różnego rodzaju bibeloty, które z jakiegoś powodu są dla nas ważne w danym momencie albo na karcie opisać jakąś ciekawą historią. Te dodatki uzupełniają nasze zdjęcia tworząc niezapomnianą, kreatywną formę utrwalania wspomnień. 

W porządkowaniu zdjęć ważna jest systematyczność. Regularne stosowanie tych 4 kroków zdecydowanie ułatwi pracę ze zdjęciami. Dzięki temu nasze wspomnienia będą się znakomicie prezentować w naszych albumach, które będziemy z wielką przyjemnością i sentymentem oglądać za kilka lat. Wakacje sprzyjają robieniu zdjęć i bardzo dobrze. Zabierajcie ze sobą aparaty i utrwalajcie najpiękniejsze chwile na niezapomnianych fotografiach. Czekam na Wasze pomysły w jaki sposób przechowujecie zdjęcia. Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

08 lipca

08 lipca

Pół roku z Vision Board! Czy to działa?!

Pół roku z Vision Board! Czy to działa?!


W pierwszym dniu bieżącego roku po raz pierwszy w życiu, zainspirowana ciekawą inicjatywą, stworzyłam swoją Vision Board. Oczywiście tworzyłam ją mając na uwadze jedno małe słówko, które z założenia miało determinować moje życie w tym roku. No i jak mi idzie z tymi moimi postanowieniami noworocznymi. Czerwiec, który niedawno minął wyznaczył granicę połowy roku, co oznacza, że warto zrobić mały "rachunek sumienia" i sprawdzić jak idzie realizacja postanowień. 

Zgodnie z zasadą działania Vision Board, czyli kreatywną mapą marzeń postawiłam ją w widocznym dla mnie miejscu. W związku z tym codziennie, kilka razy w ciągu dnia na nią spoglądam. Oczywiście nie wizualizuje sobie swoich marzeń cały czas, ale od czasu do czasu lubię na nią spojrzeć i pogrążyć się na chwilę w krótkiej refleksji. Pewnie kołacze Wam teraz w głowie pytanie czy to działa? Moim zdaniem tak! Wiadomo całego życia od razu nie zmieni, ale nie o taką zmianę chodzi w noworocznych postanowieniach. Codzienne oglądanie swoich marzeń powoduje, że jesteśmy bardziej zmotywowani i zdeterminowani do ich realizacji. Podświadomie kierujemy swoje działania tak, aby przynajmniej część tych marzeń stała się naszą rzeczywistością


W moim przypadku nie wszystko idzie gładko i nie wiem czy wszystko uda się spełnić. Zobaczymy na koniec roku. Wiem jednak, że wybierając swoje One Little Word i tworząc Vision Board nie miałam żadnych konkretnych planów na obecny rok. Marzyłam o podróżowaniu, ale nawet nie śniło mi się, że stanę na Placu św. Piotra w Watykanie, czy będę spacerować wąskimi uliczkami Wenecji. A jednak się stało! Włochy pokochałam, a w ręku trzymam już bilet do Irlandii. Stałym punktem programu było tylko Zakopane, które rok rocznie odwiedzam. Nie wiedziałam również wtedy, że moja drugą pasją stanie się fotografia, która wciągnie mnie na tyle, aby poprawić swoje umiejętności inwestując w zdobywanie wiedzy u profesjonalistów. Nie miałam pojęcia także, że zadbam o swoje zdrowie i bacznie będę obserwować co znajduje się na moim talerzu. To wszystko i jeszcze więcej 1 stycznia 2018 było tylko w mojej głowie i znalazło odzwierciedlenie w postaci Vision Board. Dlatego właśnie sądzę, że to działa i z niecierpliwością czekam na kolejną połowę roku.

A u Was jak tam idzie z postanowieniami noworocznymi? Pamiętacie jeszcze o nich, czy już dawno leżą gdzieś głęboko rzucone? Może warto je odkurzyć? A może podobnie jak ja stworzyliście swoją Vision Board i wybraliście One Little Word. Jeśli tak, to dajcie koniecznie znać jak Wam idzie! A jeśli nie, to pamiętajcie, że możecie ją stworzyć w każdej chwili, nie czekając na Nowy Rok. 

03 lipca

03 lipca

Make Happy Month - Skrót Czerwca

Make Happy Month - Skrót Czerwca


Czerwcowe podsumowanie wjeżdża z małym opóźnieniem spowodowanym weselną zawieruchą :) Tegoroczny czerwiec był jednym z fajniejszych i intensywniejszych miesięcy. Rozpoczął i zakończył się ślubem, dlatego głównie z nimi będzie mi się kojarzyć. Poza tym czerwiec w tym roku to wspaniały czas spęczony z moim Siostrzeńcem, letnie, deszczowe piwko z przyjaciółkami i oczywiście kibicowanie. Mundial zdecydowanie zdominował ten miesiąc u mnie w domu. Mimo, że strefa kibica przygotowana w celu wspierania polskiej reprezentacji nie przetrwała zbyt długo, to mecze w dalszym ciągu są najczęściej oglądanym "programem" w TV. Czerwiec to również intensywny czas spędzony w naszym pięknym Trójmieście. Mimo, że w trakcie delegacji morze mogę zobaczyć jedynie na zdjęciach w Internecie, to jednak poczułam morską bryzę, która wprawiła mnie w iście wakacyjny nastrój. Niestety blogowo czerwiec nie spełnił moich oczekiwań. Nie udało mi się tu wstawić zbyt dużo wpisów, chociaż ich konspekty dawno mam już naszkicowane. Mam nadzieję, że w lipcu się nieco więcej zadzieje w tym temacie. 


Moje małe lipcowe cele

Lipiec, czyli wakacje w pełni! A jak wakacje to i w końcu upragniony dłuższy urlop. A jak urlop to i moje ukochane Tatry! Już nie mogę się doczekać końcówki lipca i tego wspaniałego czasu. Oczywiście najpierw muszę się co nieco do wyjazdu przygotować, ale wszystko w swoim czasie. Wakacje sprzyjają szlifowi warsztatu fotograficznego, więc zamierzam troszkę pobiegać z aparatem nie tylko w górach. Na ten miesiąc nie mam większych planów. Chcę go spędzić na pełnym luzie, cieszyć się słonecznymi dniami, długimi letnimi wieczorami. Chciałabym troszkę zwolnić, mniej się przejmować i martwić, a jeszcze więcej uśmiechać. Lipiec ogłaszam miesiącem relaksu, dlatego zamierzam zadbać o siebie duchowo i urodowo. W czerwcu nie udało się poleniuchować na tarasie z książką w ręku przy mrożonej kawie, więc przenoszę tę przyjemność na lipiec! A co każdemu się coś od życia należy! :) Niezapomnianych wakacji Kochani!

17 czerwca

17 czerwca

Najlepsza wersja siebie, czyli sto dni do 30!

Najlepsza wersja siebie, czyli sto dni do 30!

Gdzieś na początku czerwca minęło 100 dni do moich 30 urodzin. W życiu człowieka wejście w nową wiekową dekadę wiąże się z czymś nowym, nieznanym, nieoczekiwanym. Zmieniasz cyferkę z przodu i od razu ludzie oczekują od Ciebie określonych zachowań, które od zawsze są przypisane do wieku. Tylko czy na pewno chcemy żyć zgodnie z utartym schematem? W zeszłoroczne urodziny postawiłam sobie pytanie jaka chcę być w swoje 30 urodziny. Od razu pojawiła się wizja w głowie, pomysły i cele do zrealizowania. W ten sposób chcąc nie chcąc weszłam w projekt Edyty Zając Najlepsza do
  
najlepsza do ...

Najlepsza do to po prostu najlepsza wersja siebie, jaką chciałabym być i jaką siebie widzę. Jednak nie da się być najlepszą wersją siebie nie wkładając w to serca i ciężkiej pracy. Stąd też jakiś czas temu zrobiłam listę celów, marzeń, planów jakie chciałabym zrealizować do swoich 30 urodzin. Nie będę prezentowała tutaj mojej listy, bo jednak jest ona bardzo osobista. Mogę za to zdradzić, że po raz kolejny się przekonałam, że słowo pisane ma tę moc! Na mojej liście znalazło się miejsce zarówno dla tych najmniejszych marzeń jak i największych, pozornie wydających się nie do zrealizowania. Od razu mówię, że nie o bicie rekordów tu chodzi, a o samorozwój. Jeśli coś się uda zrobić, to super jeśli nie to trudno. Oczywiście wkładam w ten "projekt" mnóstwo energii, pracy, czasu i serca, ale tylko do tego momentu, do którego mi się podoba. Nic na siłę, bez zbędnych wyrzeczeń i rozczarowań. Więcej niż rok temu dbam o siebie pod każdym względem. Dbam o to, aby robić coś dla ciała, umysłu i duszy. Staram się nie odkładać na później kursów, podróży, projektów, troski o zdrowie. Z każdym dniem jest mi coraz fajniej z samą sobą. Tych ostatnich sto dni (teraz to już mniej) wolę spędzić na działaniu niż na czekaniu, bo czas i tak ucieknie. Finał mojej najlepszej wersji siebie już 8 września. Trzymajcie za mnie kciuki! :)


Przygotowując wpis o moich stu dniach do 30 urodzin zorientowałam się, że właśnie w czerwcu minęło również 2 lata odkąd założyłam bloga. Zaplanowana.pl jest już ze mną i z Wami od dwóch lat. Przez ten czas troszkę się zmieniła i pewnie ciągle zmieniać się będzie. Siłą rzeczy zaplanowana.pl nierozerwalnie związana jest ze mną, a ja stagnacji nie lubię. Kocham rozwijać się, iść do przodu, poznawać nowe rzeczy. I taki mam nadzieję będzie mój blog. Z zeszłorocznych marzeń część udało się zrealizować, a część uległa modyfikacji, albo jest jeszcze w trakcie realizacji. To z czego najbardziej się cieszę, to z własnych zdjęć. Czasem lepszych, czasem gorszych, ale moich jedynych i niepowtarzalnych, które zapewniają odpowiednią oprawę wszystkim moim wpisom. Oczywiście na kolejny rok blogowych planów mam dużo zarówno wpisowych oraz projektowych. Co z nich wyjdzie czas pokaże, ale nie byłabym sobą, gdybym nie myślała, że zrealizuję je w stu procentach! :) Dlatego Kochani sobie i przede wszystkim Wam życzę kolejnego zaplanowanego roku! :)

31 maja

31 maja

Make Happy Month - Skrót maja

Make Happy Month - Skrót maja

Maj dla mnie był miesiącem prawie idealnym, aż mi szkoda go żegnać. Uwielbiam ten miesiąc, jego kolory, zapachy i smaki. To miesiąc, w którym wszystko można i wszystko się chce. I właśnie taki był u mnie tegoroczny maj. W przeciwieństwie do kwietnia, w tym miesiąc większość rzeczy poszła zgodnie z planem. Maj zaczął się mocnym akcentem, jakim była wycieczka do Włoch, która  w dalszym ciągu zaznacza swoją obecność w moim życiu. To we Włoszech naładowałam swoje baterie na tyle mocno, że nadal działają i jeszcze długo będą trzymać. Pobyt w słonecznej Italii zainspirował mnie do działania, obudził dotąd ukryte pokłady pozytywnej energii. O tym jak jest tam fajnie już pisałam, zapraszam również po garść praktycznych informacji dla osób wybierających się do Włoch.  No, ale maj to nie tylko Italia! W tym miesiącu udało mi się, w końcu, rozpocząć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona i zaciekawiona kolejnymi lekcjami. Mam nadzieję, że efekty tych lekcji będziecie mogli oglądać tutaj i na Instagramie :) Maj to również końcówka angielskiego. Uporałam się z egzaminem, więc najgorsza część już za mną. I tu znów okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują :) Kwiecień upłynął mi na spędzeniu czasu głównie z rodziną, maj natomiast tak jak chciałam był dużo bardziej mój. Mimo ciągłego biegu znalazłam czas dla samej siebie nie tylko podczas treningu czy biegania. Tak, tak, tak! Ku mojej wielkiej radości powróciłam do biegania! I szybko z niego nie zrezygnuję :) Maj był dla mnie wyjątkowym miesiącem, mam nadzieję, że czerwiec okaże się jeszcze lepszy :)

 

Moje małe czerwcowe cele

Jutro już 1 czerwca, a to oznacza Dzień Dziecka, który w tym roku będę celebrować jak nigdy dotąd. Wiadomo kto jest sprawcą tego zamieszania :) Liczę, że przygotowana niespodzianka się spodoba. Trzymajcie kciuki! Co mnie jeszcze czeka w czerwcu, tego nie wiem, wiem za to, co bym chciała, żeby mnie czekało. Po pierwsze to chcę dokończyć rozpoczęty kurs fotografii. To jest mój priorytet. Chciałabym utrzymać treningowy zapał i skorzystać z wiosennych dobrodziejstw kuchni, aby wzmocnić swoją dość kiepską odporność. Marzy mi się troszkę poleniuchować na świeżym powietrzu, poczytać książkę, poopalać się. Nic specjalnego, a tak relaksującego. Powoli zaczyna się sezon wakacyjny, a więc i w Lublinie zaczyna się dużo więcej dziać niż zazwyczaj. Liczę, że uda mi się wpaść na kilka fajnych kulturalnych lubelskich wydarzeń. Blogowo, jako, że sezon ślubny w pełni chciałabym Wam zaprezentować mój kolejny pomysł na wieczór panieński. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Czerwcu przybywaj! Pięknego miesiąca Kochani! :)

27 maja

27 maja

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?

Wszyscy wiemy czym jest rytuał, wiec nie ma sensu przytaczać tutaj teraz jego definicji. Pytanie, które tu stawiam i które mnie bardzo interesuje, to czy macie takie swoje codzienne, weekendowe rytuały i czy je celebrujecie? Jeśli tak, to czy ma to jeszcze jakiś sens?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest jasna i brzmi: jak najbardziej tak! Według mnie to właśnie codzienne rytuały tworzą piękne chwile i mówiąc kolokwialnie robią dobrą robotę w naszym życiu. Będąc w ciągłym biegu nie chcemy tracić czasu na rzeczy dla nas pozornie niepotrzebne. Wiem to sama po sobie, bo jeszcze do niedawna tak rozpisywałam plan dnia, że nie było w nim zbyt dużo chwil dla samej siebie. A drobne przyjemności są ważne w naszym życiu, to one nadają mu smaku, umilają nieco szarą rzeczywistość. 

Moje rytuały

Osobiście mam kilka drobnych rytuałów, które lubię celebrować. Nie jest ich za dużo, bo i czasu wolnego nie mam zbyt wiele, jednak tych kilka mnie odpręża sprawiając przy tym przyjemność. W moim przypadku rytuały weekendowe różnią się od tych codziennych. Szara rzeczywistość pracujących dni narzuca pewien, określony rytm, w którym trudno o wolne chwile dla samej siebie. Dlatego tak bardzo lubię celebrować poranną kawę mimo, że zawsze pierwszą piję dopiero w pracy, wieczorną godzinę z ulubionymi serialami oraz bycie w łóżku jeszcze przed 23:00. W weekend jak to w weekend i u mnie jest nieco przyjemniej.  To w weekendy mam czas na spokojną, pyszną kawę w domu lub przy pięknej pogodzie na tarasie, na niedzielne wieczorne domowe SPA, po którym zawsze wychodzę uśmiechnięta i nieco więcej czasu spędzonego oglądając filmy lub czytając książkę.


Stwórz własne rytuały

Ciekawa jestem jakie są Wasze rytuały. Jeśli myślicie, że ich nie macie, to jestem przekonana, że się mylicie. One gdzieś są, tylko jeszcze sobie tego nie uświadomiliście. W jaki sposób to zrobić? Najlepiej wziąć kartkę papieru i spisać cały swój dzień, wszystko to co w nim robicie od momentu wstania do momentu pójścia spać. I tak przez cały tydzień. Na powstałym spisie zaznaczcie co Wam sprawia przyjemność, co stanowi zwyczajną rutynę, a czego nie lubicie robić. Pamiętajcie, że mogą to być drobne, małe zwyczaje, które mają dla Was jakieś szczególne znaczenie. Szybko zobaczycie ile wykonujecie małych czynności, które są dla Was czystą przyjemnością. Na koniec wprowadźcie je do życia na stałe i celebrujcie najlepiej jak umiecie, chyba, że już to robicie. 

Na koniec jeszcze raz powtórzę, że warto dbać o małe rytuały, które nas określają. To one pozwalają się oderwać od problemów, sprawiają, że w trudnym dniu wraca nam uśmiech na twarzy. Twórzcie ich jak najwięcej i dbajcie o nie, codziennie je pielęgnując, bo to one sprawiają, że świat staje się piękniejszy :)

13 maja

13 maja

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji

Zapraszam Was na kolejny włoski wpis. Dzisiaj przedstawię kilka praktycznych informacji dotyczących włoskich wakacji. Nie byłabym sobą, gdybym podczas swojego krótkiego pobytu nie dokonała pewnych obserwacji, którymi się chętnie z Wami podzielę. Oczywiście odnoszę się tylko do miejsc, w których byłam, a więc Rzym, Asyż, Wenecja. O mojej włoskiej przygodzie już co nieco wiecie, więc czas na kilka porad. To po kolei :)


CENY
Muszę przyznać, że Włochy zaskoczyły mnie wielokrotnie. Planując wycieczkę jeszcze w Lublinie brałam pod uwagę dużo wyższe ceny niż w rzeczywistości zastałam we Włoszech. Najtańszy okazał się Rzym, a najdroższa Wenecja. Wenecja czerpie wciąż ze swoich dawnych kupieckich czasów, przez co ceny tam są nawet dwukrotnie wyższe niż w innych włoskich miejscowościach. Rzym pod tym względem pozytywnie mnie zaskoczył. Ceny pamiątek oscylują między kilka a kilkanaście euro. Magnes na lodówkę kosztuje 1 euro, koszulki dla dzieci 5-10 euro, a drewniana zabawka Pinokio około 5 euro. A propos Pinokio, jest on zdecydowanie typową, włoską zabawką-pamiątką. Można go dostać na każdym stoisku, w każdej miejscowości i w każdej możliwej postaci. W Wenecji natomiast obok Pinokia zakupić można wenecką maskę, której koszt to od około 8 euro wzwyż. Sklepiki z pamiątkami w Rzymie, Wenecji i Asyżu są na każdym kroku w samym centrum tych miejscowości. W kwestii pamiątek warto dodać, że znane nam wszystkie papieskie różańce z Watykanu wcale nie są papieskie. Papież Franciszek w żadnym wypadku ich nie święci, a żeby było śmieszniej to często produkowane są w naszej rodzimej Częstochowie. Koszt takich różańców to około1 euro za sztukę.


JEDZENIE
Jeśli chodzi o włoskie smakołyki to pizza na kawałki, czy porchetta, czyli bułka ze świnką kosztują  około 4 euro. Dwie gałki lodów to około 2 euro. Lody są przepyszne i smakiem przypominają te nasze lubelskie z Bosko. Kto był w Bosko ten zna ten smak :) Ceny kawy plasują się między 1 a 2 euro. Najlepsze oczywiście jest włoskie cappuccino! Taniej jest w supermarketach, gdzie np. makarony można kupić już za 0,5 euro. Makarony w tych cenach są najczęściej jadane przez Włochów, dlatego nie warto przepłacać za te droższe, które najczęściej przeznaczone są na eksport. Jadąc autem lub autokarem na trasie spotkać można autogrille, czyli sklepy które są takimi mini marketami. Tutaj można kupić typowo włoskie wino, piwo, słodycze, które są w bardzo przystępnych, często promocyjnych cenach.


SJESTA
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu podejście do pracy Włochów jest nieco inne niż Polaków. To co ich najlepiej określa, to pełen luz niezależnie od sytuacji. Na wszystko mają czas, wszystko da się załatwić i ogólnie nic nie jest problemem. W sklepach Włosi nie przepadają za zbyt dużym tłumem do obsługi. Jednak w żadnym wypadku rosnąca kolejka do kasy nie zestresuje ich, nie mówiąc już o pospieszeniu. Włoskie confusione, czyli zamieszanie jest tu na porządku dziennym. Sjesta jest ściśle przestrzegana przez Włochów. W Wenecji na własne oczy widziałam, jak punktualnie o 12:00 pan zabrał swój kram z pamiątkami i powrócił punktualnie o 14:00. Przez te dwie godziny Plac św. Marka był wolny od sprzedawców. Warto o tym pamiętać planując swój przyjazd do słonecznej Italii. 


TRANSPORT
Wybierając się do Włoch samochodem należy pamiętać, że Włosi dosłownie jeżdżą jak chcą. Dla Polaków, którzy mimo wszystko, mniej lub bardziej przestrzegają przepisów ruchu drogowego, parkowanie na środku ronda może być lekkim szokiem. Tak, tak Włosi potrafią zostawić samochód gdziekolwiek i pójść napić się kawy. Podczas codziennych, gigantycznych korków na Grande Raccordo udowadniają, że chcieć to móc i z 3 pasów robią 5. Dlatego po Rzymie lepiej podróżować metrem, którego dwie linie są doskonale oznaczone i prowadzą do wszystkich najważniejszych zabytków w mieście. Koszt jednorazowego biletu to 1,5 euro.


JĘZYK
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o języku angielskim. Jadąc do Rzymu nie liczcie na to, że sobie w nim pogadacie. Niewielu Włochów mówi po angielsku, albo zwyczajnie nie chce tego robić. Lubią swój język i lubią jak inni się nim posługują. Co ciekawe, rocznie musi przybywać tam sporo Polaków, bo w większość restauracji czy sklepów często witają nas zwrotami dzień dobry, dziękuję, do widzenia oczywiście wymawiając wszystkie zwroty jednocześnie. 

Włochy to piękny kraj, który z całą pewnością warto odwiedzić. Tych kilka praktycznych informacji może okazać się niezwykle cenne dla osób planujących wycieczkę do tego kraju. W dalszym ciągu uważam, że Rzym warto zwiedzać z przewodnikiem, pilotem, który przeprowadzi nas przez wszystkie tajniki wiecznego miasta jednocześnie opowiadając o codziennym życiu współczesnych Włochów. Ja na razie mówię Włochom arrivederci, bo wiem, że kiedyś jeszcze tam wrócę, a Wy?? :)

06 maja

06 maja

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda


Słoneczna Italia, kto był ten wie, jak jest tam pięknie, kto nie był koniecznie powinien ją odwiedzić. Mimo, że we Włoszech byłam zaledwie kilka dni, to na dobre zdążyłam pokochać ten kraj. I jak dotąd ze wszystkich miejsc, które miałam przyjemność odwiedzić Londyn zawsze ze wszystkimi wygrywał, tak tym razem Rzym skradł moje serce. Zresztą nie tylko Rzym, ale po kolei. 

Jak znalazłam się we Włoszech?
Rzym od dawna był na mojej liście miejsc, które chciałabym w swoim życiu odwiedzić. Od początku roku Włochy były na tapecie tegorocznych wyjazdów. Tyle, że początkowo w grę wchodził Mediolan - loty z Lublina nie są drogie, więc wybór padł na niego. Jednak w chwili kiedy pomysł Mediolanu upadł na jego miejsce pojawił się Rzym. Od zawsze jednak wiedziałam, że jak Rzym to i wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem, bo jak inaczej zwiedzać wieczne miasto. W biurze podróży oferowali wraz z wycieczką do Rzymu również Wenecję i Asyż. Czemu, więc nie zobaczyć więcej i tak upiekłam 3 pieczenie na jednym ogniu :) O samej wycieczce, transporcie i "życiu" we Włoszech napiszę parę słów w kolejnym włoskim poście. 



Jak nie kochać Włoch?
Od teraz Włochy będą mi się kojarzyć z pyszną pizzą, wyśmienitą kawą, nieograniczoną dawką słońca, niekończącą się sjestą i piosenką Despacito na każdym kroku. To tak, smak pizzy zaskoczył nawet mnie, czyli osoby nie będącej fanem tego przysmaku. Niemniej jednak włoska pizza to inne ciasto, inny ser niż to co podawane jest w Polsce i jak widać robi to dużą różnicę. Kawa - lepszej nie piłam w życiu. Cappuccino jest tak tanie, a jednocześnie pyszne, że można je pić non stop. W smaku nie równa się żadnej innej kawie. Najlepsze w San Paolo fuori le Mura. Długo nie zapomnę tego smaku! O niekończącej się włoskiej sjeście pewnie krążą już legendy. Podejście Włochów do pracy jest zupełnie inne niż Polaków. Oni zwyczajnie niczym się nie przejmują, na wszystko mają czas, nic nie jest problemem. Muszę przyznać, że to bezstresowe włoskie życie bardzo przypadło mi do gustu. Muszę niektóre elementy wprowadzić u siebie :) I wreszcie Despacito słyszana na każdym kroku. Idąc ulicami Rzymu nawet nie próbuję zliczyć ile razy słyszałam tę piosenkę śpiewaną przez całe grupy ludzi. Mały minusik to tłumy zwiedzających, które zachęcają złodziei do kradzieży. W Wenecji i Rzymie złodziei jest dużo. Kradną głównie małe dziewczynki, które w tym kraju za takie przewinienie są bezkarne. Dlatego trzeba zachować czujność i mieć oczy dookoła głowy. 


Co udało się zobaczyć?
Nie jestem w stanie wymienić teraz wszystkich miejsc, które udało mi się zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Już sam fakt, że zobaczyłam Morze Adriatyckie i Alpy wprawił mnie w osłupienie. Na dobry początek była Wenecja, która zachwyciła mnie swoim pięknem. Muszę tutaj jednak przyznać, że zawsze wyobrażałam sobie ją nieco inaczej. Zazwyczaj wszędzie pokazywane są weneckie kanały, a tymczasem to co dla mnie najpiękniejsze to plac św. Marka z Bazyliką i znajdującym się w niej Złotym Ołtarzem - jedynym w swoim rodzaju. Z kolei Asyż to dużo spokojniejsze miasteczko, a jednakowo piękne. Zdominowany przez św. Franciszka potrafi zachwycić swoim urokiem. W końcu Rzym, którego piękna nie da się opisać, trzeba je zobaczyć. Koloseum, Forum Romanum i cała reszta zachwyca formą, wielkością i swoją historią. Mi chyba jednak najbardziej do gustu przypadły Schody Hiszpańskie, które udało mi się zobaczyć z kwiatową dekoracją. No i wreszcie Watykan, miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dzięki wspaniałemu pilotowi udało nam się dotrzeć na generalną audiencję i na żywo zobaczyć papieża Franciszka oraz wejść do Muzeów Watykańskich. Freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej robią wrażenie! O Bazylice św. Piotra nie już będę nic pisać, ją trzeba zobaczyć.

Taki to właśnie był mój długi weekend majowy. Z całą pewnością długo go nie zapomnę i równie długo będę o nim opowiadać. Włochy mnie zauroczyły i z całą pewnością jeszcze do nich wrócę. A Wy jak spędziliście majówkę?? Czekam na Wasze historie :)

28 kwietnia

28 kwietnia

Make Happy Month - Skrót Kwietnia

Make Happy Month - Skrót Kwietnia

Muszę przyznać, że dawno mnie tu ostatnio nie było. Dłuższa nieobecność nie była spowodowana lenistwem, a zwyczajnie brakiem czasu. W moim przypadku kwiecień był tak intensywnym i niesamowitym miesiącem, że nie pamiętam kiedy ostatnio taki miałam. Ten miesiąc rozpoczęły Święta Wielkanocne, a zakończył rodzinny zjazd. Nie pamiętam już nawet, kiedy mój dom, aż tak tętnił życiem. Z całą rodziną u boku i z dwójką kilkunastomiesięcznych dzieci ciężko znaleźć czas na chwilę dla siebie, a już na pewno na twórczą pracę. W mój dotąd spokojny dom wtargnął chaos i zamieszanie, ale nie powiem dość przyjemne. I tym właśnie była spowodowana moja chwilowa nieobecność tutaj. Jednak jako gorąca zwolenniczka planowania i wyrabiania dobrych nawyków nie mogłam odpuścić wszystkich wpisów w miesiącu. Jestem marzycielką z realistycznymi przebłyskami, więc zdążyłam się już nauczyć, że nie na wszystko mamy wpływ. Jeśli coś robię to najlepiej jak potrafię, "po łebkach" nie wchodzi u mnie w grę. Dlatego zdecydowałam się zniknąć na ten miesiąc i zająć się rodziną, której nie widziałam od kilku lat. Niemniej jednak, jeśli jakiś tekst miał powstać to od początku wiedziałam, że będzie to moje tu i teraz, czyli Make Happy Month. A jako, że jadę właśnie na długo wyczekiwany urlop, to wpis powstaje z drogi do malowniczych i słonecznych Włoch! To jaki był ten kwiecień? W skrócie intensywny, inspirujący i pełen rodzinnych przygód. To czas dopinania wszystkiego na ostatni guzik w pracy i w domu, aż wreszcie czas planowania najbliższego urlopu. W kwietniu znalazłam również chwilę na powrót do moich noworocznych postanowień, ale o tym już niedługo kilka słów znajdziecie na blogu.

Moje małe majowe cele
Przełom kwietnia i maja rozpoczynam we Włoszech. Nie ma więc szans, że urok wiecznego miasta nie doda mi skrzydeł do dalszego działania. Chciałabym, żeby ten miesiąc był również intensywny, ale już bardziej mój. Wciąż uczę się znajdować czas tylko dla siebie i celebrować tych kilka minut z samą sobą. Dlatego u mnie maj to z całą pewnością miesiąc z Ewą Chodakowską, a jeśli pogoda dopisze, to może uda się powrócić do biegania. Na pogodę w kwietniu nie mogłam narzekać, więc mam nadzieję, że maj będzie również słoneczny. To słońce dodaje energii i sprawia, że chce się więcej i więcej. Dlatego też uważam, że to najlepszy czas na długo odkładany kurs fotograficzny. Zwarta i gotowa zabieram się za aparat tuż po powrocie do Lublina. W tym miesiącu również kończę kurs angielskiego, więc pewnie mogę spodziewać się jakiegoś egzaminu. Siłą rzeczy będę musiała troszkę nad nim popracować. Z jednej strony się cieszę, że kurs dobiega końca, bo zwalniają mi się dwa popołudnia w tygodniu, a z drugiej strony tak polubiłam te angielskie popołudnia, że szkoda mi się z nimi rozstawać. Blogowo chciałabym wstawić tu kilka ciekawych wpisów między innymi o nawykach oraz powrócić troszeczkę do postanowień noworocznych. Pamiętacie o nich jeszcze?? :) Ja swoje krok po kroku realizuję! Tymczasem uciekam szukać inspiracji, podziwiać piękno i odkrywać tajemnice Włoch. Wam Kochani życzę wspaniałego maja, już od jego pierwszych dni. Czy właśnie odpalacie grilla, czy pakujecie się na super wyjazd, czy zwyczajnie siedzicie w domach życzę udanego odpoczynku! Pięknego maja! :)

02 kwietnia

02 kwietnia

Share Week 2018

Share Week 2018

Niespełna 2 lata temu podjęłam decyzję o wystartowaniu ze swoim blogiem. Nie miałam wtedy do końca świadomości jak bardzo jego prowadzenie wpłynie na moje codzienne życie. Nie spodziewałam się, że aparat zostanie moim najlepszym przyjacielem, a to co będę głównie czytać w Internecie to blogi innych osób. Gdyby dzisiaj, ktoś zapytał mnie czy było warto, z całą pewnością odpowiedziałabym, że tak. Bo to właśnie prowadzenie bloga nauczyło mnie takich rzeczy, o których do niedawna jeszcze mi się nawet nie śniło. I tak jakoś krok po kroku, miesiąc po miesiącu na dobre wsiąkłam w blogosferę, która z każdym rokiem rozwija się coraz bardziej i która mnie nigdy nie zawodzi. Znaleźć tu można blogi praktycznie na każdy temat, tworzone z pasji do tego co się tworzy. I chyba to, że blogosfera tak dobrze się rozwija jest w niej najfajniejsze. Każdy może znaleźć tu coś dobrego, przydatnego dla siebie zarówno bloger jak i czytelnik. 

SHARE WEEK

W ubiegłym roku po raz pierwszy spotkałam się z akcją Andrzeja Tucholskiego Share Week. Poznałam ją w chwili kiedy się już kończyła i sama nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się wziąć w niej udział. Człowiek uczy się na swoich błędach i dzisiaj naprawiam, to co zaniedbałam rok temu. Na początek może kilka słów o samej akcji. Share Week polega na polecaniu blogów przez innych bloggerów. Na swoim blogu tworzy się wpis dotyczący polecanych autorów oraz wysyła zgłoszenie do organizatora, czyli Andrzeja Tucholskiego. W ten sposób powstaje lista ciekawych, godnych uwagi blogów. Wiecie już na czym polega Share Week, czas więc na moje polecenia. W tym roku postawiłam na trzy blogi kobiet tworzone z pasją i zaangażowaniem, które widać zaraz po pierwszym kliknięciu. Ich tematyka jest inspirująca, bliska memu sercu i taka do której często wracam. 



Blog, który śledzę prawie od początku jego istnienia. Paulina w ciekawy, jedyny i niepowtarzalny sposób pisze o modzie, modelingu i podróżach, które z racji wykonywanego zawodu są nieodłącznym elementem jej życia. Blog Pauliny to lifestyle będący jednocześnie skarbnicą wiedzy o kulisach modelingu, sesji zdjęciowych czy kampaniach reklamowych. I mimo, że jest to świat tak bardzo daleki ode mnie, to z wielką przyjemnością wracam na Paulina G Lifestyle, aby przeczytać każdy kolejny wpis. To tutaj mogę znaleźć ciekawe informacje o zwyczajach i obyczajach mieszkańców innych krajów widzianych oczami osoby mieszkającej, a nie jedynie przebywającej na wakacjach. Lubię regularnie czytać bloga Pauliny, śledzić każdy nowy post. Jej wpisy i zdjęcia, często z sesji zawsze są perfekcyjnie wykonane, miłe dla oka, dlatego są dla mnie niemałą inspiracją. 


Na tego bloga natrafiłam z polecenia koleżanki, która opowiedziała mi o wyśmienitym chlebie, przygotowanym właśnie z przepisu znalezionego na blogu Natalii. Od tamtej pory wielokrotnie do niego wracałam. Simplife to miejsce pełne harmonii, spokoju a tak bardzo inspirujące. Znaleźć tu można ciekawe przepisy (własnoręcznie upieczony chlebek ze wspomnianego już przepisu na dobre zagościł u mnie w domu!) mnóstwo psychologicznej motywacji oraz interesujące treści dotyczące organizacji. Nietrudno zgadnąć, że to właśnie ten ostatni punkt jest mi najbliższy. Graficzna oprawa bloga w połączeniu z fajnymi wpisami sprawia, że czerpię z niego motywację, przez co często tutaj zaglądam i chętnie wracam.


Kreatywny blog lifestylowy obok, którego nie można przejść obojętnie w sieci. Każdy wpis stworzony przez Kasię daje mi dużą dawkę pozytywnej energii, pobudza kreatywność i inspiruje do działania. To właśnie z poradami Kasi stworzyłam swój pierwszy scrapbookingowy album, będący prezentem na wieczór panieński mojej przyjaciółki. Kreatywne planowanie jest tu na porządku dziennym, które z każdym kolejnym wpisem staje mi się coraz bliższe. Blog o bardzo bliskiej mi tematyce, który uwielbiam czytać. Graficznie jedno z ładniejszych miejsc, jakie spotkałam w sieci. Nie dziwi więc fakt, że worqshop zajął pierwsze miejsce w zeszłorocznym Share Week! W pełni zasłużenie. 

Te trzy polecone przeze mnie blogi są miejscami, do których lubię zaglądać, którymi nigdy się nie nudzę i zawsze odnajduję ciekawe treści. Do tych autorek wracam najczęściej, jednak lista lubianych przeze mnie blogów jest dużo dłuższa i stale się powiększa. Ciekawa jestem jakie są Wasze ulubione blogi. Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

31 marca

31 marca

Make Happy Month - Skrót Marca

Make Happy Month - Skrót Marca

Marzec to tulipany, słońce i zapach budzącej się do życia przyrody. Takie są moje pierwsze skojarzenia związane z tym miesiącem. I nie byłyby one całkiem oderwane od rzeczywistości, gdyby od kilku dni, za oknem nie dominował na zmianę śnieg, deszcz, mróz. Jak dotąd zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale miejmy nadzieję, że to jej już ostatnie tchnienia.Tak czy siak marzec to piękny miesiąc, taki na który czekam cały rok. Z jednej strony zawsze jeszcze w lutym wierzę, że wiosna przyjdzie z pierwszymi jego dniami, a z drugiej za każdym razem zima przeciąga się w nieskończoność co wywołuje u mnie złość i znużenie. Dziwny ten miesiąc, ale mimo to jeden z moich ulubionych. Tegoroczny marzec minął mi niczym mrugnięcie okiem. Jak przeczytałam dzisiaj swoje małe marcowe cele to chyba pierwszy raz nie udało mi się ich zrealizować! No może poza treningami, które w tym miesiącu były w miarę systematyczne. Reszta odroczona na kolejny miesiąc albo jeszcze później. Tak to już bywa, że nawet u osoby lubiącej planować i mieć wszystko dopięte na ostatni guzik czasem wszystkie plany idą w łeb. Marzec był bardzo intensywnym miesiącem, bogatym w nowe doświadczenia i niespodziewane zdarzenia. Na rodzinne i zawodowe obowiązki poświęcałam tyle czasu, że na siebie mi go zabrakło. A tak chciałam, żeby marzec był miesiącem kobiet! Przełom marca i kwietnia to wielkanocny czas, a więc i odrobina wolnego. Długo czekałam na tych kilka dni wytchnienia i mam nadzieję, że uda mi się wtedy w stu procentach odpocząć, bo kwiecień będzie jednym z ciekawszych miesięcy tego roku :)

Moje małe kwietniowe cele
Kwiecień plecień, bo przeplata - trochę zimy trochę lata głosi stare przysłowie, a ja ciągle liczę na więcej tego lata! Kwiecień to piękny czas, więc liczę na więcej przyjemności na świeżym powietrzu. Trzeba się dotlenić po zimie :) To również miesiąc z jednej strony intensywnej pracy zawodowej, a z drugiej organizowania długiego weekendu majowego, który w tym roku zapowiada się niesamowicie. Jednocześnie to końcówka kursu angielskiego, więc czas podkręcić tempo i przysiąść do niego nieco bardziej niż ostatnio. W końcu wakacyjne wojaże zbliżają się wielkimi krokami, fajnie byłoby już móc biegle porozmawiać. Kwiecień to także przyjazd mojej długo niewidzianej siostry ciotecznej z Irlandii z całą swoją wesołą ferajną. To również imieniny mojego najukochańszego (w sumie to jedynego :D) siostrzeńca, dla którego prezent już do mnie jedzie. Hucznej imprezy tym razem chyba nie będzie, ale może można liczyć na jakieś małe party. Tak, ten miesiąc zapowiada się zdecydowanie rodzinnie. I taki właśnie jest mój główny cel na kwiecień, aby spędzić go jak najbardziej rodzinnie i przyjemnie. Oczywiście chciałabym znaleźć również troszkę czasu dla samej siebie i nadrobić przynajmniej w części to czego nie udało mi się zrealizować w marcu.

Jako, że jesteśmy tuż przed Świętami Wielkanocy chciałam Wam z całego serca życzyć zdrowych, spokojnych i przede wszystkim radosnych Świąt! Pogody ducha nie tylko w święta, ale i tej za oknem również. Wesołych Świąt!
Copyright © 2016 zaplanowana.pl , Blogger