31 maja

31 maja

Make Happy Month - Skrót maja

Make Happy Month - Skrót maja

Maj dla mnie był miesiącem prawie idealnym, aż mi szkoda go żegnać. Uwielbiam ten miesiąc, jego kolory, zapachy i smaki. To miesiąc, w którym wszystko można i wszystko się chce. I właśnie taki był u mnie tegoroczny maj. W przeciwieństwie do kwietnia, w tym miesiąc większość rzeczy poszła zgodnie z planem. Maj zaczął się mocnym akcentem, jakim była wycieczka do Włoch, która  w dalszym ciągu zaznacza swoją obecność w moim życiu. To we Włoszech naładowałam swoje baterie na tyle mocno, że nadal działają i jeszcze długo będą trzymać. Pobyt w słonecznej Italii zainspirował mnie do działania, obudził dotąd ukryte pokłady pozytywnej energii. O tym jak jest tam fajnie już pisałam, zapraszam również po garść praktycznych informacji dla osób wybierających się do Włoch.  No, ale maj to nie tylko Italia! W tym miesiącu udało mi się, w końcu, rozpocząć mini kurs fotograficzny, z czego jestem bardzo zadowolona i zaciekawiona kolejnymi lekcjami. Mam nadzieję, że efekty tych lekcji będziecie mogli oglądać tutaj i na Instagramie :) Maj to również końcówka angielskiego. Uporałam się z egzaminem, więc najgorsza część już za mną. I tu znów okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują :) Kwiecień upłynął mi na spędzeniu czasu głównie z rodziną, maj natomiast tak jak chciałam był dużo bardziej mój. Mimo ciągłego biegu znalazłam czas dla samej siebie nie tylko podczas treningu czy biegania. Tak, tak, tak! Ku mojej wielkiej radości powróciłam do biegania! I szybko z niego nie zrezygnuję :) Maj był dla mnie wyjątkowym miesiącem, mam nadzieję, że czerwiec okaże się jeszcze lepszy :)

 

Moje małe czerwcowe cele

Jutro już 1 czerwca, a to oznacza Dzień Dziecka, który w tym roku będę celebrować jak nigdy dotąd. Wiadomo kto jest sprawcą tego zamieszania :) Liczę, że przygotowana niespodzianka się spodoba. Trzymajcie kciuki! Co mnie jeszcze czeka w czerwcu, tego nie wiem, wiem za to, co bym chciała, żeby mnie czekało. Po pierwsze to chcę dokończyć rozpoczęty kurs fotografii. To jest mój priorytet. Chciałabym utrzymać treningowy zapał i skorzystać z wiosennych dobrodziejstw kuchni, aby wzmocnić swoją dość kiepską odporność. Marzy mi się troszkę poleniuchować na świeżym powietrzu, poczytać książkę, poopalać się. Nic specjalnego, a tak relaksującego. Powoli zaczyna się sezon wakacyjny, a więc i w Lublinie zaczyna się dużo więcej dziać niż zazwyczaj. Liczę, że uda mi się wpaść na kilka fajnych kulturalnych lubelskich wydarzeń. Blogowo, jako, że sezon ślubny w pełni chciałabym Wam zaprezentować mój kolejny pomysł na wieczór panieński. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Czerwcu przybywaj! Pięknego miesiąca Kochani! :)

27 maja

27 maja

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?

Codzienne rytuały - celebrować czy nie?

Wszyscy wiemy czym jest rytuał, wiec nie ma sensu przytaczać tutaj teraz jego definicji. Pytanie, które tu stawiam i które mnie bardzo interesuje, to czy macie takie swoje codzienne, weekendowe rytuały i czy je celebrujecie? Jeśli tak, to czy ma to jeszcze jakiś sens?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest jasna i brzmi: jak najbardziej tak! Według mnie to właśnie codzienne rytuały tworzą piękne chwile i mówiąc kolokwialnie robią dobrą robotę w naszym życiu. Będąc w ciągłym biegu nie chcemy tracić czasu na rzeczy dla nas pozornie niepotrzebne. Wiem to sama po sobie, bo jeszcze do niedawna tak rozpisywałam plan dnia, że nie było w nim zbyt dużo chwil dla samej siebie. A drobne przyjemności są ważne w naszym życiu, to one nadają mu smaku, umilają nieco szarą rzeczywistość. 

Moje rytuały

Osobiście mam kilka drobnych rytuałów, które lubię celebrować. Nie jest ich za dużo, bo i czasu wolnego nie mam zbyt wiele, jednak tych kilka mnie odpręża sprawiając przy tym przyjemność. W moim przypadku rytuały weekendowe różnią się od tych codziennych. Szara rzeczywistość pracujących dni narzuca pewien, określony rytm, w którym trudno o wolne chwile dla samej siebie. Dlatego tak bardzo lubię celebrować poranną kawę mimo, że zawsze pierwszą piję dopiero w pracy, wieczorną godzinę z ulubionymi serialami oraz bycie w łóżku jeszcze przed 23:00. W weekend jak to w weekend i u mnie jest nieco przyjemniej.  To w weekendy mam czas na spokojną, pyszną kawę w domu lub przy pięknej pogodzie na tarasie, na niedzielne wieczorne domowe SPA, po którym zawsze wychodzę uśmiechnięta i nieco więcej czasu spędzonego oglądając filmy lub czytając książkę.


Stwórz własne rytuały

Ciekawa jestem jakie są Wasze rytuały. Jeśli myślicie, że ich nie macie, to jestem przekonana, że się mylicie. One gdzieś są, tylko jeszcze sobie tego nie uświadomiliście. W jaki sposób to zrobić? Najlepiej wziąć kartkę papieru i spisać cały swój dzień, wszystko to co w nim robicie od momentu wstania do momentu pójścia spać. I tak przez cały tydzień. Na powstałym spisie zaznaczcie co Wam sprawia przyjemność, co stanowi zwyczajną rutynę, a czego nie lubicie robić. Pamiętajcie, że mogą to być drobne, małe zwyczaje, które mają dla Was jakieś szczególne znaczenie. Szybko zobaczycie ile wykonujecie małych czynności, które są dla Was czystą przyjemnością. Na koniec wprowadźcie je do życia na stałe i celebrujcie najlepiej jak umiecie, chyba, że już to robicie. 

Na koniec jeszcze raz powtórzę, że warto dbać o małe rytuały, które nas określają. To one pozwalają się oderwać od problemów, sprawiają, że w trudnym dniu wraca nam uśmiech na twarzy. Twórzcie ich jak najwięcej i dbajcie o nie, codziennie je pielęgnując, bo to one sprawiają, że świat staje się piękniejszy :)

13 maja

13 maja

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji

Wycieczka do Włoch - garść praktycznych informacji

Zapraszam Was na kolejny włoski wpis. Dzisiaj przedstawię kilka praktycznych informacji dotyczących włoskich wakacji. Nie byłabym sobą, gdybym podczas swojego krótkiego pobytu nie dokonała pewnych obserwacji, którymi się chętnie z Wami podzielę. Oczywiście odnoszę się tylko do miejsc, w których byłam, a więc Rzym, Asyż, Wenecja. O mojej włoskiej przygodzie już co nieco wiecie, więc czas na kilka porad. To po kolei :)


CENY
Muszę przyznać, że Włochy zaskoczyły mnie wielokrotnie. Planując wycieczkę jeszcze w Lublinie brałam pod uwagę dużo wyższe ceny niż w rzeczywistości zastałam we Włoszech. Najtańszy okazał się Rzym, a najdroższa Wenecja. Wenecja czerpie wciąż ze swoich dawnych kupieckich czasów, przez co ceny tam są nawet dwukrotnie wyższe niż w innych włoskich miejscowościach. Rzym pod tym względem pozytywnie mnie zaskoczył. Ceny pamiątek oscylują między kilka a kilkanaście euro. Magnes na lodówkę kosztuje 1 euro, koszulki dla dzieci 5-10 euro, a drewniana zabawka Pinokio około 5 euro. A propos Pinokio, jest on zdecydowanie typową, włoską zabawką-pamiątką. Można go dostać na każdym stoisku, w każdej miejscowości i w każdej możliwej postaci. W Wenecji natomiast obok Pinokia zakupić można wenecką maskę, której koszt to od około 8 euro wzwyż. Sklepiki z pamiątkami w Rzymie, Wenecji i Asyżu są na każdym kroku w samym centrum tych miejscowości. W kwestii pamiątek warto dodać, że znane nam wszystkie papieskie różańce z Watykanu wcale nie są papieskie. Papież Franciszek w żadnym wypadku ich nie święci, a żeby było śmieszniej to często produkowane są w naszej rodzimej Częstochowie. Koszt takich różańców to około1 euro za sztukę.


JEDZENIE
Jeśli chodzi o włoskie smakołyki to pizza na kawałki, czy porchetta, czyli bułka ze świnką kosztują  około 4 euro. Dwie gałki lodów to około 2 euro. Lody są przepyszne i smakiem przypominają te nasze lubelskie z Bosko. Kto był w Bosko ten zna ten smak :) Ceny kawy plasują się między 1 a 2 euro. Najlepsze oczywiście jest włoskie cappuccino! Taniej jest w supermarketach, gdzie np. makarony można kupić już za 0,5 euro. Makarony w tych cenach są najczęściej jadane przez Włochów, dlatego nie warto przepłacać za te droższe, które najczęściej przeznaczone są na eksport. Jadąc autem lub autokarem na trasie spotkać można autogrille, czyli sklepy które są takimi mini marketami. Tutaj można kupić typowo włoskie wino, piwo, słodycze, które są w bardzo przystępnych, często promocyjnych cenach.


SJESTA
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu podejście do pracy Włochów jest nieco inne niż Polaków. To co ich najlepiej określa, to pełen luz niezależnie od sytuacji. Na wszystko mają czas, wszystko da się załatwić i ogólnie nic nie jest problemem. W sklepach Włosi nie przepadają za zbyt dużym tłumem do obsługi. Jednak w żadnym wypadku rosnąca kolejka do kasy nie zestresuje ich, nie mówiąc już o pospieszeniu. Włoskie confusione, czyli zamieszanie jest tu na porządku dziennym. Sjesta jest ściśle przestrzegana przez Włochów. W Wenecji na własne oczy widziałam, jak punktualnie o 12:00 pan zabrał swój kram z pamiątkami i powrócił punktualnie o 14:00. Przez te dwie godziny Plac św. Marka był wolny od sprzedawców. Warto o tym pamiętać planując swój przyjazd do słonecznej Italii. 


TRANSPORT
Wybierając się do Włoch samochodem należy pamiętać, że Włosi dosłownie jeżdżą jak chcą. Dla Polaków, którzy mimo wszystko, mniej lub bardziej przestrzegają przepisów ruchu drogowego, parkowanie na środku ronda może być lekkim szokiem. Tak, tak Włosi potrafią zostawić samochód gdziekolwiek i pójść napić się kawy. Podczas codziennych, gigantycznych korków na Grande Raccordo udowadniają, że chcieć to móc i z 3 pasów robią 5. Dlatego po Rzymie lepiej podróżować metrem, którego dwie linie są doskonale oznaczone i prowadzą do wszystkich najważniejszych zabytków w mieście. Koszt jednorazowego biletu to 1,5 euro.


JĘZYK
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o języku angielskim. Jadąc do Rzymu nie liczcie na to, że sobie w nim pogadacie. Niewielu Włochów mówi po angielsku, albo zwyczajnie nie chce tego robić. Lubią swój język i lubią jak inni się nim posługują. Co ciekawe, rocznie musi przybywać tam sporo Polaków, bo w większość restauracji czy sklepów często witają nas zwrotami dzień dobry, dziękuję, do widzenia oczywiście wymawiając wszystkie zwroty jednocześnie. 

Włochy to piękny kraj, który z całą pewnością warto odwiedzić. Tych kilka praktycznych informacji może okazać się niezwykle cenne dla osób planujących wycieczkę do tego kraju. W dalszym ciągu uważam, że Rzym warto zwiedzać z przewodnikiem, pilotem, który przeprowadzi nas przez wszystkie tajniki wiecznego miasta jednocześnie opowiadając o codziennym życiu współczesnych Włochów. Ja na razie mówię Włochom arrivederci, bo wiem, że kiedyś jeszcze tam wrócę, a Wy?? :)

06 maja

06 maja

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda

Veni, Vidi, Vici - czyli moja włoska przygoda


Słoneczna Italia, kto był ten wie, jak jest tam pięknie, kto nie był koniecznie powinien ją odwiedzić. Mimo, że we Włoszech byłam zaledwie kilka dni, to na dobre zdążyłam pokochać ten kraj. I jak dotąd ze wszystkich miejsc, które miałam przyjemność odwiedzić Londyn zawsze ze wszystkimi wygrywał, tak tym razem Rzym skradł moje serce. Zresztą nie tylko Rzym, ale po kolei. 

Jak znalazłam się we Włoszech?
Rzym od dawna był na mojej liście miejsc, które chciałabym w swoim życiu odwiedzić. Od początku roku Włochy były na tapecie tegorocznych wyjazdów. Tyle, że początkowo w grę wchodził Mediolan - loty z Lublina nie są drogie, więc wybór padł na niego. Jednak w chwili kiedy pomysł Mediolanu upadł na jego miejsce pojawił się Rzym. Od zawsze jednak wiedziałam, że jak Rzym to i wycieczka z profesjonalnym przewodnikiem, bo jak inaczej zwiedzać wieczne miasto. W biurze podróży oferowali wraz z wycieczką do Rzymu również Wenecję i Asyż. Czemu, więc nie zobaczyć więcej i tak upiekłam 3 pieczenie na jednym ogniu :) O samej wycieczce, transporcie i "życiu" we Włoszech napiszę parę słów w kolejnym włoskim poście. 



Jak nie kochać Włoch?
Od teraz Włochy będą mi się kojarzyć z pyszną pizzą, wyśmienitą kawą, nieograniczoną dawką słońca, niekończącą się sjestą i piosenką Despacito na każdym kroku. To tak, smak pizzy zaskoczył nawet mnie, czyli osoby nie będącej fanem tego przysmaku. Niemniej jednak włoska pizza to inne ciasto, inny ser niż to co podawane jest w Polsce i jak widać robi to dużą różnicę. Kawa - lepszej nie piłam w życiu. Cappuccino jest tak tanie, a jednocześnie pyszne, że można je pić non stop. W smaku nie równa się żadnej innej kawie. Najlepsze w San Paolo fuori le Mura. Długo nie zapomnę tego smaku! O niekończącej się włoskiej sjeście pewnie krążą już legendy. Podejście Włochów do pracy jest zupełnie inne niż Polaków. Oni zwyczajnie niczym się nie przejmują, na wszystko mają czas, nic nie jest problemem. Muszę przyznać, że to bezstresowe włoskie życie bardzo przypadło mi do gustu. Muszę niektóre elementy wprowadzić u siebie :) I wreszcie Despacito słyszana na każdym kroku. Idąc ulicami Rzymu nawet nie próbuję zliczyć ile razy słyszałam tę piosenkę śpiewaną przez całe grupy ludzi. Mały minusik to tłumy zwiedzających, które zachęcają złodziei do kradzieży. W Wenecji i Rzymie złodziei jest dużo. Kradną głównie małe dziewczynki, które w tym kraju za takie przewinienie są bezkarne. Dlatego trzeba zachować czujność i mieć oczy dookoła głowy. 


Co udało się zobaczyć?
Nie jestem w stanie wymienić teraz wszystkich miejsc, które udało mi się zobaczyć w ciągu tych kilku dni. Już sam fakt, że zobaczyłam Morze Adriatyckie i Alpy wprawił mnie w osłupienie. Na dobry początek była Wenecja, która zachwyciła mnie swoim pięknem. Muszę tutaj jednak przyznać, że zawsze wyobrażałam sobie ją nieco inaczej. Zazwyczaj wszędzie pokazywane są weneckie kanały, a tymczasem to co dla mnie najpiękniejsze to plac św. Marka z Bazyliką i znajdującym się w niej Złotym Ołtarzem - jedynym w swoim rodzaju. Z kolei Asyż to dużo spokojniejsze miasteczko, a jednakowo piękne. Zdominowany przez św. Franciszka potrafi zachwycić swoim urokiem. W końcu Rzym, którego piękna nie da się opisać, trzeba je zobaczyć. Koloseum, Forum Romanum i cała reszta zachwyca formą, wielkością i swoją historią. Mi chyba jednak najbardziej do gustu przypadły Schody Hiszpańskie, które udało mi się zobaczyć z kwiatową dekoracją. No i wreszcie Watykan, miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dzięki wspaniałemu pilotowi udało nam się dotrzeć na generalną audiencję i na żywo zobaczyć papieża Franciszka oraz wejść do Muzeów Watykańskich. Freski Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej robią wrażenie! O Bazylice św. Piotra nie już będę nic pisać, ją trzeba zobaczyć.

Taki to właśnie był mój długi weekend majowy. Z całą pewnością długo go nie zapomnę i równie długo będę o nim opowiadać. Włochy mnie zauroczyły i z całą pewnością jeszcze do nich wrócę. A Wy jak spędziliście majówkę?? Czekam na Wasze historie :)

Copyright © 2016 zaplanowana.pl , Blogger